sobota, 8 marca 2014

Rozdział 51 "Niechciany gość"

Powieki chłopaka zostały podrażnione złośliwymi promieniami słońca, przedzierającymi się przez niezasłonięte okno. Brunet mruknął coś niewyraźnie pod nosem, po czym odwrócił się na drugi bok, zasłaniając głowę poduszką. Jego skronie pulsowały, przyprawiając go o tak intensywny ból głowy, że do oczu, zaczęły mu napływać niewielkie ilości łez.

Nagle usłyszał głośny odgłos, dochodzący z głębi mieszkania. Zakładał, że był to dźwięk tłuczonego szkła.  Dopiero po chwili dotarło do niego, że ktoś prócz niego także musiał być w jego mieszkaniu. Niemal od razu uniósł się do pozycji siedzącej i zwlókł nogi z łóżka. Jego ręka leniwie przetarła zaspaną twarz, następnie przeczesała bujne, brązowe loki. Kiedy w końcu uzbierał siły, żeby podnieść się z ciepłego łóżka- które aż prosiło, by w nim zostać- skierował się w stronę kuchni.

W całym mieszkaniu unosił się tak dobrze znany zapach świeżych omletów, które zawsze poprawiały humor brunetowi. Jego przyjaciel dokładnie o tym wiedział, dlatego je przygotował. Przeczuwał, że Styles nie obudzi się w najlepszym stanie, więc zdecydował zostać u niego na noc i pomóc mu dojść do siebie. Działo się tak bardzo często, gdyż Harry nie odpuszczał sobie alkoholu w wolne wieczory.

-Co ty tu robisz?- jęknął gardłowo lokaty, siadając przy wysokim, ciemnym blacie. No tak, Styles wyjątkowo miło powitał przyjaciela, starającego się mu pomóc.

-Harry…- westchnął Tomlinson, wrzucając do kosza stłuczoną szklankę.- Już tyle razy to przerabialiśmy… Wiem, że gdybym ci nie pomagał to każdego ranka znów sięgałbyś po butelkę. A tego byśmy nie chcieli.- przewrócił  oczami i powrócił do przyprawiania potrawy.

-Dobra.- Styles machnął ręką i wziął głęboki oddech.- To o czym wczoraj nawijałem, kiedy byłem pod wpływem?- zaśmiał się pod nosem, a Lou tylko zgromił go spojrzeniem. Dla niego nie było to wcale śmieszne.

-Nadal ją kochasz, prawda? – mruknął Louis, podsuwając talerz z gotowym omletem, pod nas nos lokatego.

-Co? Niby kogo?- bąknął z pełną buzią. –Daj mi wody…- dodał po chwili, wskazując na butelkę stojącą na blacie. Tomlinson westchnął głęboko, nalał do szklanki dużą ilość wody, po czym podał ją przyjacielowi.

-Victorię. – odpowiedział krótko, czekając na burzliwą reakcję kumpla.

-Chyba sobie ze mnie żartujesz!- prychnął.- Nigdy jej nie kochałem, nie kocham i nie będę kochał. Czy wy w końcu to zrozumiecie?!

-Wczoraj mówiłeś coś innego...- oparł się o blat i przyglądał brunetowi, pochłaniającemu danie.

-Byłem pijany. Plotłem trzy po trzy… Sam wiesz, że alkohol czyści mi mózg.- uśmiechnął się, tak jakby mówił sam do siebie.

-Nie, Harry. Kiedy jesteś pijany mówisz wszystko co leży Ci na sercu. Widocznie ją także tam masz…- dodał ciszej, skanując spojrzeniem każdy ruch Styles’a. Chłopak coraz bardziej się denerwował. Jego szczęka z każdą sekundą nabierała mocniejszych rysów.

-Możesz przestać?- brunet z trzaskiem odłożył widelec na bok, po czym odsunął od siebie talerz. –Nienawidzę jej za to co zrobiła, jasne? Nic tego nie zmieni.-fuknął i wstał z miejsca, mierząc przyjaciela, który był oazą spokoju, w przeciwieństwie do Harry’ego. –Dziękuję za to, że mogłem zjeść śniadanie w jakże miłej atmosferze…- mruknął. Na jego twarzy pojawił się ironiczny uśmiech. Już po chwili w kuchni nie było śladu po Harry’m...

Louis dobrze wiedział, że to skończy się nieporozumieniem i złością Styles’a. Zawsze tak było. Harry praktycznie zawsze unikał rozmowy o tym w każdy możliwy sposób. Ten temat był dla niego drażliwy. Ale… Nie ma co się dziwić. Chłopak także przeszedł swoje. Sam nie wiedział co powinien o tym wszystkim myśleć. Był zostawiony sam sobie. Nie znosił tej pustki w środku, którą czuł gdy Victoria go zostawiła. Nienawidził uczucia, które wypełniało jego serce. Nienawidził uczucia, którym ją darzył…

                                                            ***

Serce dziewczyny już wprost tkwiło w jej gardle. Dłonie trzęsły się tak, że nie panowała już nad tym. Nogi były jak z waty. A wszystko to dlatego, że Parker dowiedział się o malutkiej ‘sprzeczce’ z Aną, którą obie dziewczyny skończyły w szpitalu. Sam fakt sprzeczki nie był dla niego problemem. Facet był wściekły dlatego, że Victoria nie mogła wyjść w takim stanie na scenę. Miała rozwaloną dolną wargę i łuk brwiowy, który lekko spuchł. Dziewczyna nie widziała w tym żadnego problemu, lecz Parker uparł się i zabronił jej występować przez najbliższe kilka dni. Oczywiście, wszystkie występy przełożył na inne dni. Nie pozwolił, by przepadły. Cały Parker.

Kiedy brunetka skończyła wysłuchiwać rwącego monologu i wyszła z gabinetu, natychmiast odetchnęła z ulgą. Oddech zaczął wracać do normy, podobnie jak bicie serca. Gdy przekroczyła próg swojego apartamentu, wszystkie negatywne emocje opuściły ją jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki. Swoją drogą… Dziewczyna sama nie wiedziała dlaczego tak nerwowo reagowała na wszystko co było związane z Parkerem…

Victoria usłyszała szum wydawany przez suszarkę do włosów. Domyśliła się, że Lena musi być w łazience, dlatego właśnie tam się udała. Bez pukania weszła do środka, zastała Lenę, której ciało okryte było białym szlafrokiem, spod niego wystawała niebieska, przylegająca do ciała sukienka. Dźwięk ustał, a blondynka rozczesywała już swoje długie, lśniące włosy.

-Gdzie byłaś? – spytała, widząc za sobą, w lustrze swoją przyjaciółkę.

-Parker dowiedział się o incydencie z Aną… - westchnęła, siadając na brzegu wanny, po czym zdjęła z siebie gruby sweter, zostawiając na sobie tylko czarną bokserkę.

