wtorek, 9 lipca 2013

Rozdział 25 "Zaufanie"

"Lena ponownie zadzwoniła do Victorii w środku nocy. Była godzina pierwsza. Zielonooka wiedziała, że przyczynił się do tego David. Chłopak Leny, a raczej były chłopak. Brunetka próbowała choć trochę uspokoić zapłakaną dziewczynę, lecz przez telefon nie było to możliwe. 

Po upływie niecałej godziny Victoria dotarła do domu Leny. Ta była cała roztrzęsiona, zdenerwowana. Tusz do rzęs został rozmazany przez słone łzy. Blondynka siedziała skulona na łóżku, a Vic była tuż obok niej, obejmowała ją ramieniem. Długo rozmawiały. Mówiła głównie Victoria, bo Lena przez większość czasu płakała. 

-Zostawiłaś go. On nie był Ciebie wart. Nie zasługiwałaś na te wszystkie emocje, które Ci zafundował. Powiedz mi jedną rzecz... Ile razy on Cię już oszukał?

-Wiele- powiedziała ocierając łzy.

-Sama wiesz, że to nie jest chłopak dla Ciebie. Nie płacz już. To on powinien płakać i żałować tego, że stracił tak cudowną dziewczynę. Ty nie możesz już wylewać łez z jego powodu...- przytuliła ją- Wiesz kochana, kiedyś na pewno znajdziesz faceta, który będzie dla Ciebie idealny. Wtedy sama zdecydujesz czy warto o niego walczyć. Serce Ci to podpowie. Jeśli teraz nie byłaś tego pewna, to znaczy, że tak na prawdę go nigdy nie kochałaś. Kiedyś na pewno będziesz wiedziała co zrobić, a teraz po prostu ciesz się, że to koniec tych ciągłych kłótni i kłamstw. Zakończyłaś ten związek i możesz być z siebie dumna!- Victoria mocniej przytuliła do siebie Lenę- Uśmiechnij się!- blondynka delikatnie uniosła kąciki swoich bladych, mokrych ust- I tak trzymaj. Teraz jest o wiele lepiej.- Vic uśmiechnęła się pokrzepiająco.

-Gdyby nie Ty, to pewnie znów zadzwoniłabym do niego i przepraszała za to, że z nim zerwałam... Dziękuję, za to, że zawsze mogę na Ciebie liczyć-wyszeptała Lena.

-Nie dziękuj, po to jestem.

-Wiem- uśmiechnęła się szczerze.

-Pamiętaj, że jak kiedyś spotkasz chłopaka, którego na prawdę pokochasz, walcz o niego. Nie odpuszczaj sobie...

-Czekaj, czekaj... To samo mówiłaś o tańcu.

-Bo jeśli coś kochasz, nie możesz sobie odpuścić. Trzeba pokonywać przeszkody na swojej drodze i z podniesioną głową iść dalej...

-Robić swoje i spełniać marzenia- uśmiechnęła się w zadumie.- Dziękuję. Kocham Twój ciągły optymizm, bez Ciebie nie poradziłabym sobie. - Dziewczyny przytuliły się jeszcze mocniej..." 

Lena siedziała przed domem. Była sama. To wspomnienie do niej wróciło. Uśmiechała się kiedy miała przed oczami szczęśliwą Victorię. Wiedziała, że właśnie nastał ten czas, który miała na myśli Vic. Wiedziała także, że musi walczyć, lecz duma jej to utrudniała. Broniła odezwać się jako pierwszej, mimo tego, że prawie wszystko było już wyjaśnione. 

Dziewczyna bardzo tęskniła za bliskością Zayn'a. Za jego dotykiem, zapachem, głosem. Tęskniła za długimi, bezsensownymi rozmowami, pocałunkami, za nim...

-Przestraszyłeś mnie...- powiedziała kiedy Zayn nagle usiadł obok niej. Wziął się tam jakby znikąd.

-Nie chciałem. Myślałem, że słyszałaś jak szedłem...- usiadł bliżej- Wiesz, że Harry o wszystkim mi powiedział?

