czwartek, 22 maja 2014

Rozdział 57 "Serce"

Znacie to uczucie, w którym uśmiech z waszej twarzy momentalnie znika? Na, jeszcze chwilę wcześniej promiennie uśmiechniętej buzi, pojawia się grobowa, wręcz zgrymaszona mina. Ochota na wszystko co dobre znika wraz z uśmiechem, gdy tylko dowiemy się o czymś, co nas rani. O czymś, co jest dla nas bolesne. Ten moment, w którym przez chociaż sekundę żałujemy uśmiechu, którym raczyliśmy wszystkich przed sekundą, jest niesamowicie dołujący, czyż nie? Nie do zniesienia. Jak upokorzenie.

Jedna z najważniejszych osób w naszym życiu znika. Bez śladu. Bez słowa. Ponownie.

Znika być może na zawsze. Zapada się pod ziemię. Nikt nic nie widział, ani nie słyszał.

Co mamy zrobić kiedy pochodnia wypala w naszym sercu ogromną dziurę? Kiedy umysł mówi nam, byśmy zaczęli robić cokolwiek co mogłoby pomóc, a płonące serce nie potrafi się ruszyć. Jest skrępowane. Grube liny zaciskają się na nim coraz ciaśniej, wywołując bolesne krwawienie… Nie potrafi wydusić z siebie nic. Tylko ból, strach, żałość. Nie potrafi współgrać z umysłem. Nie może pokonać tego palącego cierpienia, tylko w nim trwa. Nieustannie. Nieprzerwanie.

Serce zaczyna bić coraz szybciej, zmagając się z rozżarzonym ogniem, próbującym spalić je doszczętnie. Ale ono zacięcie walczy. Nie poddaje się tak łatwo. Cichy głosik, mówiący mu, że musi być silne przedostaje się gdzieś pomiędzy świerczącym ogniem. To nadzieja. Mały, stłumiony głos, który jest w każdym z nas. Głęboko. Chowa się specjalnie, żeby sprawdzić, czy jesteśmy wystarczająco silni by go odnaleźć. Może trzeba mieć tylko dobry słuch, by go usłyszeć? Słuch duszy… Gdy nasze serce chce walczyć, nadzieja jest tylko pomocą. Ale często zdarza się tak, że jest ona już ostatnią deską ratunku… Deską, która zatonęła.

Serce Leny biło już coraz wolniej. Panował w nim pożar. Ogień zajął całą jej zdruzgotaną duszę. Ciemne tęczówki stopniowo stawały się coraz ciemniejsze, gdy tylko złość zaczęła dominować nad jej ciałem.
Spazmatyczny napad szlochu wydostał się z niej, a ona z rozpaczy wpadła w ramiona mulata, stojącego przed nią. Ten nadal nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał. Zaskoczenie zawładnęło jego umysłem. Dopiero kiedy poczuł na sobie ciepło rozgrzanego ciała jego ukochanej, otrzeźwiał. Wtulił blondynkę w swoje ciało, by dać jej poczucie zrozumienia i wsparcia. Nie mógł zrobić nic więcej. Nawet nie wiedział co powinien uczynić.

-Lena, powiedz mi spokojnie skąd wiesz, że ona zniknęła? Jesteś tego w stu procentach pewna? – spytał zbyt poważny jak na niego, Louis.

Nie słysząc odpowiedzi ze strony roztrzęsionej blondynki chłopak postanowił nie czekać ani chwili dłużej, tylko ruszył w stronę miejsca, gdzie znajdował się pokój wszystkich ochroniarzy, pilnujących budynku podczas nagrań. Kiedy tylko znalazł się w środku zauważył, że większość mężczyzn najzwyczajniej siedziała i jadła lunch. Dwóch z nich siedziało przy kilku wielkich monitorach, rozmawiając, śmiejąc się. Bawili się w najlepsze. Widząc to, Tomlinson wręcz rzucił się na maszynę, sterującą wszystkimi nagraniami. Ignorując krzyki wściekłych ochroniarzy odnalazł nagranie, na którym wyraźnie pokazana była scena zniknięcia Victorii.

Nie mógł uwierzyć własnym oczom. Pragnął, by to co się stało było tylko głupim żartem. Nie chciał, by wszystko co wydarzyło się na wakacjach miało miejsce ponownie. Spojrzał na zdziwione miny ochroniarzy, którzy właśnie w skupieniu wpatrywali się w ekran, na którym dziewczyna już była siłą wywlekana z budynku.

-Panowie… Moi mili panowie…- zaczął Louis, przyjmując prostą postawę, by wyglądać poważniej, niż na swój wiek. Podziałało. Ton, którym zaczął mówić brunet postawił do pionu nie jednego obecnego tam mężczyznę.- Wydaje mi się, że wy przyszliście tu do pracy, a nie po to żeby się nażreć jak jakieś świnie!- wrzasnął.- Sami widzieliście co stało się przez waszą nieuwagę! Ona zniknęła! Już nie pierwszy raz… A wy tak po prostu siedzieliście sobie tutaj, napychając brzuchy. Mam nadzieję, że bawiliście się dobrze, bo konsekwencje tej waszej zabawy, poniesiemy teraz my wszyscy.- warknął, rozpychając się swoim drobnym ciałem, między napakowanymi facetami, którym miny zrzedły.

Po chwili dotarł do drzwi, którymi natychmiast trzasnął. Wychodząc z pomieszczenia odetchnął głęboko, próbując poukładać swoje myśli, które aktualnie stały się jednym, wielkim kłębkiem.

-To… To prawda? Victoria zniknęła?- spytał Horan, podchodząc do rozkojarzonego Louisa.

-Tak, ale jeszcze nic nie jest stracone…- powiedział niepewnie.  Dokładnie pamiętał jak trudno było odnaleźć ją poprzednim razem, a nie miał w zwyczaju rzucać słów na wiatr, więc chwilę później zaczął żałować swoich słów.

-Co się z nią stało? Musimy ją odnaleźć!- blondyn złapał się za włosy, spuszczając głowę w dół. Opanowanie swoich emocji było dla niego w tamtym momencie jedną z najtrudniejszych rzeczy w życiu. –Nie… powiedz to jeszcze raz…- poprosił.

-Niall, ona zniknęła. Sam widziałem na nagraniu jak ktoś się z nią szarpał i siłą wyniósł z budynku…- odrzekł Lou z takim spokojem, że sam był pozytywnie zaskoczony swoim opanowaniem.

-Proszę, powiedz, że to żarty…- szepnął jasnowłosy, spoglądając na swojego przyjaciela.

-Nie mogę- westchnął.

-To nie może być prawda! Nie… Nie…- mówił pod nosem, powoli odchodząc w stronę miejsca, gdzie jeszcze jakiś czas temu spokojnie siedziała zaginiona brunetka.

Jego widok zdziwił bruneta, lecz ten nie miał najmniejszej ochoty, by pocieszać swojego blond przyjaciela. Wiedział, że teraz nie do tego kumpla powinien się udać. W tym celu szybko znalazł wyjście na zewnątrz, gdzie zimne powietrze wręcz zamrażało na miejscu. Chłopak wzdrygnął się czując na swoim rozgrzanym ciele chłód bijący z zewnątrz.