-Był bardzo wściekły?- zmarszczyła czoło. Odwróciła się przodem do swojej kuzynki, następnie rzuciła w jej stronę kosmetyczkę pełną wsuwek i usiadła na podłodze, przed Victorią. –Kok.- oznajmiła szybko, podając jej do ręki szczotkę.

-Sama wiesz jaki on jest…- dodała na sam początek, zbierając gęste, blond włosy w kucyka na czubku głowy. –Nie był bardzo zły dopóki mnie nie zobaczył. Wtedy zaczął krzyczeć, że jestem nieodpowiedzialna, że powinnam takie rzeczy załatwiać inaczej. Dodał jeszcze, że jeśli tak dalej pójdzie to zniszczę sobie reputację. –zaśmiała się pod nosem.- A na koniec powiedział, że przez moje szczeniackie zachowanie musiał przełożyć wszystkie występy z tego tygodnia, bo w takim stanie nie pozwoli mi wyjść na scenę. – wzruszyła ramionami, tak jakby kilkanaście minut wcześniej wcale nie trzęsła się ze strachu przed wkurzonym Parkerem.

-Jak ja go nienawidzę…- gardłowe westchnienie wydostało się z jej ust. –Tak właściwie… Au, trochę delikatniej!- pouczyła swoją przyjaciółkę, która dla zabawy szarpnęła ją za długiego kucyka.

-To się nie kręć!- zachichotała, a następnie zaczęła skręcać poszczególne pasma włosów i upinać je we właściwym miejscu.

-No dobra, dobra…- przewróciła oczami.- Która godzina?

-Nie wiem, sprawdź.- brunetka podała przyjaciółce swój telefon, dalej pogrążając się w swojej pracy.

Kiedy spoglądnęła przez ramię ciemnookiej na wyświetlacz telefonu, zobaczyła, że jest godzina 17:40. Niestety całkowicie zapomniała, że Lena nie wie o jednej, bardzo ważnej sprawie. Kiedy zorientowała się, że blondynka może zobaczyć to co przed nią ukrywała, było już za późno. Prógowicz bez zastanowienia, tak jak to miała w zwyczaju, otworzyła nowe wiadomości, które zielonooka miała w skrzynce odbiorczej. Wszystkie nieodebrane połączenia i nieodczytane sms-y były od jednej osoby…

-Możesz mi powiedzieć co to ma znaczyć? – oburzyła się Lena, czytając treści owych wiadomości.

-Jak to co?- spytała niepewnie.- To co widzisz…- dodała, delikatnie spuszczając głowę, mimo tego, że Prógowicz jej nie widziała. To dawało jej poczucie większego bezpieczeństwa.

-On nadal się od ciebie nie odczepił?

-Po co pytasz, skoro znasz odpowiedź?- jęknęła.

-Czemu mi o tym nie powiedziałaś? – trafiła w czuły punkt.

-Bo… Jakoś tak... Nie było kiedy…

-Niech zgadnę… Czekałaś na odpowiedni moment?- zakpiła, na co w odpowiedzi uzyskała tylko ciche mruknięcie, oznaczające przyznanie jej racji.- Najbardziej oklepany tekst, jaki mogłaś wymyślić. –stwierdziła. – Gdybym się nie spieszyła, na pewno przemaglowałabym Cię…

-Nie potrzebnie. Przecież go ignoruję. Nie odpisuję, nie odbieram gdy dzwoni. – wymieniała, dopinając ostatnie kosmyki włosów, do koka Leny.- Już nawet nie zwracam na to uwagi. Nie ma żadnego problemu.

- Powinnaś powiedzieć o tym Parkerowi. To w końcu jego ojciec, może coś z tym zrobi.

-Ale… Parker już wie…- mieszała się Victoria.

-Jak to?!

-No… Tak. Powiedziałam mu o tym jakiś czas temu. – przyznała cicho.

-Jemu powiedziałaś, a mi nie?!- oburzyła się blondynka.

-Ale, po co miałam zawracać ci tym głowę? – brnęła w to dalej, mimo tego, że dokładnie wiedziała, iż nie wygra.

-Nawet mnie nie denerwuj… - warknęła panna Prógowicz.

-Gotowe.- ucięła krótko Victoria, wstała z wanny i zgrabnie ominęła siedzącą na podłodze Lenę. Wyjęła z jej ręki swoją komórkę, po czym opuściła łazienkę.

Niemal od razu udała się do sypialni. Tam położyła się na łóżku i ślepo patrzyła w sufit. Nie miała ochoty kompletnie na nic. Leniwie bawiła się kosmykami swoich ciemnych włosów. Po chwili usłyszała trzask zamykanych z hukiem drzwi, co oznaczało, że Lena wyszła z Zayn’em do kina. Victoria odetchnęła z ulgą i zaczęła podnosić się z łóżka. Przed jej oczami zrobiło się czarno, gdy zerwała się z miejsca, dlatego natychmiast z powrotem usiadła na miękkim materacu. Odetchnęła głęboko kilka razy i szybko zamrugała oczami. Gdy kilka sekund później jej stan unormował się, usłyszała pukanie do drzwi. Nikogo się nie spodziewała, więc zakładała, że Ash przyszła do niej, jak co wieczór, żeby dotrzymać jej towarzystwa w nudzeniu się. Jednak kiedy otworzyła drzwi do apartamentu, przekonała się, że przed nimi nie stała Ashley, tylko pewien niebieskooki blondyn, uśmiechnięty od ucha do ucha…

-Niall? Co ty tu robisz?- spytała Nowińska, delikatnie się uśmiechając.

-Przyszedłem cię odwiedzić… To źle? – zdziwił się Horan.

-Wręcz przeciwnie. To bardzo dobrze. Skąd wiedziałeś gdzie jestem?

-Od Zayn’a… - objaśnił, zaglądając do środka apartamentu. –Wpuścisz mnie?- zapytał zamyśloną dziewczynę, tym samym wyrywając ją z zadumy.

-Emm… Tak, jasne… Przepraszam…- otworzyła szerzej drzwi, ułatwiając Niall’owi dostanie się do pomieszczenia.

Kiedy oboje znaleźli się już w środku, żadne z nich nie chciało odezwać się jako pierwsze. Dziewczyna nerwowo przebierała palcami, a Niall cały czas przyglądał się jej z podziwem. Uśmiech na jego twarzy gościł nieustannie odkąd ją zobaczył. To ona dawała mu szczęście. Nikt inny…
Nagle brunetka wzięła krótki oddech i zaczęła rozmowę…

-Wiesz… Niall, mam pytanie… Mogę?- uśmiechnęła się niepewnie, spoglądając w oczy swojego towarzysza.

-Pewnie, pytaj.

-Jak to się stało, że wiesz…- zielonooka bała się zadać to pytanie. Nie wiedziała jak Horan na to zareaguje.- Że…

-Że? Pytaj, Victoria… Ja nie gryzę.- zaśmiał się cicho, po czym obdarzył dziewczynę szczerym uśmiechem.