-Wiem i jest mi przykro...

-Dlaczego?- spytał z troską dokładnie słyszalną w jego melodyjnym głosie. 

-Bo zgodziłeś się udawać, że ciągle jesteś na mnie zły.

-No racja... To było głupie i nieodpowiedzialne. Przepraszam. Mogłem Cię wtedy na spokojnie wysłuchać, dać Ci to wszystko wyjaśnić...

-Mogłeś, ale tego nie zrobiłeś!- urwała.

Rozum mówił jedno, a serce drugie... Rozum wiedział, że jeśli chłopak szybko wpada w złość i jest równie zawzięty jak Lena to ten związek do niczego nie prowadzi, nie ma sensu. Zaś serce mówiło jej, by dała im jeszcze jedną szansę. Serce było bardzo głośne. Przekrzykiwało rozum. "Czy to prawdziwa miłość?" Lena zadała sobie to pytanie. "Spróbuj, a się przekonasz!" Głos serca wygrał. Rozum poległ w walce...

-Jestem zmęczona tą niepewnością. Czy Ty jesteś pewien, że chcesz ze mną być?- zadała pytanie i wyczekiwała odpowiedzi. Była bardzo ciekawa tego jak zareaguje na to Zayn. Jego odpowiedź zaskoczyła dziewczynę. 

-Niczego w życiu nie byłem bardziej pewny!

Oboje szeroko się uśmiechnęli. Lena spojrzała prosto w jego czekoladowe tęczówki. On przysiadł się bliżej. Zbliżył swoją twarz do jej twarzy. Delikatnie musnął jej- tym razem nie czerwone, a różowe- usta. Ona odwzajemniła pocałunek nadal uśmiechając się. 

-Tęskniłam za Tobą...- dziewczyna mocno przytuliła się do Mulata.

-Ja też... Nawet nie wiesz jak bardzo.

                                                          ***

Niall'owi nie udało się nakłonić Victorii do jakiejkolwiek rozmowy. Dziewczyna była oschła, urywała każde zdanie, które blondyn zaczynał. Nie chciała niczego wyjaśniać. Temat ten był dla niej bardzo trudny i bolesny. Niall zrozumiał Victorię, uszanował jej decyzję. Postanowił zostać przy niej. Ona po chwili zasnęła. 

Ogarnął ją słodki sen. Kuszący, kojący, spokojny sen... Nie. Sen wbrew pozorom nie dawał jej odpocząć. Kiedy się budziła czuła się jeszcze bardziej zmęczona niż w momencie kiedy zasypiała. Ciągle śniła o tym co się stało. Była psychicznie wykończona. Nic jej nie pomagało. Żadne lekarstwa podawane przez lekarzy nie dawały dłuższego efektu niż kilkanaście minut...

Minęła godzina, dwie, trzy... Ten czas ciągnął się chłopakowi nieopisywalnie, lecz on nadal siedział obok śpiącej Victorii. Przyglądał się jej, chodził po sali, wyglądał za okno, co chwilę dzwonił do Liam'a, lub Any. Oni także bardzo martwili się o brunetkę. Dziewczyna spała jak zabita, ciągle leżała w tej samej pozycji, z głową odwróconą ku oknu.

Niall skończył kolejną rozmowę z Rudą i schował telefon do kieszeni. Nagle Vic drgnęła. Wyglądało to tak jakby chciała przed czymś, lub kimś uciec, jakby zrywała się z miejsca szykując do biegu. 

"Nie! Ja nie chcę! Zostaw mnie! Nie dotykaj mnie! Odejdź... Dlaczego to zrobiłeś? Kochanie... Nie! Nie mów tak! Nic mu nie rób... Tatuaż, tatuaż... A co jak go zobaczą? Ja nie chcę...Chcę odejść! Już na zawsze... Proszę...Proszę nie bij mnie już... Daj mi odejść..." Dziewczyna mamrotała pod nosem bezsensowne- dla Niall'a-   zdania. Krzyczała przez sen. Blondyn zachował zimną krew i niezwłoczne pobiegł powiadomić o tym lekarza. Ten wybudził Victorię z głębokiego snu. I podał jej leki, które miały na celu uspokoić dziewczynę.