Gdy rozglądnął się dookoła, zobaczył swojego przyjaciela stojącego pod ścianą. Chłopak był wyraźnie zamyślony. Miał na sobie ciemne spodnie i czarną, grubą kurtkę. Do swoich ust co chwilę przykładał palce prawej dłoni, w których trzymał odpalonego papierosa. W momencie zaciągania się dymem spostrzegł nadchodzącego Louisa, przez co momentalnie oderwał się od nałogu i przewrócił oczami.

-Czemu znowu palisz?- spytał niebieskooki.

-To raczej nie jest twój interes, więc zajmij się sobą- warknął Styles, nie wykazując żadnych chęci do rozmowy.

-Zawsze to robisz kiedy coś cię trapi, więc po prostu się martwię…- wyjaśnił  Louis, na co brunet prychnął pod nosem ponownie wciągając do swoich płuc następną dawkę śmiertelnego dymu. Milczał. Nie miał zamiaru wdawać się w dyskusję nawet z osobą, która od jakiegoś czasu była mu najbliższa. - Jeśli coś jest nie tak to mi to powiedz… Wiesz, że możesz…

-Nie, nie mogę. Tego nie mogę powiedzieć nawet tobie, więc odwal się już!- bąknął zirytowany Harry.

-Co ci się dzisiaj stało, okres masz, czy co?!- jęknął Tomlinson, lecz już po chwili tego żałował, gdyż został obdarowany burzliwym spojrzeniem, które nie jednemu zmroziłoby gorącą krew w żyłach. Dopiero kiedy napięcie między nimi opadło, Louis postanowił się odezwać. –Widziałeś dzisiaj Victorię?

Harry ostatni raz zaciągnął się dymem i upuścił na ziemię papierosa, przydeptując go lewym butem. Efektownie wypuścił z ust śmierdzącą tytoniem chmurkę, po czym przeczesał dłonią swoje bujne, brązowe loki. Jego twarz była wyraźnie skonsternowana, a zarazem zdenerwowana. Zdradzała tyle przeróżnych emocji w trakcie jednej sekundy, że Lou nie nadążał zapamiętywać ich.

Cisza. Na pytanie Tomlinsona odpowiedziała jedynie cisza i chrzęst śniegu, który Styles wywoływał chodząc.

W momencie kiedy Louis widział już jedynie kontur sylwetki swojego przyjaciela, nabrał zimne powietrze do swoich pojemnych płuc, po czym krzyknął głośno słowa, których zielonooki się nie spodziewał.

-Victoria  została porwana!- wrzasnął, dokładnie obserwując reakcję młodszego przyjaciela. Ten jedynie zatrzymał się na kilka sekund, delikatnie skrzywił głowę w bok, tak jakby chciał spojrzeć przez swoje ramię do tyłu, lecz tego nie zrobił, po czym wznowił swoje kroki, oddalając się spokojnie w stronę mieszkania.

Już chwilę później niebieskooki został sam. Zimne powietrze drażniło jego odsłonięte ramiona, przez co aż cały drżał z wyziębienia. Nie mógł nawet myśleć o tym, co w tej chwili mogłoby dziać się z Victorią. Na samo wspomnienie jej stanu sprzed kilku miesięcy miał ochotę własnoręcznie dorwać się do skóry osoby, która tak brutalnie potraktowała pannę Nowińską. Nie potrafił zrozumieć dlaczego ktoś tak bardzo ją nienawidził. Aż tak, by boleśnie krzywdzić ją i jej bliskich… Może po prostu niewystarczająco ją znał?

Gdy wziął głęboki oddech po to, by jakoś poukładać sobie wszystkie myśli, które biegały mu po głowie niczym dzikie zwierzęta, poczuł jak jego płuca wręcz zamarzają. Sprawiło to, że w końcu otrzeźwiał. Dopiero wtedy zauważył idącą w jego kierunku Lenę, trzymającą w dłoni telefon. Komórka ta należała do Victorii, chłopak poznał to od razu, gdyż tylko ona miała telefon w kolorze białym z czerwonymi paskami przy brzegach. Kiedy spojrzał na zapłakaną twarz blondynki, od razu miał ochotę zniknąć. Nie chciał powiedzieć niczego, co mogłoby ją zranić, a był świadomy tego, że jego wyczucie chwili nie jest zbyt wyostrzone.

-Lou, błagam, powiedz, że coś wiesz…- poprosiła, patrząc starszemu koledze prosto w jego niebieskie tęczówki. On nie chciał kłamać. Nie mógłby skłamać tylko po to, żeby Prógowicz była spokojniejsza.

-Wiem, ale nie jestem pewien, czy chcesz znać prawdę- westchnął, czując na swoich plecach nieprzyjemny dreszcz.

-Nieważne co masz mi do powiedzenia… Chcę wiedzieć gdzie jest Victoria!- uniosła ton swojego głosu, wywołując zdziwienie na twarzy Tomlinsona. Nie powinien się dziwić, bo przecież ludzie reagują różnie w tak stresujących sytuacjach, lecz on sam był tak rozemocjonowany, że zapanowanie nad sobą było nie lada wyzwaniem.

-Ktoś ją porwał- wyjaśnił rzecz, która i tak była już jasna. Widząc zdenerwowaną minę Leny zrozumiał, że nie o taką odpowiedź jej chodziło. –Na nagraniach monitoringu widziałem jak za kulisami szarpała się z kimś... Później ten mężczyzna przyłożył do jej ust jakąś chusteczkę, wtedy ona osłabła, a on wywlekł ją z budynku. Nie wiem gdzie ją zaniósł, bo wyszedł poza zasięg kamer.

-Dlaczego akurat teraz…?- jęknęła, z całych sił kopiąc w ścianę, którą miała po swojej prawej. Po chwili było słychać tylko ciche przekleństwo, które z siarczystym akcentem wydostało się z jej ust.- Czemu, do cholery jasnej, musiał wrócić akurat wtedy, kiedy zostawiłam ją samą na dosłownie kilka minut?!- wrzasnęła przez płacz.

-Nie płacz… Nie możesz płakać.- szepnął brunet, podchodząc do roztrzęsionej panny Prógowicz. Szybkim ruchem przyciągnął ją do swojego zmarzniętego ciała i przycisnął do siebie w czułym uścisku. Nie wiedział jak powinien okazać jej współczucie, nie wiedział jak ją wesprzeć. Ten gest był dla niego tak uniwersalny, że okazał się być najlepszym rozwiązaniem. Ciemnooka mocno wtuliła się w bruneta, cicho łkając. Nie miała nawet sił, by wydusić z siebie jakiekolwiek słowo.

Nagle oboje usłyszeli za sobą czyjś głos. Był on na tyle znajomy, że dziewczyna aż zdziwiła się słysząc go. Nie spodziewała się spotkać tej osoby w takich okolicznościach, ale nie zamierzała przepuścić tak wspaniałej okazji do ‘rozmowy’ z tą osobą…

-No, no, no… Jaka piękna scena przyjaźni… Aż się łezka w oku kręci…- mruknął, krzyżując ręce na wysokości swojego torsu. Jego pewność siebie tego dnia była wyjątkowa. Dziewczyna oderwała się od niebieskookiego, który od razu przyjął postawę bezpieczną dla ich obojga. Zapłakanymi oczyma niepewnie spojrzała w stronę młodego Parkera.

-Wiesz gdzie ona jest? Masz z tym coś wspólnego?!-  powiedziała z taką żałością, że aż łzy same pchały się do oczu. Była spokojna. Nie wykonywała żadnych gwałtownych, czy niepotrzebnych ruchów. Opanowanie aż w niej kipiało. Wolała zachować spokój, czy też najzwyczajniej nie miała sił na użycie rąk?