-Dlaczego jesteś z Aną? Od kiedy? –w końcu wydusiła z siebie pytanie, które męczyło ją od poprzedniego dnia.

-Wiesz… Kiedy wyjechaliśmy… Stwierdziłem, że jednak mógłbym spróbować być z Aną. Przecież przez tyle czasu o tym marzyłem, prawda? – westchnął.- Ale to okazało się być nienajlepszą decyzją.-dodał.-  Wracając… Po pewnym czasie zacząłem do niej dzwonić. Nie odbierała. Kiedy w końcu udało mi się ją ubłagać o chwilę rozmowy, dała się przekonać. Przeprosiłem ją, chociaż nie widziałem w tym sensu. Byłem jak w amoku… Potrzebowałem czyjejś bliskości. Ona… Zgodziła się. Spróbowaliśmy. Zmieniła się. Wtedy zaczęła odstawiać te swoje histerie. Była zazdrosna o wszystko i wszystkich. Nieważne co bym powiedział lub zrobił, to było złe, bo nie szło po jej myśli. Nie pasowało jej nawet to, że czasem chciałem wyjść bez niej z chłopakami na pizzę, czy do kina. Odkąd się z nią związałem nie mam własnego życia. Wszystko jest podporządkowane pod nią i jej chimery. Wszyscy mamy jej dość. Nie tylko ja. –wyjaśnił.

-To… Dlaczego z nią nie zerwiesz?

-Myślisz, że nie próbowałem? – uśmiechnął się.- To nie takie proste. Już raz to skończyłem i od razu pożałowałem. Ona już nie odpuści…

-Jak to? Co się stało? – zdziwiła się.

-Ana próbowała popełnić samobójstwo po tym jak z nią zerwałem. Nie chcę z nią być, jest o wiele lepszą przyjaciółką, niż dziewczyną, ale nie zniósłbym świadomości, że ona zabiła się przeze mnie.

-To miłe, że tak się dla niej poświęcasz… - to jedyne co dziewczyna była w stanie z siebie wykrztusić. Zapadła głupia cisza, która krępowała zarówno Victorię, jak i Niall’a. Dopiero po upływie kilku, ciągnących się niemiłosiernie minut, brunetka zdecydowała się odezwać.- Próbowałeś z nią o tym rozmawiać? Bo wiesz… Jej zachowanie nie jest normalne…

-Wiem, że nie jest. Ona nie jest normalna odkąd z nią jestem.- wyjaśnił.- Kiedy z nią rozmawiam ona nawija mi o zaręczynach, o dzieciach, o ślubie, o tym, że mam zakończyć karierę jak najszybciej, żeby móc zacząć budować nasz wymarzony dom… Ale ja tego wszystkiego nie chcę! Nie chcę o tym myśleć. Nie teraz. Nie z nią.

-Jak masz zamiar to rozwiązać? – spytała dziewczyna, która coraz bardziej traciła resztkę nadziei na to, że Ana jest w pełni zdrowa psychicznie.

-Nie wiem. Szczerze… Mam nadzieje, że w końcu się jej znudzę. Bo po tym wszystkim nawet gdyby jakimś cudem znormalniała, nie zdobędę się na jakąkolwiek bliską relację z nią.

-Emm… Niall…- zaczęła. Chłopak spojrzał na nią, wyczekując dalszej części jej wypowiedzi.- Kochasz ją?

-Kochałem… A przynajmniej tak mi się wydawało. Byłem nią zauroczony, oczarowany. Teraz tkwię w tym całym bagnie tylko i wyłącznie ze względu na jej bezpieczeństwo. Zależy mi na niej, ale nie tak jak kiedyś. Nie chcę, żeby zrobiła sobie krzywdę.

-Rozumiem. –powiedziała w zadumie, po czym spojrzała na blondyna, który nie był już taki uśmiechnięty jak chwile wcześniej. Postanowiła zająć go czymś innym. –Masz może ochotę czegoś się napić?- palnęła bez namysłu.

Chłopak uśmiechnął się blado i kiwnął głową, zgadzając się. Zielonooka dużo nie myśląc zerwała się z miejsca. Zrobiła to za szybko, przez co już po chwili zakręciło jej się w głowie, zachwiała się na własnych nogach i przechyliła w bok. Tak właśnie znalazła się na kolanach Niall’a, który w odpowiednim momencie ją złapał.

-Przepraszam… Jestem straszną niezdarą…- wyjąkała Victoria, patrząc prosto w niebieskie tęczówki Horan’a.

-Nie przepraszaj. Dobrze, że nic ci się nie stało…- mruknął.- Ładnie pachniesz…- uśmiechnął się czule i również spojrzał w zielone oczy brunetki, na co jej reakcją było pojawienie się wielkich rumieńców na policzkach.

-D… Dziękuję…- szepnęła, skanując twarz blondyna, który nawet nie miał zamiaru wypuścić jej ze swoich objęć.

Victoria spojrzała na górną wargę jego wąskich ust, po czym jej wzrok szybko powrócił do przenikliwych oczu Horan’a.  Chłopak niepewnie zbliżył swoją twarz do jej twarzy i delikatnie zwilżył usta językiem. Brunetka z trudem przełknęła ślinę. Po chwili przymknęła oczy i próbowała wyrównać oddech, ponieważ miała trudność ze złapaniem go. Kilka sekund później poczuła jego gorący oddech zbliżający się do niej. Czekała na to. Chciała, żeby w końcu to zrobił. Tęskniła za tym odkąd pocałował ją w szpitalu… Napawała się tą chwilą jak tylko mogła. Oboje pragnęli tej chwili, lecz żadne z nich nie przyznałoby się do tego.

Niestety nie było im dane tego skończyć. Kiedy Niall miał już zrobić decydujący krok, w pomieszczeniu rozległo się głośne gwizdanie, na co oboje odskoczyli od siebie jak poparzeni. Victoria natychmiast uniosła wzrok i ujrzała swoją przyjaciółkę, Ashley, za którą stał Liam. Oboje byli bardzo rozbawieni sytuacją, w której zastali Niall’a i Nowińską.

-Gołąbeczki wy moje…- zaczęła ciemnowłosa.- Mam nadzieję, że wam nie przerwaliśmy! –zachichotała, siadając obok zarumienionej Victorii.

-Jak ty tu weszłaś?- spytała zielonooka, z trudem łapiąc oddech.

-Zostawiłaś otwarte drzwi, głupku.- zaśmiała się, uderzając ją w ramię.

-Nienawidzę cię.- bąknęła cicho Vic, lecz po upływie kilku sekund uśmiechnęła się i spojrzała przepraszająco na blondyna, który już witał się ze swoim przyjacielem.- Więc… Tak bardzo się za mną stęskniłaś, że postanowiłaś mnie odwiedzić?