Victoria nie opanowała się tak od razu. Bała się wszystkiego, nawet każdego, najmniejszego ruchu wykonywanego przez Horana. Leki zaczęły działać dopiero po kilkunastu minutach. Dziewczyna zachowywała się już spokojniej, w miarę normalnie. 

-Niall, usiądź obok mnie...- szepnęła. Chłopak zdziwił się i usiadł na brzegu łóżka dziewczyny- Co się ze mną działo?- spytała zachrypniętym głosem. Zdarła go krzycząc przez sen.

-Śniło Ci się coś i mówiłaś różne rzeczy... Nie pamiętasz?

-Rzeczywiście, teraz już pamiętam- Victoria na samą myśl o tym śnie przestraszyła się- To znów był on...

-On, to znaczy kto?- przerwał jej. 
Rozmawiali szeptem, tak jakby bali się, że ktoś ich usłyszy.

-Mężczyzna, a raczej chłopak... który mnie porwał. On...On we śnie znów mnie...- przymknęła oczy z nadzieją, że nagły napływ łez zostanie wstrzymany.

-Opowiesz mi co się z Tobą działo?

-Wolę Ci wszystko wyjaśnić- głośno westchnęła- niż żebyś się domyślał z moich krzyków...- Chłopak pokiwał głową zgadzając się na to. Usiadł bliżej i przyglądał się dziewczynie-Wyszłam na spacer, chciałam przemyśleć kilka spraw, ale to już teraz jest nieistotne. Długo chodziłam po ulicy. Zrobiło się zimno, więc chciałam już wracać do domu. Wtedy zorientowałam się, że ktoś za mną idzie. On... zaczął mnie gonić... Ja uciekałam, ale on był za szybki... Przewróciłam się, dalej pamiętam tylko to, że zabolała mnie głowa... Obudziłam się zamknięta, odizolowana od całego świata, w jakiejś szopie na środku wielkiego lasu. On też tam był...- ręce dziewczyny zaczęły mimowolnie się trząść- Zawsze... zawsze, nawet kiedy mi groził, jego ton był taki ciepły... Jakby w taki sposób mówił mi "Kocham Cię"... Tego nigdy nie zapomnę... Ciągle mówił do mnie "Kochanie"-Victoria była cała roztrzęsiona, było jej trudno o tym opowiadać. Zsunęła z ramienia szelkę od stanika ukazując miejsce z wytatuowanym napisem- Widzisz? To tatuaż... Zrobił mi go kiedy byłam nie przytomna...

-"Wieczna miłość Kochanie!"? Co to znaczy?- spytał spokojnie. Wiedział, że Victorii nie jest łatwo opowiadać o tym.

-On ciągle powtarzał, że mnie kocha, że i tak zawsze będziemy razem... że będę jego. Mimo tego, że mówił o miłości, ciągle mnie bił, kopał, dotykał... Nie chciałam tego. Czuję się teraz taka brudna... Nigdy nie lubiłam kiedy ktoś mnie dotykał, a teraz nawet przeszkadza mi to jak ktoś na mnie patrzy... On robił to w taki dziwny sposób... Zawsze miał takie zimne ręce... Miał bardzo tajemniczy wzrok, ciemne włosy... Przez chwilę przypominał mi Harry'ego. To mnie najbardziej przerażało i przeraża nadal...- Niall wsłuchiwał się z uwagą w każde słowo, które wypowiadała. Wiedział, że Vic już nigdy więcej może się nie otworzyć, przed nikim... Starał się zapamiętać każdy szczegół, lecz nie potrafił uwierzyć w to co słyszał. On pozwolił jej zaufać, ona mu zaufała...

-A, czy on Cię...- spytał z trudem, nie skończył, wiedział, że Vic zrozumie co miał na myśli.