-O czym mówisz, Leno?- spytał całkowicie poważnie. –Coś mnie ominęło?- zdziwił się, a zmarszczka na jego czole powiększyła się, gdy tylko uniósł brwi.

-Nie udawaj, że nie wiesz o czym mówię, ty idioto! Mów gdzie jest Victoria!- zażądała blondynka.

-Nie musisz do mnie krzyczeć, Leno. Nie ogłuchłem- warknął. –Nie wiem gdzie jest Victoria. Skąd mógłbym to wiedzieć?- spytał, rozkładając ręce w geście bezradności i niewiedzy.- Myślałem, że cały czas jest z tobą… Przecież ciągle trzymacie się razem…

-Przestań toczyć tą swoją bezsensowna grę, bo to przestaje być śmieszne, Parker- wtrącił się Louis, stając obok Leny, by być na równi z nią.- Powiedz gdzie zabrałeś Victorię, inaczej zgłosimy to na policję.

-Louis, Louis, Louis… Powiedz mi, w jaki sposób miałbym ją gdzieś porwać, skoro cały czas byłem na sali, gdzie trwały nagrania? Nie wychodziłem ze studia ani na sekundę od ponad godziny, a ty jeszcze śmiesz osądzać mnie o porwanie mojej byłej dziewczyny…  Dziewczyny, którą nad życie kocham.

Słysząc dwa ostatnie słowa jego wypowiedzi oboje prychnęli donośnie pod nosem. Oczywiście, wiedzieli, że jest to nie na miejscu, lecz żadne z nich nie potrafiło się powstrzymać. Było to silniejsze od nich.

Dopiero po chwili dotarł do nich sens słów Nikodema. Miał rację. Nie mógł jej porwać skoro nawet na chwilę nie opuścił budynku, w którym trwało nagranie. Mówił prawdę i nawet miał na to dowody.

Ich porozumiewawcze spojrzenia spotkały się ze sobą. Nie mogli wydusić z siebie nawet słowa. Ani Lena, ani tym bardziej Louis nie chcieli przyznać Nickowi racji, lub przeprosić za oskarżenia. Przyznanie racji takiej osobie, jaką był młody Parker, było dla nich niemożliwe. On doskonale o tym wiedział. Nie był aż tak głupi za jakiego wszyscy go uważali…

-W takim razie, skoro jestem już czysty…- przewrócił teatralnie oczami, co niezmiernie zadziałało blondynce na nerwy.- Pozwolicie, że wrócę do hotelu, bo jestem zmęczony. Jeśli będą już jakieś wieści o Victorii, to poinformujcie mnie. Nie chcę na zapas się martwić- stwierdził. Pewnym ruchem skinął głową na pożegnanie, po czym szybkim krokiem zniknął za pierwszym budynkiem. Nie był to chód… Raczej bieg. Spieszył się gdzieś?

-On… On mówił prawdę… Był tam cały czas- westchnęła zrezygnowana blondynka.

-Niestety tak…- chłopak rzucił okiem na bladą twarz panny Prógowicz, spostrzegł wtedy, że jej usta mimo czerwonej szminki na nich zaczynały robić się sine.-Może wejdźmy już do środka… Tutaj i tak nic nie zrobimy, a jedynie możemy się przeziębić- stwierdził.
Już po chwili oboje byli w drodze do wejścia budynku, w którym było ciepło, czego oboje bardzo potrzebowali…

                                                            ***

Chłopak zdenerwowany i zarazem wyczerpany ze wszystkich sił wrócił do domu. Żałował. Żałował tego co się stało. Było mu przykro, lecz nie mógł nic z tym zrobić. Było to niemożliwe.

Rzucił pęk kluczy na stolik, stojący obok wielkiej sofy, po czym niezdarnie na nią upadł. Wyczerpanie i nieprzespane noce dawały się we znaki. Sięgnął do dużej kieszeni w swojej skórzanej kurtce, gdzie niemal od razu znalazł swój telefon. Kilka sekund później oczekiwał połączenia, trzymając przy uchu komórkę.

-Tak, szefie?- usłyszał po drugiej stronie słuchawki zestresowany głos. Mężczyzna wiedział, że brunet nie dzwonił do niego z byle powodu. Przeczuł, że coś musiało się stać.  

-Nawaliłeś…- rzucił od niechcenia brunet.

-Co się stało? – spytał  Zawadzki.

-Nie zatrudniałem cię bez powodu. Zaufałem ci. Wierzyłem, że dopilnujesz, żeby już nigdy więcej nic jej się nie stało! – wrzasnął ze złością, przy czym z nerwów aż wstał z kanapy.

-Mów co z Victorią, a nie drzyj się na mnie, bo to nie ma najmniejszego sensu. Sam wiesz, jaka jest teraz ta cała sytuacja…

-Została porwana, znowu. Mógłbyś mi powiedzieć czemu pozwoliłeś, żeby wyjechała w trasę sama?!- spytał z wyrzutem. Wściekłość powoli przejmowała nad nim kontrolę.- Nie płacę ci za siedzenie całymi dniami na kanapie przed telewizorem, tylko za pilnowanie, żeby była bezpieczna. Ty grzejesz dupę spokojnie w Polsce, a ona pewnie znowu cierpi, zamknięta gdzieś w jakichś ciemnościach!

-C…Co?!- jego zdziwienie było tak intensywne, że aż udzieliło się brunetowi. –Jak to, zaginęła? O czym ty mówisz?

-Nie dopilnowałeś jej, spieprzyłeś wszystko.

-Przecież… Kiedy jakieś dwie godziny temu namierzałem jej telefon i telefon Leny, były obok siebie… Sądziłem, że wszystko jest z nimi w porządku- analizował wszystko tak cicho, jakby mówił sam do siebie, co niezmiernie zdenerwowało bruneta.

-Nieważne co było dwie godziny temu. Ważne jest to co dzieje się teraz. A ona zniknęła. –warknął donośnie.- Nie obchodzi mnie w jaki sposób ją odnajdziesz, ale masz to zrobić. I to jak najszybciej.

-Dobrze, szefie. Za kilka godzin będę w Londynie…

-Za kilka godzin może być za późno, zrób coś z tym!

Jedynym dźwiękiem jakim mężczyzna usłyszał w słuchawce po tych słowach było denerwujące pikanie, oznaczające zakończone połączenie. Marek najszybciej jak tylko potrafił zerwał się z miejsca i pobiegł do sypialni, gdzie zaczął pakować najpotrzebniejsze rzeczy. Po kilku minutach był już w drodze na lotnisko, skąd miał zamiar udać się do Londynu. Nie mógł pozwolić na to, żeby coś stało się Victorii. Nie teraz…

                                                            ***

Młody mężczyzna wszedł tylnym wejściem wielkiego, ponurego budynku. Przechodząc przez długi, ciemny korytarz  wszędzie rozbrzmiewał stukot jego butów. Dawało mu to niesamowitą satysfakcję. Czuł, jakby był ważniejszy. Jakby był panem świata. Znów udało mu się dokonać tego, o czym tak długo marzył. Znów miał ją tylko dla siebie.