-Właściwie, to było to tak, że miałam wyjść z resztą ekipy na miasto, ale kiedy byłam w holu zauważyłam Liam’a. On nie wiedział gdzie powinien cię szukać, więc postanowiłam, że przyjdę tu z nim. –wyjaśniła, uroczo uśmiechając się do Payne’a.

-Okeeej…- przeciągnęła Victoria, zastanawiając się nad tym czym mogłaby zająć swoich gości. Jednym potrafiłaby się zająć, ale już trójka to tłok…

Spojrzała błagalnym wzrokiem na swoją przyjaciółkę. Ona oczywiście od razu wyłapała o co chodzi brunetce, więc zaczęła opowiadać różne historie. Po kilku z nich, Victoria żałowała swojej decyzji i siedziała zażenowała tą całą sytuacją, a chłopaki wprost pękali ze śmiechu. Oczywiście, każda historia, o której mówiła Ash, pogrążała Nowińską. Jedną z nich była na przykład wpadka Victorii podczas jednej z prób, kiedy to dziewczyna została upuszczona przez dwóch chłopaków, który mieli trzymać ją na rękach na samym końcu piosenki. Dziewczyna zdarła sobie wtedy łokieć oraz obiła nos. Występ nie mógł być przełożony, dlatego dziewczyna wystąpiła z siną twarzą… Co spotkało się z gromkimi oklaskami publiczności, która myślała, że są to żarty…

-Ash… Błagam… Skończ już…- jęknęła Victoria, zasłaniając czerwoną twarz niewielką poduszką.

-Nie, nie! Niech mówi dalej!- zaśmiał się Liam.

-Li!- zawyła Victoria, rzucając w chłopaka poduszką.

-No co?!- złapał lecący przedmiot ze śmiechem.

-Ej!- zaczęła Ashley, ledwo oddychając.- A kiedyś… Po jednym koncercie…  - dziewczyna wciąż się śmiała.- Do garderoby Victorii przyszedł jeden staruszek. To było w jej urodziny… Przyszedł, miał ze sobą taki wielki bukiet fiołków. Jeśli mam być szczera to bukiet był piękny i ja na jej miejscu bym go przyjęła…- powiedziała z wyrzutem, kierowanym do Victorii, zasłaniającej zarumienioną twarz.- I ten dziadek chwalił ją, mówił jaki to był oczarowany jej głosem. Życzył jej sukcesów i stwierdził, że kiedyś na pewno będzie znana na całym świecie. Ona oczywiście zaraz zrobiła się czerwona na twarzy. Nie mogła nic z siebie wydusić. Ten staruszek podał jej ten bukiet, a ona co? Nie przyjęła go, twierdząc, że jest uczulona na fiołki. I zamknęła mu drzwi przed nosem. – skończyła, podsumowując swoją opowieść głośnym śmiechem, którym zaraziła również dwóch członków One Direction.

-Ale później było mi go szkoda! I gdybym tylko mogła to przeprosiłabym go za to!- broniła się Victoria.- Kurde, to wcale nie jest śmieszne!- zezłościła się, była całkowicie poważna. Naraz w całym pomieszczeniu nastała grobowa cisza. Wszyscy skanowali się dziwnymi spojrzeniami. Nie wytrzymali tak długo. Chwilę później wszyscy, nawet Victoria wybuchli gromkim, szczerym śmiechem. Dziewczyna w końcu złapała się z brzuch i zaczęła oddychać głęboko.

-Do dzisiaj pamiętam zrezygnowany wyraz twarzy tego biednego dziadka… Dałaś mu kosza.- zachichotała Ashley.

-Skończ już, bo nie mogę oddychać.- wydusiła Victoria.

Nagle w całym apartamencie rozbrzmiał głośny dzwonek do drzwi. Wszyscy aż podskoczyli z zaskoczenia, co znowu uczcili głośnym śmiechem. Kiedy w końcu dotarło do nich, że jakaś osoba nadal stoi pod drzwiami i oczekuje, aż ktoś łaskawie je otworzy, postanowili trochę się uspokoić.

-Już idę! –wykrzyczała Ashley w stronę drzwi, po czym ocierając mokre od łez policzki, udała się do nich.

Nie minęły nawet dwie minuty, a ciemnowłosa była już z powrotem. Niestety nie była sama. Za nią krył się pewien niechciany gość. Nawet bardzo niechciany.

-Victoria… Ktoś do ciebie…- powiedziała Ashley. Domyśliła się kto to jest. A raczej to wiedziała…

Panna Nowińska wstała i spojrzała na osobę wyłaniającą się zza pleców Ash. Chłopak stanął obok ciemnowłosej i podniósł wzrok, łapczywie skanując ciało Victorii. Brunet szarmanckim ruchem wyjął zza siebie ogromny bukiet, składający się z białych i czerwonych róż, po czym obdarzył dziewczynę jednym ze swoich popisowych, tajemniczych uśmiechów.


-Tęskniłaś?- spytał, pewny siebie, jak zawsze.



***



Po pierwsze...
BARDZO DZIĘKUJĘ ZA WSZYSTKIE KOMENTARZE POD OSTATNIM ROZDZIAŁEM! JESTEŚCIE WSPANIAŁE! <3 
Więc co sądzicie o rozdziale? 
Jak myślicie... Kto przyszedł do Victorii? Jak ona na to zareaguje? Jak poczuje się Niall? Hmm? 
Jejku. Piszcie, piszcie, piszcie. 
Czekam na komentarze! <3 
Dacie radę 40? :) 
Do następnego. 

czwartek, 27 lutego 2014

Rozdział 50 "Kłamstwa"

Zachęcam do przeczytania notki pod rozdziałem. ;) 
A teraz życzę miłego czytania. 


                                                        ~*~

-V… Victoria? – blondyn w końcu wykrztusił z siebie jej imię. Zamrugał skonsternowany oczami, po czym na jego twarzy wyraz zdziwienia pogłębił się kilkakrotnie. Dziewczyna tylko spojrzała niepewnie w jego piękne oczy i skinęła głową. Nie potrafiła nic powiedzieć. Nie wiedziała nawet co…- To ty żyjesz?!-  usta Horan’a  wykrzywiły się w niemiłym dla oczu grymasie. Dolna warga jego wąskich ust zaczęła niebezpiecznie drgać, co zauważyła praktycznie każda osoba, przyglądająca się tej sytuacji. –Ty żyjesz! I… I jesteś cała… Zdrowa…- jąkał się chłopak. Obraz w jego oczach coraz bardziej rozmazywał się z powodu napływających łez. – Jak mogłaś mnie okłamać?! – wrzasnął, niemal jak małe dziecko, próbujące wymusić na rodzicach kupno nowej zabawki. Niall nie panował już nad sobą. Wszystko co ułożył sobie dotychczas w głowie, właśnie legło w gruzach. Stało się to kiedy tylko zobaczył Victorię.