-Tak... Próbował kilka razy, ale udało mu się tylko raz... Broniłam się, ale nie miałam siły... Próbowałam uciec, wbiłam mu nóż w nogę...

-Odpowiesz mi tylko na jeszcze jedno pytanie?

-Nie wiem- cała ta rozmowa wykończyła ją psychicznie. Chciała zasnąć i nie obudzić się już nigdy więcej. Niall już wiedział o wszystkim, a ona wstydziła się spojrzeć mu w oczy. 

-A co ze śladami po cięciu?- szepnął.


-Sama to zrobiłam, to ostatnie co pamiętam... Później tylko obudziłam się w szpitalu i byli nade mną jacyś lekarze...

-Dziękuję- chłopak położył dłoń na jej nadgarstku.

-Nie dziękuj, proszę tylko nie dziękuj... Nie masz za co dziękować. Teraz pewnie powiesz o tym Lenie, Harry'emu i... wszystkim.- Przez całą rozmowę wzrok Victorii był skierowany na podłogę. Dziewczyna nawet nie zauważyła, że Niall przysłuchując się jej wypowiedziom miał łzy w oczach. 

-Nie zrobię tego. Uszanuję to, że mi zaufałaś, nie chcę stracić Twojego zaufania, więc oni nie dowiedzą się o naszej rozmowie. Rozumiem to, że na razie nie chcesz. To wszystko jest za świeże. Za bardzo boli...

Victoria wiedziała, że Niall miał rację, te rany były jeszcze za świeże. Za bardzo bolały. Nie zarastały się...To prawda. Mówiąc, czy myśląc "rany" w tym przypadku trzeba mieć na myśli rany w duszy, sercu dziewczyny. Serce bolało. Umysł błagał o pomoc. I znów serce wygrało walkę z rozumem. Ból i żal był silniejszy od życia. Tak, OD ŻYCIA.





***



No więc mamy już "urodzinowy" rozdział :))
Tak, dzisiaj mam urodziny, więc postanowiłam szybko dodać rozdział. <3
Mam nadzieję, że się spodobał :)
Wiem, rozdział nie jest idealny, ale bardzo się starałam, żeby był chociaż dobry :)
Za wszystkie błędy bardzo Was przepraszam... ;c
Przepraszam, jeśli czcionka jest inna itd... przez kilka dni nie miałam dostępu do mojego komputera.
Piszcie szczere opinie w komentarzach.
Bardzo Was proszę o komentarze, są dla mnie wielką motywacją do dalszej pracy. Komentarze od tak wspaniałych czytelniczek dodają mi takiego "kopa" , że od razu uśmiecham się do monitora kiedy widzę nowe opinie i reakcje <3 :)
Dziękuję, że ze mną wytrzymujecie i że nadal jesteście ! 
Jesteście wspaniałe!
Pamiętajcie, że Was kocham! :)

wtorek, 2 lipca 2013

Rozdział 24 "Piękno"