Gdy dotarł na koniec długiego korytarza, powolnym ruchem wprowadził odpowiedni klucz do zamka, przekręcając go. Spowodowało to, że drzwi wydały z siebie przeraźliwie głośny trzask, który zapewne zbudziłby nie jedną osobę, natychmiast stawiając ją na równe nogi. Chłopak wszedł do właściwego pomieszczenia, a następnie zaświecił niewielką lampkę nocną, zamieszczoną tuż obok miejsca, gdzie leżała nieprzytomna Victoria. Kiedy tylko zobaczył jej spokojną, niczego nieświadomą twarz jego usta wykrzywiły się w triumfalnym uśmiechu.

To było jego zwycięstwo. Jego wiktoria. Jego szczęście.
Wszystko było już zaplanowane. Lot na drugi koniec świata, dom, wspólne życie. Wiedział, że to musi się udać. Nie wyobrażał sobie, że tym razem znów coś mogłoby się nie powieść. Teraz wszystko zbyt dobrze przemyślał, przeanalizował. Tak długo pracował na tą chwilę. Już zbyt wiele rzeczy poszło nie po jego myśli, by znów coś mogło się nie powieść. Nie było takiej opcji.

Niepewnie usiadł na niewielkim leżaku, gdzie znajdowała się Victoria. Wysunął swoją prawą dłoń do przodu, w kierunku głowy dziewczyny. Delikatnie pogładził jej długie, brązowe włosy, po czym wierzchnią stroną dłoni bardzo wolno pocierał jej policzek.

Była taka krucha. Delikatna. Jak ze szkła. Jakby była porcelanową lalką. Jego lalką.

Nie chciał jej skrzywdzić, ale wiedział, że jeśli będzie oporna, nie będzie miał innego wyjścia. Kochał ją. Tak, kochał. Była to chora miłość. Miłość zarażona obsesją. Według niego była wyjątkowa… Bo chciałby, by taka właśnie była. Prawdziwa, przepiękna. Ale on nie był do tego zdolny. Nie potrafił kochać prawdziwie.

Po chwili zmrużył oczy, dokładnie skanując twarz zielonookiej. Mocno złapał ją za podbródek, unosząc jej opadającą w bok głowę do góry. Już kilka sekund później wbił się w jej usta, nachalnie, na nowo poznając każdy ich skrawek. Nie mógł nacieszyć się jej bliskością, jej ciałem. Ułożył swoją dużą dłoń na jej talii, przysuwając do siebie bezwładne ciało nieprzytomnej dziewczyny. Jego dłoń w szybkim tempie powędrowała na jedną z niewielkich piersi brunetki. Młody mężczyzna wprost nie mógł się powstrzymać. Kochał jej ciało. Uwielbiał je…

-Nareszcie, jesteś tylko moja…- szepnął, kiedy na sekundę oderwał się od jej ust.


Szybkim ruchem zdarł z zielonookiej cienką bluzkę, którą miała na sobie. Jego oczy wręcz zaświeciły się, w momencie kiedy ujrzał jej ciało. Ułożył się w dogodnej dla niego pozycji, po czym usiadł okrakiem na jej biodrach. Już kilka sekund później jego nachalne wargi znalazły się na jej nagich piersiach… 




***



Niezmiernie przepraszam za tak wielkie opóźnienie, ale niestety mam problemy osobiste, z którymi nie potrafię sobie poradzić. Przepraszam Was bardzo. Mam nadzieję, że zrozumiecie. 
Wybaczcie wszystkie błędy. 
Rozdział... Nie wiem, czy mi wyszedł. Pozostawiam to do oceny Wam. 
Czekam na komentarze. 
Co o tym wszystkim sądzicie? 

Kocham. <3 



Do następnego. 

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Rozdział 56 "Telefon"

-Chciałem ci powiedzieć, że Ana ze mną zerwała…- oznajmił, wprawiając Victorię w stan osłupienia.

-Jak to?  Nie rozumiem…- w niedowierzaniu uniosła brwi.

 Blondyn tylko westchnął i usiadł wygodniej, spuszczając głowę w dół. Wziął głęboki oddech, tak jakby zastanawiał się nad tym jak właściwie powinien ująć to, co mieściło się na końcu jego języka. Nie potrafił. Nie umiał wyrazić tego co czuł. Ulgi jaka nawiedziła jego umysł i serce, ale jednocześnie niepokoju, który zapadł w nim w tej samej chwili.

Nagły, blady uśmiech, który zagościł na jego twarzy jeszcze bardziej zdziwił zaskoczoną Vic. Spojrzał na nią i uśmiechnął się szerzej, tym samym reprezentując swoją bezradność.

-Tak jak już wcześniej powiedziałem…- zaczął.- Zerwała ze mną- wzruszył ramionami, wzdychając.

-Ale, tak po prostu? Bez żadnych wyjaśnień? Powiedziała ‘Z nami koniec’ i odeszła?- zmarszczyła czoło, odsuwając ręcznik z lodem od zmarzniętej już buzi.

-Wróciłem do naszego mieszkania i zauważyłem, że w przedpokoju stoją już jej walizki. Po chwili przyszła tam, jedyną rzeczą jaką mi powiedziała było to, że ty pomogłaś jej podjąć właściwą decyzję… O co chodzi? – spytał, nadal uważnie skanując wyraz jej twarzy.

-Nie sądziłam, że tak bardzo weźmie sobie do serca to co jej powiedziałam… - mruknęła sama do siebie, ponownie przykładając zimny okład do policzka.

-O czym ty mówisz?- dociekał.

-Wiesz… Wtedy, na komisariacie puściły mi nerwy i powiedziałam jej to, co o niej myślę… Najwidoczniej zrozumiała, że miałam rację i odeszła.

-Co takiego jej powiedziałaś? Słyszałem ostrą wymianę zdań, ale nie rozumiałem tego o co się kłóciłyście…- odrzekł krótko, oczekując od przyjaciółki wyjaśnień.

-Bo… ja… - zająknęła się, spuszczając wzrok na śnieżnobiałą pościel, która w tym niewyraźnym świetle nabrała odcienia szarości. –Chyba powiedziałam, że ona na ciebie nie zasługuje… Że powinna traktować cię lepiej… Nie wiem, nie pamiętam- skłamała szybko, unikając  udzielenia poprawnej odpowiedzi.- Byłam zdenerwowana, mówiłam to co mi ślina na język przyniosła- niepewnie spojrzała na twarz blondyna, z której nie można było rozszyfrować jakie emocje targały jego duszą.

Chłopak zaskoczył brunetkę. W jednej sekundzie przysunął się do niej i zamknął w ciasnym, czułym uścisku. Oszołomiona dziewczyna wypuściła z dłoni ręcznik, w którym było mnóstwo lodu, czego następstwem był charakterystyczny dźwięk, odbijających się od ziemi kostek zamarzniętej wody.

-O rany… Przepraszam cię bardzo…

Horan momentalnie oderwał się od Vic, speszony spuścił głowę i zsunął się z łóżka. Drżącymi dłońmi pozbierał rozsypany lód i z powrotem włożył go do ręcznika. Niepewnie usiadł na brzegu łóżka, podsuwając lód w stronę dziewczyny, która cały czas się uśmiechała. Kiedy usłyszał jej cichy chichot, na jego policzkach pojawiły się  gorące rumieńce, których za wszelką cenę chciał się pozbyć.

Swoją smukłą dłonią delikatnie ujęła jego twarz, tym samym powodując to, że chłopak niepewnie uniósł głowę, spoglądając przyjaciółce prosto w oczy. Uśmiech na jej twarzy znacznie się poszerzył, gdy to nastąpiło.