Jej drobna postura, długie, lśniące, brązowe włosy, opadające kaskadami na niewielkie ramiona oraz ciemnozielone oczy. To najbardziej zapadło w jego pamięć. W takiej Victorii się zauroczył. Taką zapamiętał. Właśnie taka śniła się mu wielokrotnie. Kiedy we śnie przytulał jej niewielkie ciało, w rzeczywistości, tulił kogoś innego. Gdy wybudzał się z tego pięknego snu, wracał do rzeczywistości. Nie koniecznie takiej, jaką chciałby mieć. Budził się, przytulony do ciała Any. Tak, tej samej, która zrobiła mu wielką awanturę na wakacjach. Chłopak, kiedy był pewien, że już nigdy więcej nie spotka Nowińskiej, postanowił spróbować ze swoją dawną przyjaciółką. Ta decyzja okazała się być najgorszą decyzją w jego życiu. Horan nie znał Any od tej strony, jaką zdecydowała się mu pokazać dopiero wtedy, kiedy stali się parą… Ale o tym później.

-Jak mogłaś?!- wrzasnął ponownie, podchodząc bliżej brunetki, która mocno zaciskała oczy i zaczynała trząść się ze strachu. Nigdy wcześniej nie widziała Niall’a w takim stanie. Nikt go takiego nie widział… Nawet Zayn. –Victoria! – krzyknął. Gdy kończył wypowiadać imię zielonookiej, jego głos się załamał. Chłopak przetarł oczy, wewnętrzną stroną dłoni, po czym dokładnie przyjrzał się dziewczynie, która zaczynała cicho łkać.

-Niall, nie krzycz na nią… O co Ci…- Zayn próbował uspokoić swojego przyjaciela, lecz to rozzłościło go jeszcze bardziej.

-Nie wtrącaj się!- warknął Horan. – Mogłabyś mi powiedzieć dlaczego mnie okłamałaś?!- powtórzył, tym razem, robiąc to dosadniej. Chłopak nie dostał od niej odpowiedzi.– Vic!

-Nie krzycz… Nie jestem głucha…- mruknęła pod nosem brunetka. Od kilku minut nie odważyła się spojrzeć mu w oczy. –Możemy porozmawiać?- spytała cicho, niepewnie spoglądając na jego zaciśnięte pieści, po czym głośno przełknęła ślinę.

-Przecież rozmawiamy! A przynajmniej takie odniosłem wrażenie.- bąknął.

-Ale… Niall…  Proszę, nie tutaj.- odrzekła, rozglądając się lekko na boki, co było oznaką tego, że nie chciała rozmawiać przy obcych ludziach, który nadal stali obok nich i bacznie się im przyglądali. Niektórzy nawet owocnie używali swoich telefonów komórkowych… To nie wróżyło nic dobrego.

-Jak sobie życzysz… Przecież i tak pewnie nie usłyszę od ciebie prawdy…- westchnął. Nadal był wściekły, co pokazywała jego postawna, mocna postura. Był spięty, jak nigdy. Jego barki były szeroko rozstawione, przez co wydawał się jeszcze bardziej groźniejszy.

Horan wyszedł z pizzerii najszybciej jak tylko potrafił. Ciągnął za sobą Victorię, mocno ściskając jej nadgarstek. Kiedy w końcu oboje znaleźli się w bezpiecznym miejscu, gdzie nikt nie mógł ich usłyszeć, blondyn puścił zaczerwienioną rękę Nowińskiej. Dziewczyna od razu potarła bolące miejsce.

-Niall… To nie tak jak myślisz…- zaczęła od najbardziej oklepanych słów w historii tłumaczeń. Mimo tego, że jej wypowiedź mogłaby być inna, to ona nawet nie wiedziała jak powinna zacząć tę rozmowę. To wydawało jej się najlepszym wyjściem, lecz nie spodziewała się reakcji Niall’a.

-Nie tak?! A jak?!- wrzasnął, zdzierając swój piękny głos. –No wytłumacz mi jak?! Bo ja tego nie rozumiem. Po prostu mnie okłamałaś …- mówił z niedowierzaniem, patrząc prosto w jej załzawione oczy. –Powiedziałaś, że został Ci rok życia. Byłaś w złym stanie, a teraz jesteś okazem zdrowia! To nie może być przypadek. Jak mogłaś mnie tak bezczelnie okłamać? Co chciałaś tym osiągnąć? Ja… Nie rozumiem dlaczego to zrobiłaś? Jak…- ciągnął Niall, krzycząc na cały głos i wylewając z siebie swoje żale. Dopiero wtedy Victoria odważyła się mu postawić.

-Niall! Zamknij się w końcu i mnie wysłuchaj. Skoro tak bardzo chcesz wiedzieć dlaczego to zrobiłam to daj mi w końcu dojść do słowa! – wcięła mu się w połowie zdania. Blondyn naraz zamilkł. Zmarszczył brwi i spuścił głowę, przenikliwym wzrokiem namierzył kamyk, który już po chwili namiętnie kopał. –Więc zacznijmy od tego, że ja sama nie wiem co wtedy się ze mną działo…

Dziewczyna opowiedziała mu wszystko ze szczegółami. Nie ominęła nawet tematu swojego nieudanego związku z Nickiem i tego, co próbował jej zrobić. Horan tylko przysłuchiwał się jej z uwagą. Pozwolił wszystko wytłumaczyć. Był coraz spokojniejszy. Po kilku minutach monologu brunetki, nawet zostawił ten biedny kamień i usiadł na ławce, obok Victorii. Z każdym wypowiedzianym przez nią słowem, w jego głowie rodził się większy mętlik. Niall walczył z samym sobą. Próbował uporządkować sobie wszystkie informacje, które dostarczała do jego umysłu, lecz było to strasznie trudne. Gdy jej opowieść dobiegła końca, oboje mieli łzy w oczach. To było nieuniknione. Nowińska spojrzała w jego błękitne oczy…

-To chyba tyle…- szepnęła, łamiącym się głosem.

-Czekaj… Jesteś zdrowa. Twoi rodzice zaginęli. Ciotka nie żyje. Jakiś kretyn chciał cie wykorzystać. A ty po tym wszystkim jeszcze znalazłaś siłę na to, żeby osiągnąć taki sukces… Dobrze zrozumiałem?- uśmiechnął się delikatnie.

-Dobrze…- odwzajemniła smutny uśmiech, po czym spojrzała przed siebie. –To… Nie jesteś już na mnie zły?- szepnęła z taka niepewnością, że praktycznie te słowa były niesłyszalne.

-Nie, Victoria, nie jestem. –odparł całkowicie szczerze. Jego złość minęła podczas jej opowieści. –Tylko wytłumacz mi dlaczego nie zadzwoniłaś? Nie dałaś żadnego znaku życia?- spytał po chwili milczenia.

-Prawda jest taka, że wolałam to sobie odpuścić… Wolałam nie utrzymywać z wami kontaktu.