Wspomnienia… Czy zastanawialiście się kiedykolwiek czym tak naprawdę są wspomnienia? Zacznijmy od tego, że każdy z nas jest jak książka. Tworzymy nową historię. Jesteśmy niezapisanymi kartkami papieru? Otóż nie. Czyste kartki to nasza przyszłość, która jest dla nas zagadką, czymś może ciekawym. Przeszłość to zapisany papier. Są to kartki na których jest wiele kleksów po atramencie, wiele śladów po rozmazanym tuszu, mnóstwo słów. Niektóre z nich są niewyraźne, jakby zamazane, lecz większość z nich są czytelne. Właśnie te czytelne wyrazy są wspomnieniami. Czynami, które pozostaną w nas już na zawsze. Do końca naszych dni, czy kartek.
Złe wspomnienia powoli nas zabijają. Od środka. Zżerają to co w nas pozostało najlepsze, najszczęśliwsze. Tkwią w nas, nie chcą odejść. My też jesteśmy wspomnieniami. Czyimiś wspomnieniami…
Tak, wiem to dziwny sposób myślenia.  Może dla Was nie ma to sensu, ale dla Victorii wręcz przeciwnie. Dziewczyna za wszelką cenę chciała wymazać ze swoich kartek te najwyraźniejsze, najświeższe słowa, lecz nie potrafiła. Wspomnienia wróciły. Tkwiły w niej, bolały.
Nie trzeba wiele by wspomnienia powróciły. Wystarczy tylko spojrzeć w oczy. W te same oczy co kiedyś… Nie musimy robić nic więcej.
 Za każdym razem kiedy zamykała oczy widziała tego mężczyznę. Ciągle miała go przed oczami. Widziała go bardzo wyraźnie. I jego ciągły uśmiech na twarzy… Nienawidziła go z całego serca. Powoli opadały jej powieki…
Miała go tuż przed sobą. Zbliżył się do niej. Dotknął jej policzka. Ona nie mogła się poruszyć. Leżała na szpitalnym łóżku, a on siedział obok niej i znów uśmiechał się w ten sam sposób. Brunetka chciała krzyczeć. Nie mogła. Zaczęła cicho płakać. Tylko tyle mogła zrobić. Jej wzrok ciągle był skierowany prosto w oczy tego mężczyzny. Jego zielone tęczówki wpatrywały się w nią z troską. „Kochanie, cii… cicho, już uspokój się. Jestem przy Tobie!” usłyszała jego głos. „Nie! Zostaw mnie!” Krzyknęła…
Chciała wstać i uciec, lecz nie potrafiła się ruszyć. Każda próba wykonania jakiegokolwiek ruchu kończyła się natychmiastową porażką. Była przerażona. Bała się… Jej powieki nagle zrobiły się lekkie niczym mały płatek róży. Wykorzystała ten moment, uniosła powieki i skierowała wzrok na osobę siedzącą obok niej.
Jej oczom ukazał się zdenerwowany Harry, trzymający jej dłoń ze łzami w oczach. „Victoria, kochanie jestem tu…” Brunetka szybko zabrała od niego swoją rękę i odsunęła się. Spojrzała mu prosto w oczy. Widziała, że płakał,  nie spał. Spuściła głowę i złapała się za nią. Na jej twarzy wyraźnie wymalowany był grymas, ból. „Boli Cię, kochanie? Mam wezwać lekarza?” odezwał się chłopak. Ona natychmiast zerwała się. „Nie!” krzyknęła zachrypniętym głosem.
-Nie mów tak do mnie…- szepnęła unikając kontaktu wzrokowego.
-Dlaczego? Co się stało?
-Po prostu nic nie mów…- znów poczuła bardzo mocny ból, złapała się za głowę.
-Idę po lekarza!- powiedział i szybko wstał z krzesła.
-Nie! Nie idź po żadnego lekarza! Słyszysz? Nie idź! Nie potrzebuje lekarza! Chcę do domu…
-Victoria! –przerwał jej szybko łapiąc ją za rękę. 

Ona próbowała ją zabrać mimo tego, że nie miała na to siły. Harry usiadł obok niej na łóżku i mocno ją do siebie przytulił. Zaczęła płakać, wtuliła się w niego. Nadal się bała. Sama nie wiedziała czego, ale bardzo się bała. Coś w środku zabraniało jej go puścić. „Przepraszam…” szepnęła nadal płacząc. „Nie przepraszaj.” Pocałował ją delikatnie w głowę. Przez długi czas Victoria płakała wtulona w Harry'ego. Oboje zasnęli tak na łóżku. Na reszcie byli blisko siebie… byli razem.