-Nie masz za co przepraszać…- szepnęła, uśmiechając się w tak wyjątkowy sposób, że sam Horan uległ jej urokowi, który niewątpliwie posiadała.- To było całkiem słodkie…- zachichotała, wywołując na jego twarzy jeszcze większe rumieńce.

-Dlaczego przy tobie zawsze robię coś głupiego…- westchnął, zamykając oczy, w nadziei, że pomoże mu to zapaść się pod ziemię. Niestety, nie pomogło, o czym przekonał się chwilę później…

-Wcale nie robisz nic głupiego. Nie wiem o czym mówisz…- zaśmiała się cichutko, lekko przechylając głowę w bok, po to by móc lepiej przyjrzeć się nierówno oświetlonej twarzy Niall’a.

W tej jednej chwili głupia sytuacja zamieniła się w romantyczny moment, który był równie krępujący dla ich obojga. Dziewczyna poczuła przy swoich ustach jego gorący, pachnący miętą oddech. Kiedy delikatnie przymknęła oczy, by oddać się chwili zapomnienia i w końcu ponownie poczuć fakturę i smak jego ust, w pomieszczeniu rozbrzmiał cichy, charakterystyczny gwizd.  Oboje westchnęli ciężko, gwałtownie odsuwając się od siebie i zwracając swój wzrok w stronę już zamykanych drzwi. Widząc ten sam co zawsze, zadowolony uśmiech Tomlinson’a, brunetka gwałtownie spuściła głowę, czekając na to, by Horan jakoś uratował tę niezręczną sytuację.

-Mam nadzieję, że wam nie przeszkadzam…- mruknął, hardo uśmiechając się w kierunku zdezorientowanego blondyna.

-Nie. Bo my właśnie…- jęknął Niall.

-No przed chwilą widziałem co ‘wy właśnie’…- przewrócił oczami, a jego usta nadal rozciągnięte były od ucha do ucha, co było niewątpliwie jego zaletą. 

Zielonooka tylko obdarzyła Horan’a niepewnym spojrzeniem, co on od razu odwzajemnił. Oboje czuli się jakby siedzieli na tak zwanym dywaniku, u dyrektora. 

–Lena powiedziała, że nie jadłaś nic od rana, a jest już osiemnasta, więc przyniosłem ci kawałek pizzy… I tak mizernie wyglądasz, więc nie wybaczyłbym sobie, gdybyś jeszcze nam tu umarła z głodu…- wyjaśnił, kładąc niewielki talerzyk na stoliku, znajdującym się niedaleko drzwi. –Nie będę wam już przeszkadzał, smacznego... Życzę wam obojgu- wymruczał cicho, opuszczając pomieszczenie.

Wraz z zamkniętymi za Tomlinson’em drzwiami, z zakłopotanych nastolatków napięcie spłynęło wręcz momentalnie. Ich płuca wreszcie zaczęły funkcjonować równomiernie, a klatki piersiowe nie falowały tak gwałtownie.

W tym samym momencie niezręczność sytuacji zaczęła wzrastać, a żadne z nich nie potrafiło wydusić z siebie słowa. Po kilku, nawet kilkunastu minutach dręczącej ciszy Victoria nie wytrzymała.

-Według mnie Louis wszedł w odpowiednim momencie- westchnęła, wyplątując się z grubej kołdry. Chwilę później już stała na własnych nogach i zmierzała ku miejscu, gdzie Lou zostawił talerz, na którym leżał niewielki kawałek pizzy.

-Co masz na myśli?

-Dobrze, że do niczego nie doszło. Nie chciałabym tego- stwierdziła.

-Myślałem, że… Że chcesz…- nie nadążał za tym, co mówiła Victoria. Z wrażenia wstał, zbliżając się do niej. Dziewczyna odwróciła się do niego plecami, nerwowo patrząc przez okno na zatłoczone ulice Londynu. –Nie chciałabyś spróbować, razem? – spytał, lecz nie słysząc odpowiedzi ze strony brunetki, jedynie pokręcił głową w niedowierzaniu.- Wydawało mi się, że też coś do mnie czujesz... – szepnął z taką niepewnością, że panna Nowińska zamknęła oczy, wiedząc o tym, iż ta rozmowa nie skończy się dobrze.

-I dobrze ci się wydawało…

-Więc gdzie tkwi problem? We mnie? – spytał z żałością. Brunetka odwróciła się twarzą do niebieskookiego.

-Nie! Z tobą wszystko jest w porządku, naprawdę...- zapewniła. – Jeszcze kilka dni temu bez wahania zgodziłabym się, żeby z tobą być, ale teraz… ja… Ja nie potrafię. Nie chcę- jej język plątał się tak bardzo, że wszystko to co w jej głowie było już poukładane wyszło z niej z niewiarygodnym chaosem.  Sama nie potrafiła w to uwierzyć. Widząc jak w kącikach niebieskich oczu Horan’a zbierają się już niewielkie łzy, zaczęła zastanawiać się nad sensem tej rozmowy. Zdecydowała, że lepiej zakończyć ją jak najszybciej, by żadne z nich już nie cierpiało. –Po prostu… To co do ciebie czuję nie jest wystarczające. Jesteś wspaniałym przyjacielem, wiem, że mogę ci całkowicie zaufać, ale to nie jest to.  Do związku potrzebuję czegoś więcej… A nie tylko zaufania. Nie kocham cię wystarczająco, przepraszam…

-Ale jednak mnie kochasz? –spytał z nutką nadziei, przebłyskującą przez jego smutny głos.

-Kocham- odpowiedziała krótko z nikłym uśmiechem. –Ale…

-Cii… - uciszył ją, mrużąc swoje podrażnione łzami powieki.- Nie potrzebuję już niczego więcej. Nic nie mów- poprosił.- Jeśli sobie tego nie życzysz, już nigdy więcej nie będę próbował zbliżyć się do Ciebie na tyle, by być kimś więcej niż przyjacielem… -obiecał, starając się zachować w miarę przyzwoicie.

Brunetka nie wiedziała co powiedzieć. Po prostu zbliżyła się do chłopaka i mocno objęła go swoimi ramionami. Wtuliła się w jego rozgrzane z nerwów ciało, a z jej oczu niemal od razu wypłynęła pojedyncza, słona łza. Cichy szloch wydostał się z jej ust. Wszystko to stało się w ciągu kilku sekund.

 Kiedy poczuła, że blondyn delikatnie łapie ją za uda, podskoczyła lekko, dzięki czemu już chwilę później znalazła się na jego rękach. Horan wykonał kilka kroków, po czym oboje znaleźli się na łóżku. Szybkim ruchem ułożył ją na materacu, kładąc się obok niej. Zielonooka nadal nie puszczała jego ciała. 

Czuła, że jej decyzja była błędem. Wiedziała, że zraniła Niall’a, dlatego nie chciała, żeby odszedł. Nie mogła na to pozwolić. Irlandczyk przytulił ją do siebie i pogładził po głowie, w nadziei, że uspokoi tym roztrzęsioną Victorię. Niestety, nie dało to żadnych rezultatów.

-Nie płacz, proszę…- szepnął, całując jej blade czoło.

-Wszystko spieprzyłam, prawda? –załkała, niepewnie patrząc na zmarnowany wyraz twarzy blondyna.