-Ale… Dlaczego?

-Żeby właśnie uniknąć takich sytuacja, jaka zdarzyła się dzisiaj…- mruknęła pod nosem.

-Przepraszam. Nie wiem co we mnie wstąpiło… Normalnie się tak nie zachowuję… Tylko przy tobie jest inaczej…- mieszał się.

-Co masz na myśli?- zmarszczyła brwi w skupieniu.

-To nieważne. –uciął.- Czyli… Już wszystko w porządku? Nie chciałbym znowu wpaść w taką histerię… - zaśmiał się pod nosem.- Jak kobieta w ciąży…- ponowił swój zaraźliwy śmiech.  

-Jesteś kochany, jednak nie zmieniłeś się tak bardzo. –spoglądnęła na jego uśmiech, po czym wzrokiem powędrowała ku niebieskim oczom. Chłopak nieco  przybliżył się do niej.

-Troszkę się rozmazałaś…- szepnął, przykładając dłoń do jej policzka. Swoim kciukiem delikatnie przetarł miejsce na kości policzkowej dziewczyny, ścierając łzy i odrobinę tuszu. Ani Niall’owi ani Victorii nie przeszkadzało to chwilowe zbliżenie.

Im nie… Lecz komuś innemu tak.

-Niall!- oboje usłyszeli za sobą dobrze znany, piskliwy głos pewnej farbowanej blondynki. Niemal od razu odsunęli się od siebie najszybciej jak potrafili. –Co ty tu robisz?- pisnęła, podbiegając do przyjaciół, siedzących na ławce. –Ooo… kogo ja tu widzę… - zacmokała, bacznie skanując ciało Victorii.- Czego ty tu jeszcze szukasz, suko?- syknęła.

-Ana… Przestań…- powiedział niepewnie Niall.

-Zamknij się! Umówiłeś się tu ze mną tylko po to, żeby mi pokazać, że znów ona jest ważniejsza?! –wykrzyczała to tak głośno, że Victoria skrzywiła się w grymasie, gdyż jej uszy nie znosiły pisku.- Znowu idealna Victoria okaże się być lepszą, tak?

-Ana!- chłopak próbował ją uciszyć. Podszedł do niej, próbując złapać swoją dziewczynę za rękę.

-Zostaw mnie!- wysyczała niczym żmija, po czym gwałtowanie zabrała swoją rękę. – Kłamałeś! Powiedziałeś, że ona już nigdy nam nie przeszkodzi! Że dla mnie zrobisz wszystko! Mówiłam, że ona ma zniknąć z naszego życia, obiecałeś mi to! A teraz co?!- wrzeszczała, wywołując na twarzy brunetki coraz większe zdziwienie. Vic wstała z miejsca, niepewnie zbliżyła się do Niall’a i Any. Uniosła wzrok ponad ramię blondynki i zauważyła, że z daleka zbliżają się do nich Lena i Ashley, razem z trójką przyjaciół. Dziewczyna odetchnęła z ulgą, widząc, że wśród nich nie ma Styles’a.  –Co ona tu robi?

-Stoi.- wzruszył ramionami blondyn.

-Wiesz, że nie to miałam na myśli!

-Mogłabyś tak nie krzyczeć?- cicho odezwała się brunetka, lecz po chwili pożałowała swojej decyzji. 

Ana zareagowała tak szybko, że Vic tylko poczuła pieczenie na swoim policzku. Po chwili na jej twarzy pojawił się czerwony ślad, niewielkiej dłoni Evans. Brunetka złapała się za bolące miejsce, po czym syknęła z bólu. Nie sądziła, że dostanie ręką w policzek od tak lichej blondyneczki będzie tak bolesne. Pozory mylą, czyż nie?

-Victoria, nic ci nie jest?- Niall niemal od razu podszedł do Nowińskiej i próbował jakoś pomóc, lecz dziewczyna machnęła w jego stronę ręką, co oznaczało, że nie jest tak źle, jak na to wygląda. –Dlaczego to zrobiłaś?- syknął w stronę swojej dziewczyny.

-A dlaczego miałabym tego nie zrobić? Niall, ja o ciebie walczę! Nie pozwolę żeby ona znów mi cię odebrała, rozumiesz?! –blondynka wpadła w jeszcze większą furię.- A ty, suko, pewnie znowu masz ochotę się z nim przelizać, nie? Już mało brakowało! Gdybym tylko przyszła później…- mówiła, zbliżając się do Victorii. Dziewczęta stały już w bardzo niebezpiecznej odległości. 
Zielonooka wyprostowała się i zdjęła dłoń z bolącego policzka. Stała twarzą w twarz z mocno wkurzoną panną Evans. Dziewczyna aż kipiała ze złości.

Całej tej sytuacji przyglądała się już grupka przyjaciół. Dla chłopaków napady Any były normalnością, odkąd tylko związała się z Niall’em. ‘Ruda’ była zazdrosna nawet o każdą fankę, z którą Horan zrobił zdjęcie, oczywiście pod warunkiem, że widziała w niej zagrożenie, jeśli przykładowo była bardzo ładna... Potrafiła nawet nawrzeszczeć na ekspedientkę w sklepie, która najzwyczajniej w świecie była dla blondyna miła. Jej napady zazdrości skrzywdziły już nie jedną osobę. Czyżby Victoria była następną?

-Co, myślałaś, że nikt się o tym nie dowie? Że będę cię kryć? To się grubo myliłaś! Prędzej czy później i tak wyszło by na jaw, że jesteś po prostu dwulicową suką. Pewnie zdradziłaś Harry’ego nie tylko z Niall’em, prawda? – syczała przez zaciśnięte zęby. Na twarzach każdej osoby, która im się przyglądała, pojawiało się coraz większe zdziwienie.

-Na jakiej podstawie mnie obrażasz? Nie wiesz w jakiej byłam wtedy sytuacji, nie wiesz w jakich okolicznościach to się stało, więc zamknij się w końcu, bo nie ręczę za siebie! – wykrzyczała na swoją obronę. Brunetka była kompletnie wyprowadzona z równowagi, co nie umknęło uwadze Leny, która wiedziała, że ich ‘rozmowa’ nie skończy się najlepiej. Victoria bardzo rzadko była w takim stanie jak teraz. Nienawidziła kiedy ktoś ją obrażał, to fakt, ale nigdy nie była aż tak wściekła. Brawo, Ana!

-Ana, uspokój się… Chodźmy stąd… - szepnął Niall, łapiąc blondynkę za rękę.