                                                         * * *


Przez okno do sali wtargnęły wesołe promyki słońca. Łaskotały Victorię po twarzy. Ona tego nienawidziła. Niechętnie otworzyła zmęczone od płaczu oczy. Harry'ego nie było już obok niej. Podniosła się delikatnie opierając plecy o dużą, białą poduszkę. Wszystko w sali było białe, lub szare. Bez życia, nudne.
Brunetka usłyszała, że drzwi do pomieszczenia otworzyły się. Kiedy zobaczyła Harry'ego, kąciki jej ust delikatnie się uniosły. Trzymał w ręku plastikowy kubek z kawą. Usiadł obok niej i wpatrywał się prosto w jej ciemnozielone oczy. Wyraz jego twarzy był bardzo poważny. Wziął głęboki oddech. Victoria domyśliła się do czego to zmierza.
-Nie pytaj. Nie chcę o tym rozmawiać.- urwała i odwróciła wzrok.
-Nie chcesz rozmawiać o tym ze mną? To znaczy, że wolisz od razu z policją?- napił się czarnej kawy.
-Z nikim nie będę o tym rozmawiać…
-Będziesz musiała.
Victoria bardzo dobrze o tym wiedziała, ale wolała nie dopuszczać do siebie myśli, że będzie musiała opowiadać komuś o tym co się stało. Nie chciała tego. Czuła, że to będzie z nią do końca. Nadal się bała. Mogła wziąć gumkę i tak po prostu wymazać to?  Nie mogła. Zapisane to było w jej pamięci czarnymi, drukowanymi literami. Ona zdawała sobie z tego sprawę. Chciała cofnąć czas, wyrwać kilka kartek, lecz nie mogła.
-Nie chcę. Nikt mnie do tego nie zmusi.- jej oczy napełniły się łzami.
-Możesz mi powiedzieć chociaż gdzie byłaś, co tam się stało?
-Nie mogę.- odwróciła głowę w przeciwnym kierunku.
-Dlaczego? Możesz mi zaufać. Victoria proszę Cię…
-Nie, nie mogę już ufać nikomu. Nawet Tobie Harry… Teraz już wszystko jest inne.
-W jaki sposób inne?- spytał brunet z uwagą przyglądając się dziewczynie.
-Ty nic nie rozumiesz…
-Wyjaśnij mi to. –przybliżył się do niej. Ona niepewnie skierowała pełne łez oczy w jego stronę.
-Nie potrafię… Na samą myśl o tym , nie chce mi się żyć…
-Victoria, nie możesz tak mówić.
-Mogę, nie zabronisz mi tego.
-Dlaczego się zmieniłaś?- spytał z trudem.
-To nie ja się zmieniłam. To on mnie zmienił…
-On?
-Idź już Harry, proszę. Zostaw mnie samą.
Prosiła o to tłumiąc w sobie płacz. On spełnił jej prośbę, choć wcale tego nie chciał. Vic chciała być sama. Dla jednych samotność to ukojenie, spokój, wyciszenie się, odpoczynek. Dla innych to ciągła walka z samym sobą. Walka ze słabościami, z myślami, z przeszłością... Czasem samotność to kara, lecz często jest to nagroda. Odosobnienie jest bardzo przyjemne, tylko większość ludzi nie potrafi tego zrozumieć, docenić. Dlaczego? 
Victoria była sama. Biła się z własnymi myślami i decyzjami. Samotność dawała jej spokój. Ale czy na długo?  Bała się, wiedziała, że on nie da jej spokoju, że wróci. Była tego pewna. Strach, tylko on z nią pozostał...
Jej samotność trwała około godzinę… Dziewczyna leżała odwrócona w stronę okna. Świeciło słońce. Było ciepło, lecz nawet to nie było dla Vic wystarczającym powodem do uśmiechu.
Nagle usłyszała dźwięk otwieranych drzwi. Nie odwracała się, ponieważ miała pewność, że to Harry wrócił. „Mówiłam Ci, że chcę być sama. Wyjdź stąd. Wracaj do domu!” powiedziała cichym, zachrypniętym głosem. Poczuła, że on nie poddaje się. Usiadł na metalowym krześle obok jej łóżka. Ona nadal patrzyła za okno. „Czego Ty tu jeszcze chcesz? Idź stąd Harry.” Przez chwilę nie było z jego strony żadnej reakcji. „Victoria, ja nie jestem Harry…” usłyszała znajomy głos. Odwróciła się, obok niej siedział Niall.