-Nic nie spieprzyłaś, nie przejmuj się tak. Prześpij się… -westchnął, wysilając się na szczery uśmiech. Dziewczyna nie miała już ochoty na rozmowę…  Chciała jedynie zasnąć. I już więcej nie otworzyć oczu…

Jedyną czynnością jaką wykonywał Niall było uspokajające gładzenie jej po głowie. Miał nadzieję, że to pomoże. Czuł, że decyzja, która podjął wcale nie była słuszna. Wiedział, że będzie jej żałował. Jego podświadomość kazała mu walczyć, zabroniła mu odpuścić, lecz on postanowił nie narzucać się więcej. Nie chciał tego robić tylko i wyłącznie ze względu na Victorię... Zależało mu na niej za bardzo. Miał świadomość tego, że gdyby był nachalny, dziewczyna całkiem odsunęłaby go do siebie. Na razie starczała mu taka bliskość, jaką oferowała mu panna Nowińska.

                                                         ***

Uporczywy dźwięk, rozbrzmiewający w całym pomieszczeniu powoli docierał do podświadomości dziewczyny. Leniwie podniosła się, skanując swoim zaspanym wzrokiem sypialnię. Jej spojrzenie zatrzymało się na ciemnych, jeansowych spodniach, leżących na podłodze zaraz obok łóżka, na którym znajdowała się brunetka. W tamtej chwili przypomniała sobie wydarzenia z poprzedniej nocy, a raczej wieczoru. Westchnęła głośno, kierując wzrok na miejsce obok siebie, które było już puste. Gdy przejechała po nim dłonią, poczuła, że nadal bije z niego ciepło. Oznaczało to, że blondyn dopiero przed chwilą opuścił pokój.

Do jej uszu ponownie dostał się denerwujący sygnał, oznaczający nadchodzącą rozmowę. Ze złością podniosła się z łóżka i skierowała do szafy, gdzie na dnie leżała jej ukochana torebka. Gdy odszukała swoją komórkę, okazało się, że to wcale nie jej telefon wydaje z siebie te irytujące odgłosy. Dopiero wtedy zorientowała się, że dzwonił telefon Niall’a. Szybko schyliła się po leżące na ziemi spodnie i w ich tylniej kieszeni odnalazła poszukiwany przedmiot. Bezmyślnie, nie patrząc na to kto próbuje dodzwonić się do Irlandczyka, przejechała palcem po ekranie i przyłożyła urządzenie do prawego ucha.

-Niall, idioto! Ile razy można dzwonić?!- warknął brunet.

Kiedy tylko dziewczyna usłyszała jego głos, dech w jej piersiach całkowicie zamarł. Jej wolna dłoń automatycznie zaczęła nerwowo pocierać ramię ręki trzymającej telefon.

 – Macie jak najszybciej być w studiu… Przecież za pół godziny jest wywiad, a was jeszcze nie ma! Banda debili…- bąknął pod nosem, na co brunetka tylko złapała krótki oddech, ponieważ powoli zaczynało brakować jej tlenu w płucach. –Niall? Odezwij się, w…

Środkowy palec dziewczyny zakończył to połączenie równie szybko jak wcześniej je rozpoczął. Chwilę potrwało zanim zielonooka uspokoiła swoje drżące dłonie. Sama nie mogła zrozumieć tego dlaczego tak emocjonalnie zareagowała słysząc jego głos. Może przez to w jaki sposób się do niej zwracał? A raczej nie do niej, lecz do Niall’a…

Telefon Horan’a już znajdował się w tylnej kieszeni jego spodni, które Victoria niosła przewieszone przez jedną rękę. Opuściła swoją sypialnię, zmierzając ku salonowi, gdzie miała nadzieję spotkać blondyna. Kiedy znalazła się już w głównym pomieszczeniu, to co tam spotkała, zaskoczyło ją tak bardzo, że spodnie niebieskookiego, wylądowały na podłodze.

Wszyscy spali, w całym pomieszczeniu unosił się zapach piwa. Lena i Zayn leżeli przytuleni do siebie na kilkunastu poduszkach,  porozrzucanych na podłodze. Louis kimał na fotelu, z nogami ułożonymi na stole, a Ashley wraz z Liamem umieścili się na wielkiej kanapie, stojącej na środku salonu.

Brunetka przyglądała się im tak długo, że nawet nie zauważyła, jak do pomieszczenia wszedł -równie co ona, zaspany- Horan. Chłopak stanął za nią i uważnie skanował jej ciało.

-Dzień dobry…- mruknął cicho, sprawiając, że brunetka podskoczyła. Jej oddech automatycznie przyspieszył, a oczy podwoiły swoje rozmiary.

-Jak mogłeś mnie tak wystraszyć?!- jęknęła, schylając się po spodnie, którymi już po chwili blondyn dostał po swojej farbowanej głowie. –Jezu, nie rób tego więcej…- poprosiła z szerokim uśmiechem na twarzy. Oboje byli zdziwieni tym, że po rozmowie z poprzedniego wieczora potrafią być ze sobą w normalnych, przyjacielskich stosunkach.

-Dobrze, będę grzeczny!- powiedział, przykładając do klatki piersiowej swoją prawą dłoń, co było symbolem przysięgi.

-Trzymam cię za słowo!- uśmiechnęła się, pstrykając jego nos jednym palcem. –A, właśnie…  Niall?

-Tak?

-Ubierz się…- rzuciła w jego stronę ciemne spodnie i westchnęła, patrząc na Ashley, śpiącą na torsie Liama. Horan zauważył, że zdziwiona Victoria przygląda się tej parze i zaśmiał się pod nosem, zapinając rozporek spodni.

-Nie wiedziałaś, że ze sobą kręcą?- zdziwił się.

-Jakoś umknęło to mojej uwadze…- mruknęła, marszcząc czoło.- Emm… Wiesz…- chłopak spojrzał na nią, oczekując dalszej części jej wypowiedzi.- Dzwonił Harry…

-I rozmawiałaś z nim?!- zawył zaskoczony tą informacją.

-Nie. To był taki jakby monolog z jego strony…- wyjaśniła, lecz widząc zdziwienie na twarzy Nialla zrozumiała, że ta informacja nie była wystarczająca.- Za około…- spojrzała na zegarek wiszący nad wejściem do niewielkiej kuchni.- Za mniej więcej dwadzieścia minut macie wywiad…- oznajmiła.

-Co?! I dopiero teraz mi o tym mówisz?- spytał z udawaną złością, podchodząc do Louisa. Chłopak szybkim ruchem zaczął bić go po twarzy, krzycząc do niego różne dziwne rzeczy, na które Victoria reagowała jedynie śmiechem. –No co tak patrzysz? Pomóż mi ich obudzić! – zaśmiał się, wskazując na Liama i Zayna, którzy nadal smacznie  spali.

                                                        ***

Siedząc na wysokim, wygodnym fotelu, brunetka denerwowała się tak bardzo jakby zaraz sama miała mieć wywiad z jedną z najbardziej wrednych i upierdliwych reporterek w całym Londynie. Nogami odbiła się od ziemi, nerwowo obracając się na fotelu wokół własnej osi.

Zaś Lena uporczywie piła już trzecią z kolei kawę. Obie siedziały za kulisami, przed wielkim telewizorem, na którym wyświetlane były wszystkie ujęcia, które nagrywała każda z kamer, umieszczonych przed sceną.

Kiedy wścibska reporterka zaczęła zapowiadać chłopców, blondynka przyglądała się jej z takim zawzięciem, że Victoria szturchnęła ją w rękę. Prógowicz od razu zareagowała burzliwym, mrożącym krew w żyłach spojrzeniem.