-Nie!- zaprotestowała Victoria.- Zostaw ją.- rozkazała.- Ana… Co jeszcze się od ciebie o sobie dowiem? Może powiedz, że jestem zwykłą dziwką, stojącą w przykrótkiej sukience na ulicy i czekającą aż jakiś facet przybiegnie do mnie, hm? Skoro wiesz o mnie więcej niż wiem ja sama, to proszę bardzo! Oświeć mnie! Kim jestem? – krzyczała rozzłoszczona. Nie panowała już nad sobą. Nie uzyskała odpowiedzi od Any.- No mów! Przecież znasz mnie tak dobrze, żeby stwierdzić, że jestem dwulicową suką, więc możesz chyba powiedzieć o mnie coś więcej? –brunetka była coraz bardziej pewna siebie, widząc, że Ana wacha się nad odpowiedzią.- Najwidoczniej nie znasz mnie na tyle, żeby móc mnie osądzać i obrażać. Powinnaś się nad sobą zastanowić.

- To ja powinnam się nad sobą zastanowić?! Ja? –niedowierzała, unosząc brwi tak wysoko, że niemal dotarły do połowy jej czoła.- To nie ja lizałam się z Niall’em w szpitalu!- rzuciła, łapiąc się znów tego samego tematu, który był bardzo drażliwy dla Vic.-  Nic się nie zmieniłaś, nie zmądrzałaś. Nadal jesteś przemądrzałą, suk…

-Nie radziłabym ci dokańczać ostatniego słowa.- stwierdziła Victoria.

-Niall…- blondynka szukała oparcia w swoim chłopaku, który stał za jej plecami. –No zrób coś z nią!- uniosła się. Chłopak nawet nie miał najmniejszego zamiaru wtrącać się między dwie, rozzłoszczone dziewczyny. Żadna z nich nie miała zamiaru odpuścić. –Jak ja cię nienawidzę…- warknęła przez zaciśnięte zęby, podchodząc jeszcze bliżej Victorii. Blondynka uniosła rękę w górę, żeby wymierzyć następny cios w policzek zielonookiej, lecz jej ręka została powstrzymana, przez mocny uścisk Horan’a.- To boli, puść mnie!

-Nawet się nie waż jej tknąć, rozumiesz?- powiedział najspokojniej jak potrafił, mrużąc oczy. Kiedy zauważył na twarzy Any lekki grymas bólu, lekko poluzował uścisk, a po chwili puścił jej rękę. To był błąd. Kiedy tylko poczuła, że jest wolna, jej dłoń znów z trzaskiem odbiła się od twarzy Victorii. Brunetka nie chciała jej uderzyć, nie chciała stracić godności. Skrzywiła się lekko i potarła policzek, co wzbudziło u Any uśmiech triumfu.

-Nawet nie potrafisz się obronić? – zaśmiała się blondynka, po czym ponownie spoliczkowała brunetkę, twardo trzymającą się na nogach. –Dlaczego się nie bronisz?! – krzyknęła.

-Bo nie chcę zrobić Ci krzywdy.

-Ty? Ty zrobiłabyś mi krzywdę?! – zakpiła, czym rozzłościła bardziej swoją przeciwniczkę.

Blondynka rzuciła się na Victorię, okładając jej twarz i głowę pięściami. Obie przewróciły się na ziemię. Nowińska zasłaniała swoją głowę rękami. Tylko na tyle mogła sobie pozwolić, gdyż Evans siedziała na niej. To ciągnęło się dla niej tak, jakby była to wieczność. Po chwili każde następne uderzenie Any było coraz lżejsze, co oznaczało, że albo się zmęczyła, albo… Tak, właśnie. Niall zaczął odciągać ją od zielonookiej. Kiedy Horan był zmuszony przytulić ją do siebie, Ana uspokoiła się nieco, a Victoria próbowała podnieść się z ziemi. Kiedy brunetka otrzepała swoje ubrania i wytarła krew, spływającą po jej brodzie, ponownie stanęła twarzą w twarz z Aną. Nie odezwała się, nie chciała znów zaczynać.

-Takimi zakrwawionymi ustami chyba nie będziesz chciała całować mojego chłopaka…- szepnęła Ana kpiącym tonem. Victoria pokręciła tylko lekceważąco głową, po czym odwróciła się i zaczęła iść w stronę Leny, która stała zdumiona i zaskoczona obok Zayn’a. Z resztą… On sam miał podobną minę do panny Prógowicz. –I gdzie ty idziesz?!- usłyszała za sobą krzyk farbowanej. – Jeszcze z tobą nie skończyłam! –ponowiła krzyk, po czym zaczęła biec z stronę Victorii. Brunetka odwróciła się i zrobiła jeden, malutki krok w bok, co ułatwiło jej złapanie Any za rękę. Już po chwili ramię blondynki było wykręcone za jej plecy i mocno przyciskane do nich przez Victorię. Dziewczyna zawyła z bólu.

-Masz mi coś jeszcze do powiedzenia?- wyszeptała Vic, wprost do jej ucha, mocniej wykręcając rękę ‘Rudej’.

-Jesteś…- jęknęła w bólu.

-Kim jestem?- zapytała, wbijając swoje paznokcie w nadgarstek Evans, która zawyła z bólu.

-Jesteś suką…- wyjąkała.

-W takim razie chyba nie znasz znaczenia tego słowa.- znów wyszeptała do jej ucha, po czym nastąpił moment kulminacyjny. Brunetka wykręciła jej rękę z taką siłą, że kość blondynki pękła, a ta upadła na ziemię, zwijając się z bólu. Evans zaczęła głośno płakać i ściskać rękę, w której ból nasilał się coraz bardziej. Wszyscy, z wyjątkiem Leny i Zayn’a podbiegli do farbowanej i próbowali jej jakoś pomóc, lecz ta krzyczała na każdą osobę, która próbowała jej dotknąć.

-Victoria…- Lena podbiegła do swojej przyjaciółki i złapała jej twarz w swoje dłonie, pocierając najbardziej zranione miejsca, co tylko wywołało u brunetki większy ból. – Nic ci nie jest?- spytała po chwili.

-Mi nie, ale ona powinna z tym jechać do szpitala…- rzekła, po czym dotknęła wciąż krwawiących ust.

Dziewczyna uśmiechnęła się blado i zabrała ręce przyjaciółki ze swojej twarzy. Zapadła cisza, która była przerywana tylko jękami Any, nadal leżącej na ziemi. Victoria rozejrzała się dookoła, by sprawdzić, czy nie było zbyt wielu świadków tego zajścia. Okazało się, że na szczęście prócz ich grupki nie było tam nikogo, lecz po głębszym rentgenie otoczenia, zauważyła, że pod jednym z drzew stoi jakiś młody mężczyzna. Znała go. Bardzo dobrze go znała. Nie mogłaby się mylić. To był Harry. Stał, opierając się o duże drzewo. Z pewnością widział i dokładnie słyszał wszystko to co się tu zdarzyło. Vic myśląc o tym westchnęła tylko głośno. Spojrzała na jego twarz. Była znudzona, bez emocji, bez życia. Gdy chłopak zorientował się, że Nowińska go zauważyła, po prostu odwrócił się i odszedł. Po chwili zniknął z pola widzenia.
Brunetka była zdziwiona. Spojrzała na Zayn’a i wskazała na miejsce, w którym jeszcze chwilę wcześniej stał Styles. Mulat tylko machnął na to ręką.