-Przepraszam, myślałam, że to Harry…- spuściła wzrok na podłogę.
-Nie masz za co przepraszać. Rozumiem.
-Po co przyszedłeś?
-Odwiedzić Cię, zobaczyć jak się czujesz, porozmawiać…- przysunął krzesło bliżej łóżka.
-To już mnie odwiedziłeś, zobaczyłeś, czuję się źle i właśnie kończymy rozmowę…- urwała i zamilkła znów kierując wzrok za okno.
-Boisz się. Widzę to. Widzę ten strach… Widzę go w Twoich oczach…- zaczął patrząc na nią- Powiedz mi czego się boisz?- niepewnie dotknął jej ręki. Ona natychmiast zabrała ją, nadal milczała- Kogo się boisz?- spytał. Dziewczyna ignorowała go, próbowała ignorować…- Victoria, ja wiem, że to dla Ciebie bardzo trudne, ale możesz ze mną o tym porozmawiać, wyrzucić to z siebie. –mówił przytłumionym głosem- Porozmawiasz ze mną? Powiesz mi co się z Tobą działo?
-Nie.- szepnęła ledwo słyszalnym głosem, w oczach miała łzy.
-Dlaczego?
-Nic nie pamiętam.- łzy spływały już po jej policzkach. Wiedziała, że nie potrafi kłamać.
-Nie chcesz tego pamiętać, ale dokładnie pamiętasz, prawda?- mówił z troską i zrozumieniem. Martwił się o nią. Jego słowa dotknęły Victorię. Wiedziała, że Niall powiedział prawdę. Otarła łzy i spojrzała na jego twarz zaszklonymi oczami.
-Masz rację Niall. Masz w stu procentach rację. Niestety… Pamiętam to, ale nie chcę.– popatrzyła mu prosto w oczy- Nie chcę…
-Powiesz mi? Proszę…
-Nie chcę, żeby ktoś się o tym dowiedział. Wstydzę się tego…
-Ale czego? Victoria, możesz mi opowiedzieć o wszystkim, pozbyć się tego…- nadal ją nakłaniał.
-Jeśli powiem o tym Tobie, dowiedzą się wszyscy. Nie będę potrafiła na nich spojrzeć. Ja już brzydzę się samej siebie, a co będzie kiedy wszyscy o tym będą wiedzieć?
-Nikt prócz mnie nie będzie o tym wiedział, obiecuję Ci to…- odrzekł spokojnie.
-Nie obiecuj. Każda obietnica jest pusta. Obietnica to tylko słowa, które brzmią tak żeby nam było przyjemnie. Obietnica to kłamstwo.
-O czym Ty mówisz?- spytał zdziwiony. Poczuł się dziwnie. Miał wrażenie jakby Victoria nie była już Victorią. Była całkiem inna.
-Kiedy byłam mała babcia, jeszcze przed śmiercią, obiecała mi, że będzie nade mną czuwać, wiesz… I że nic mi nie będzie, że zawsze będę szczęśliwa. Obiecała mi to… Nie jestem szczęśliwa. Te słowa pozostaną ze mną do końca, bo były piękne. Brzmiały pięknie, idealnie. Ale piękno jest kłamstwem. Piękna nie ma. Tak samo jak ideału... Więc czym były te słowa?- otarła łzę, która wolno spływała po jej mokrym policzku.- Niczym.









***







 Na wstępie przepraszam za tak długą nieobecność i za błędy. :c

Ten rozdział jest inny, może dziwny.  Trochę różni się od reszty. Liczę na to, że rozdział spodobał Wam się chociaż trochę. Mam nadzieję, że nic nie zepsułam pisząc go tak.  

Proszę o Wasze przemyślenia i szczere opinie w komentarzach ;*
Komentarze naprawdę dają mi pozytywną energię i motywują mnie do dalszej pracy :)

W przyszłym tygodniu mam urodziny, więc zrobię Wam prezent i na początku tygodnia dodam następny rozdział :* ;))

Jak myślicie, co kłębi się w głowie Victorii?
Jak wszyscy poradzą sobie z tą sytuacją?

Min. 25 kom. =25 rozdział :)

Kocham Was! <3