-Czemu tak się jej przyglądasz?- zielonooka wskazała palcem na ekran, na którym wyświetlała się rudowłosa.

-Nie uważasz, że sama jej twarz jest denerwująca? A co dopiero jej głos… Na sam jej widok śniadanie mi się cofa…- zawyła, teatralnie łapiąc się za gardło.

-Przecież ty nie jadłaś śniadania…- mruknęła Vic, czując na sobie pogardliwy wzrok Leny.

-Wiesz, że wcale nie to miałam na myśli!

-Widzę, że dzisiaj nie masz zbyt dobrego humoru…- stwierdziła, unosząc ręce w górę, w geście poddania się. Dziewczyna wiedziała, że z niewyspaną Leną nie warto zadzierać, więc postanowiła szybko zmienić temat. –Ile tak mniej więcej będzie trwał ten wywiad?

-Koło czterdziestu minut, plus chwila, kiedy będą śpiewać… Dolicz też czas, który po tym wszystkim spędzą z fankami- kalkulowała w myślach.- Do dwóch godzin może stąd wyjdziemy. A dlaczego pytasz?

-Bo Niall obiecał, że zabierze mnie do jego ulubionej restauracji, na obiad- wzruszyła ramionami, gdyż zwyczajnie była już głodna i jedyną rzeczą, której w tamtej chwili pragnęła to usiąść i na spokojnie zjeść pyszny, ciepły posiłek.

Widząc minę Leny, która zaczęła zabawnie poruszać brwiami, brunetka od razu parsknęła śmiechem, co spotkało się z wrogim spojrzeniem panów, stojących przy maszynie, nawigującej odsłuch. Zielonooka schowała twarz w dłonie i szeptem przeprosiła za głośny śmiech, nadal cicho chichocząc.

-Dobra, a teraz na poważnie… Jest coś między wami? – spytała, lecz szybko, nie dając Victorii dojść do słowa, poprawiła się. –To znaczy… To, że coś między wami jest widzą wszyscy, ale po tym jak spaliście razem to chyba…?- przeciągała, sugerując, że to Vic sama powinna opowiedzieć jej całą historię.

-Do niczego nie doszło!- broniła się, momentalnie poważniejąc.

-Tak, pewnie… Ja i Zayn też nieraz tylko spaliśmy razem, w jednym łóżku, na dobranoc dając sobie jedynie buzi w policzek… Mhm…- zakpiła. – Takie brednie to możesz pociskać Markowi, kiedy dzwoni i pyta co u nas, a nie mi.

-Lena, zrozum, że mówię prawdę. Między nami nic nie ma. Nie jesteśmy razem. Jedynym uczuciem jakie nas łączy to przyjaźń. Nic poza tym…

-I spaliście razem w jednym łóżku?!

-Z tobą też nieraz spałam w jednym łóżku, a jakoś nie jesteśmy razem…- błyskotliwie uniosła jedną brew, delikatnie uśmiechając się w oczekiwaniu na odpowiedź Leny, której w rezultacie się nie doczekała. Blondynka jedynie zamilkła, w skupieniu analizując wszystko w myślach.- Według mnie dalsza rozmowa na ten temat do niczego nas nie doprowadzi, więc proszę, nie gadajmy już o tym.

-Jasne… -westchnęła, nadal w skupieniu skanując ciało wysokiej, rudej kobiety, widniejącej na ekranie. –Jak myślisz… Jaki jest haczyk? – spytała.

-Nie rozumiem…

-Nigdy nie oglądałaś tego w jaki sposób ona prowadzi wywiady?- zdziwiła się, na co jej przyjaciółka jedynie pokiwała głową, tym samym zaprzeczając.-  Każda gwiazda, którą tu zaprasza, nieważne czy są to zespoły, czy solowi artyści, jest przez nią w jakiś sposób upokarzana… Zawsze wywleka największe wpadki lub najbardziej przykre sytuacje z ich życia tylko po to, by zniszczyć ich karierę- oznajmiła. –Tylko nieliczni wyszli stąd, zachowując swój honor.

-No jasne, teraz rozumiem, ale co to ma wspólnego z chłopakami? – Victoria nadal nie nadążała za informacjami, które serwowała jej blondynka.

-Victoria! Pomyśl…- zaczęła, poprawiając się na krześle.- O którym z nich ostatnio było najgłośniej?- zadała pytanie, w nadziei, że jej przyjaciółka załapie to, co wciąż starała się jej przekazać.

-O Niall’u…

-A z kim związana była ta awantura?- pytała dalej, podając brunetce gotową odpowiedź.

-Ze mną i z Nickiem…- odrzekła, a w jej sercu coraz bardziej podnosił się poziom przerażenia. –Chyba nie chcesz powiedzieć, że ona… Tu… Specjalnie…- jąkała się, nerwowo zaciskając palce.

-Ona jest zdolna do wszystkie…

-Cii… Czekaj, czekaj!- zielonooka uciszyła starszą kuzynkę, przysuwając się bliżej wielkiego ekranu.- Co ona powiedziała?

- Nie wiem, nie słyszałam.

-Cicho już!- warknęła brunetka, tym samym wprawiając Lenę w stan ogromnego zdziwienia. Po chwili jednak blondynka również zaczęła wsłuchiwać się w słowa, wydostające z ust rudowłosej dziennikarki.

Kobieta, a raczej można by rzec, że rówieśniczka chłopców, gdyż miała jedynie 21 lat, poprawiła swoją pozycję na wielkim fotelu, po czym wskazała na ogromny ekran, wiszący za jej plecami. Historia lubi się powtarzać, czyż nie…?

Na telewizorze wyświetliły się zdjęcia zmasakrowanej twarzy Nikodema po tym, jak został pobity przez Niall’a. Gdy tylko blondyn skierował wzrok w tamtą stronę, jego policzki zalały się falą gorąca, a on sam spuścił głowę w dół, w nadziei, że to co zobaczył chwilę wcześniej było jedynie złudzeniem. Nie chciał o tym pamiętać. Nie miał ochoty patrzeć na swój ‘czyn’… W myślach błagał Boga, by ten zatrzymał czas, a on mógł czmychnąć gdzieś daleko stąd, tam gdzie nikt by go nie znalazł. Niestety, marzenia nie zawsze się spełniają.

W tym samym momencie na widowni zaczął się gwar. Wszyscy na głos wygłaszali swoją opinię i swoją wersję wydarzeń na ten temat, przez co już chwilę później zapadł taki harmider, że młoda reporterka była dumna ze swojego dzieła. Jak zwykle, dopięła swego.

Victoria nie mogła uwierzyć w intrygę, którą urządziła –zdaniem Leny- ta rudowłosa małpa. Z wrażenia, aż wstała z miejsca, zrywając się w stronę sceny, lecz w tej samej chwili poczuła mocny uścisk blondynki, otaczający jej ramię.

-Poczekaj, nie idź tam. Zobaczymy jak to się potoczy… - uspokoiła ją blondynka, wzdychając głośno.

Kiedy ruda w końcu zdołała uciszyć rozwrzeszczany tłum nastolatek, z zadowoloną miną odrzuciła przez ramię swoje długie, piękne włosy.

-Niall… Siedzisz tak grzecznie… A może powiedziałbyś nam coś o tym zdjęciu, ha? – zaczęła.