-Tak, on ostatnio bardzo dziwnie się zachowuje… Nie przejmuj się.- uśmiechnął się pocieszająco, po czym potarł jej ramię swoją ręką, by dodać jej otuchy. – Chyba powinien zobaczyć to lekarz…- stwierdził, delikatnie dotykając łuk brwiowy Victorii. Tam również miała ranę.

-Nie sądzę. Już nawet nie boli…- skłamała i z trudem się uśmiechnęła.
Spojrzała na Anę, która nadal syczała do wszystkich i ‘pluła jadem’. Louis już w końcu nie wytrzymał i zacząć się z niej śmiać. Stał nad blondynką i śmiał się prosto w jej twarz. No tak, cały Lou.

-Co się tak gapisz?! Mógłbyś mi w końcu pomóc!- jęknęła Ana.

-Wybacz, ale mamusia zawsze powtarzała mi, że z ziemi się nie podnosi… -zaśmiał się i odszedł od niej, pozostawiając ją w jeszcze większym zdenerwowaniu.

Dopiero po chwili Liam zlitował się nad blondynką i nie reagując na jej krzyki, podniósł ją na ręce i zaczął kierować się w stronę swojego samochodu. Dziewczyna ciągle biła go zdrową ręką i wrzeszczała na niego, że potrafi chodzić na nogach. Kiedy Payne miał już dość, odstawił ją na ziemię, dopiero wtedy ucichła i wsiadła do samochodu. Po chwili Niall pobiegł w ich stronę.

Kilka sekund później Victoria usłyszała za sobą ukochany śmiech pewnego niebieskookiego chłopaka. Kiedy odwróciła się, zobaczyła Louis’a stojącego z rozłożonymi rękami. Dziewczyna nie mogła się oprzeć i niemal od razu przytuliła się do niego, a on zamknął ją w szczerym uścisku.

-Wiesz, gratuluję Ci! Nikt z nas nie miał tyle odwagi, żeby się jej postawić, a ty zrobiłaś to za pierwszym razem! Brawo!- zaśmiał się Tomlinson. –Świetnie ją załatwiłaś. –stwierdził wesoło.

-Widzę, że nic się nie zmieniłeś!- uśmiechnęła się z bólem, po czym oderwała swoje ciało, od ciała bruneta.

-Za to ty bardzo. Skąd wiedziałaś jak to zrobić?- spytał ze zdziwieniem.

-Kiedy byłam mała tato uczył mnie różnych chwytów… Nigdy nie sądziłam, że użyję ich w takich okolicznościach…- zachichotała.

-Jestem pod wrażeniem.- wyszczerzył się.

Po chwili rozmowy Lou poprosił Lenę, by zabrała swoją przyjaciółkę do szpitala. Niektóre rany były naprawdę duże i wymagały interwencji lekarza… Oczywiście, Victoria protestowała, lecz Zayn, wspaniałomyślnie, przerzucił ja przez swoje ramię i siłą wciągnął do samochodu…

                                                          ***

Wysoki brunet wszedł do mieszkania swojego przyjaciela. Było otwarte, więc niepotrzebnie brał ze sobą klucze. Rzucił je na stolik obok drzwi, następnie wszedł w głąb korytarza Styles’a. Jak zwykle- wszędzie śmierdziało alkoholem. Louis nie wytrzymał, wpadł do salonu i od razu otworzył wszystkie okna. Oczywiście na niewielkim stoliku stały butelki z niedopitym alkoholem. Tomlinson od razu wyniósł je do kuchni i wylał wszystkie resztki. To było już rutyną, codziennością. Chłopak przyzwyczaił się do takiego widoku.
Skoro mieszkanie było otwarte, gdzieś w środku powinien być Harry. Lou wszędzie szukał Styles’a. Jak przewidział... Znalazł go tam gdzie zwykle. W łazience. Siedział na podłodze obok toalety, oparty łokciami o zgięte kolana. Był wykończony.

-Stary… Znowu?!- zawył Lou, siadając obok niego.

-Ona tam była…- odezwał się Harry. Lou tylko skinął głową na potwierdzenie. – I wyglądała tak ślicznie…- szepnął i lekkim uśmiechem. Na kilometr można było wyczuć, że był strasznie pijany. –I była taka dzielna… - nadal się uśmiechał. Głowa opadła mu na ramię jego przyjaciela, który skrzywił się, czując od zielonookiego niemiły zapach alkoholu. Poklepał go po głowie, by dać mu wsparcie.- Ale… Wiesz… Ana mnie wtedy nie okłamała…  Victoria naprawdę mnie zdradziła, tak? – zmarszczył brwi, spoglądając na swojego kumpla.

-Powinieneś porozmawiać o tym z nią, a nie ze mną… Sam słyszałeś ich rozmowę... Nie możesz od razu stwierdzać, że Ana miała rację. Wiesz jaka ona jest…

-Ale… Oni się pocałowali… -jego oczy całe zaszły łzami. Stało się to tak szybko, że nawet niebieskooki się zdziwił.

-Musisz z nią porozmawiać. Ale nie w takim stanie… Powinieneś wytrzeźwieć.- stwierdził Tomlinson.

-Nie! Za żadne skarby! Nie chce z nią rozmawiać… - pokiwał niedbale głową, która ponownie opadła na ramię Lou.

-Czemu?

-Nie będę potrafił być na nią zły. Nie będę potrafił powstrzymać się przed pocałowaniem jej… Nie… Na pewno nie… - szepnął, po czym zaczął gorzko płakać.





***





Bardzo przepraszam za opóźnienie i błędy.




Moje kochane!
To już 50 rozdział. To tak szybko minęło… Ten blog ma już ponad rok. Ma ponad 123000 wyświetleń. Z czego jestem ogromnie dumna. Bardzo się z tego cieszę. Ale oczywiście nie osiągnęłabym nic gdyby nie Wy! Bez Was to nie byłoby to samo, dlatego bardzo dziękuję Wam, że jeszcze ze mną wytrzymujecie. <3
Hmm…
Bardzo chciałabym wiedzieć ile osób tak naprawdę czyta moje opowiadanie. Pomożecie?
Proszę, by każda osoba, która je czyta, skomentowała ten rozdział chociażby słowami „Czekam nn”.
Bardzo zależy mi na komentarzach od Was, ponieważ są moją motywacją. :)

Jeżeli macie chwilkę to odpowiedzcie, z miłą chęcią dowiem się jakie jest Wasze zdanie. :)

1. Ulubiony bohater? Ulubiona bohaterka? 
2. Znienawidzony bohater? Znienawidzona bohaterka?
3. Ulubiony rozdział?
4. Para, za którą trzymasz kciuki? 

Kocham Was. Do następnego! <3