-Nie wiem co miałbym o nim powiedzieć... – mruknął pod nosem, lecz niestety mikrofon zamontowany przy jego ustach okazał się być za dobry, gdyż dźwięk rozniósł się na całą salę.

-Oh… No dobrze. Skoro nie chcesz rozmawiać ze mną, to może chciałbyś porozmawiać z chłopakiem, który był na tym zdjęciu? – spytała, wskazując palcem na widownię. Gdy zauważyła zdziwioną minę Nialla uśmiechnęła się hardo.- Tak, Nick  jest na sali. Chciałbyś się z nim przywitać?

Horan milczał.

Nie mógł wydusić z siebie słowa. Może… Nie tyle co nie mógł, lecz nawet nie wiedział co powinien powiedzieć. Nie chciał powiedzieć nic, czego mógłby później żałować, więc wolał milczeć. Niestety, żaden z jego przyjaciół nie miał zamiaru plątać się w tą sprawę…

-Jej chyba jeszcze nikt nigdy tak porządnie nie przywalił w ten krzywy ryj!- warknęła Lena, zrywając się z miejsca. –Co za baba! Ta to ma tupet!- bąknęła pod nosem, kierując się w stronę wejścia na scenę, gdzie odgrywała się cała ta ‘szopka’.

-Nie idź tam, przecież to moja sprawa! Poradzę sobie…- powiedziała Victoria, doganiając swoją przyjaciółkę.

Panna Prógowicz zatrzymała się w miejscu i westchnęła głośno. Nerwowym gestem przyłożyła do czoła prawą dłoń i ponownie zastanowiła się nad swoją decyzją. Po chwili, gdy usłyszała ponowne buczenie, dochodzące z sali, skąd wszystko na żywo było emitowane w telewizji, postanowiła się tam udać.

-Ty tu zostań. Jesteś już na tyle rozpoznawalna, że wyjście tam zniszczyłoby twoją rozpoczynającą się karierę. A ja? Nie jestem sławna, nic nie tracę. I tak dużo nastolatek mnie nie lubi, dlatego, że Zayn oficjalnie ogłosił nasz związek, więc co mi szkodzi? – spytała retorycznie, wzruszając ramionami.- Tej dziewczynie widocznie jeszcze nigdy nikt nie powiedział prawdy prosto w oczy.

Ignorując błagalne krzyki Victorii, blondynka szybkim krokiem zmierzała we właściwą stronę. Zwinnie ominęła ochroniarza stojącego przy wejściu do studia. Wzięła głęboki oddech, po czym w ciągu sekundy pojawiła się w zasięgu kamer. Widząc bezcenną minę rudowłosej dziennikarki o imieniu Layla, panna Prógowicz uśmiechnęła się pod nosem. Z resztą… Miny chłopaków też wcale nie były gorsze.

-Kto pozwolił jej tu wejść?!- warknęła ruda.

Kiedy Lou zauważył, że Lena rozgląda się na boki w poszukiwaniu mikrofonu, wstał i podał jej zapasowy, który leżał na stoliku, co spotkało się wrogim spojrzeniem rudowłosej.

-Nie potrzebuję pozwolenia, żeby tu wejść…- mruknęła cicho.

-Ochrona! – wrzasnęła, wymachując rękoma. Dziwnym trafem nikt z ochrony nie zjawił się na jej wezwanie.

-Zawsze ty zadajesz idiotyczne pytania innym, więc teraz ja mam kilka pytań do ciebie- oznajmiła, biorąc głęboki oddech i zbliżając się do rudej na odległość kilku kroków.-Powiedz mi… dlaczego tak bardzo lubisz niszczyć życie innych, co?

-O czym…

-Jeszcze nie skończyłam, naucz się, że kiedy ktoś mówi, nie wolno mu przerywać- szepnęła wrednym tonem, przewracając oczami.- Moim zdaniem to, że twoje życie jest kompletną klapą nie oznacza, że musisz niszczyć życie innych i zarabiać na cudzych wpadkach.

-Przecież moje życie wcale nie jest nieudane, nie wiem o czym mówisz.- bąknęła, krzyżując ręce na wysokości swoich niewielkich piersi.

-Oh… Naprawdę? Mam ci przypomnieć o ojcu alkoholiku i matce, która porzuciła cię zaraz po urodzeniu? Ooo… a może powinnam wspomnieć o twoim narzeczonym, który zerwał zaręczyny kilka dni przed ślubem?- zaczęła Lena. –Słyszałam też, że na wieczorze panieńskim twojej siostry pozwoliłaś sobie na małe co nie co z barmanem… No rzeczywiście, twoje życie jest świetne!

-Zniszczę cię! Obiecuję ci to!- wrzasnęła.- Dowiem się o tobie tyle ile będę w stanie i obiecuję, że nie będziesz już miała życia towarzyskiego!

-Zniszczysz mnie?- zakpiła.- Widzę, że twoje poczucie humoru do ciebie wróciło… Nie. Nie zniszczysz mi życia. Prawda jest taka, że już dawno cały świat o tym wiedział, ale za każdym razem, kiedy na światło dzienne wypływała jakaś twoja wpadka, ty robiłaś taki szum wokół innej gwiazdy, że o tobie przestawano mówić w ciągu kilku dni… Mądrze to sobie wymyśliłaś.

-Wynoś się stąd! Zabierzcie ją, w tej chwili! – rozkazała ruda, a w tym samym momencie do studia weszło dwóch, napakowanych mężczyzn, ubranych na czarno.  Lena jedynie przeklęła pod nosem i na szybko starała się wymyślić jakiś sposób, żeby zachować twarz. Postanowiła podejść do tego spokojnie.

-Layla, nie martw się tak o mnie… Potrafię chodzić o własnych nogach- rzekła krótko, wypuszczając z rąk mikrofon, który przy zderzeniu z ziemią wywołał w głośnikach tak przerażający pisk, że niemal wszyscy zatkali uszy.  Jednak dziewczyna hardo udała się za kulisy studia, gdzie miała nadzieję spotkać Victorię.

Gdy znalazła się w miejscu, w którym jeszcze przed kilkoma minutami znajdowała się jej przyjaciółka, odkryła, że pomieszczenie jest całkiem puste. Fotel, na którym siedziała Vic teraz leżał przewrócony, a jej torebka znajdowała się obok niego. Blondynka wpadła w panikę. Wyjęła swoją komórkę i szybko wybrała właściwy numer. Słysząc w słuchawce charakterystyczne pikanie rozpoczynającego się połączenia, w pomieszczeniu rozbrzmiał ten sam irytujący dźwięk telefonu Victorii, który w tamtej chwili zapowiadał najgorsze…

-Brawo, Lena!- dziewczyna usłyszała za swoimi plecami roześmiany krzyk Louisa, przy którym stał równie uśmiechnięty Malik. W momencie, w którym panna Prógowicz odwróciła się do nich bladą jak u trupa twarzą, zrozumieli, że coś jest nie tak. Ich miny momentalnie zrzedły.


-Victoria zniknęła… 






***



Jak na razie jest to najdłuższy rozdział. Bardzo przepraszam za zwłokę, ale niestety nie dałam rady napisać go wcześniej. 
Dziękuję, że cierpliwie czekałyście. 

Jak wrażenia po rozdziale? 
Piszcie co myślicie.
Co stało się z Vic? Co sądzicie o zachowaniu Leny? 

Okej, nie zanudzam Was dłużej. Dziękuję, że jesteście. Kocham Was. 
Do następnego. <3


Czekam na komentarze. :)