-Victoria uważaj! – dziewczyna usłyszała dobrze znany jej
głos, dochodzący z prawej strony. Powoli
uniosła głowę i zobaczyła Lenę, biegnącą w jej stronę. –Uważaj!- blondynka
wrzasnęła ponownie. Victoria zerwała się na równe nogi i zorientowała się, że centralnie
za nią stoi jakiś mężczyzna.
-Spokojnie, to tylko ja…- powtarzał w kółko, patrząc prosto
w jej zielone oczy, które były przepełnione strachem.
-Marek?!- zdziwiła się Lena, kiedy podbiegła bliżej
dziewczyny.- Wiesz jak ja się wystraszyłam?!- krzyczała.- Dlaczego nie
powiedziałeś mi, że też idziesz jej szukać?- spytała z trudem łapiąc oddech.
-Wyszedłem zaraz za Tobą, bo Twoja matka bała się, że i Ty
się zgubisz… - tłumaczył ze spokojem.
-Ale jak widać się nie zgubiłam i nie potrzebnie się
fatygowałeś.- stwierdziła ze sztucznym uśmiechem i spojrzała na Victorię, która
sprawiała wrażenie niepełnosprawnej umysłowo. Dziewczyna kołysała się, trzęsła
z zimna, powtarzała pod nosem słowa ‘To był on…’ i ciągle patrzyła na czubki
swoich przemokniętych trampek. Blondynka delikatnie dotknęła jej przedramienia,
a ona natychmiast odskoczyła. Tak, jakby bała się czyjegoś dotyku. – Victoria
co się stało?- spytała miękko Lena. Nie uzyskała odpowiedzi. –Victoria…-
szepnęła stając centralnie przed przyjaciółką. – Spójrz na mnie.- poprosiła,
lecz od brunetki nie było żadnego odzewu. Zachowywała się tak jakby nie
rozumiała tego co się do niej mówi. – Wracajmy do domu… - powiedziała kierując
słowa tym razem do Marka. Ten skinął głową i zaczął iść się w stronę wejścia do
budynku. Po chwili jednak usłyszał cichy trzask i krzyk Leny.- Marek, wracaj!
Pomóż mi!
Kiedy mężczyzna wrócił do miejsca, w którym stał dosłownie
kilka sekund wcześniej, zobaczył Lenę, ledwo trzymającą na rękach, półprzytomną
Victorię. Blondynka podtrzymywała ją jedną ręką, a drugą delikatnie klepała po
policzkach, w kółko powtarzając jej imię.
Marek podbiegł szybko do niej i wziął brunetkę na ręce. Jej
głowa opadała do tyłu, ręce zwisały bezwładnie. Zawadzki trzymał ją mocno przy
sobie. Od razu zaczął iść do mieszkania. Po upływie kilku minut dziewczyna
leżała już na wielkiej kanapie, w salonie.
-Jak to się stało?- spytała Sylwia cucąc pannę Nowińską.
-Tak jak już Ci to tłumaczyłam, mamo…- powiedziała Lena,
niecierpliwiąc się.- Marek poszedł już do środka, ja powiedziałam jej, że
przeziębi się jak tam zostaniemy i kazałam jej wracać do domu. Ona powiedziała
‘To był on’ i wtedy uniosła wzrok, spojrzała na mnie. Była przerażona… Po tym
wykonała taki… Dziwny ruch ręką, tak jakby chciała kogoś zatrzymać i zaczęła
lecieć w dół, więc ją złapałam i zaczęłam wołać Marka. – wyjaśniła już któryś
raz z kolei.
-Rozumiem…- westchnęła kobieta i zauważyła, że Victoria
zaczyna się przebudzać. Jej ręka delikatnie drgnęła, a powieki zacisnęły się
mocniej, przez co czoło automatycznie zmarszczyło się.- Victoria… Rybko… Victoria,
słyszysz mnie?- pytała Sylwia. Brunetka delikatnie pokiwała głową, łapiąc się
za nią. – Napij się wody.- powiedziała cicho ciotka i podała dziewczynie
szklankę z cieczą, do której były wsypane odpowiednie środki.
Victoria nawet nie pomyślała o tym, żeby to wypić. Otworzyła
oczy i natychmiast podrażniło je jasne światło. Usiadła, delikatnie opierając
się o oparcie kanapy. Rozejrzała się wokoło. Krótko spojrzała na każdą
zmartwioną twarz…
Lena stała nad nią, nerwowo przebierając palcami i
maltretując biedny zamek od bluzy. Bała się, to było wypisane na jej twarzy…
Kiedy blondynka była czymś zestresowana, lub zmartwiona, zawsze jej oczy robiły
się jeszcze większe niż zwykle. Zaraz marszczyła czoło, unosząc brwi, lub
dreptała z nogi na nogę ze spuszczoną głową… Tak też robiła w tej chwili.
Ciotka… Ciotka kucała przy dziewczynie, nadal trzymając
niewielką szklankę w ręku. Martwiła się. Można było domyśleć się tego po tym,
że nerwowo przygryzała dolną wargę, co oczywiście miała w nawyku, przy
podobnych sytuacjach.
Może nie każda twarz była zmartwiona...
Najspokojniejszy był Marek… On wydawał się być bez uczuć. Stał niewzruszony przyglądając się dziewczynie. Miał kamienną twarz. Tak jakby było mu obojętne to, czy coś jej się stanie, czy też nie. Stał opierając się o stół. Ręce miał skrzyżowane na piersi, a głowę uniesioną lekko do góry…
Najspokojniejszy był Marek… On wydawał się być bez uczuć. Stał niewzruszony przyglądając się dziewczynie. Miał kamienną twarz. Tak jakby było mu obojętne to, czy coś jej się stanie, czy też nie. Stał opierając się o stół. Ręce miał skrzyżowane na piersi, a głowę uniesioną lekko do góry…
Victoria przyjrzała mu się dokładniej. Patrzyła na niego
przez dobrych kilka minut. W salonie panowała martwa cisza. A on i ona patrzyli na
siebie. Żadne z nich nie miało zamiaru odpuścić. Wzrok brunetki był jakby
niespokojny, ślepy, matowy… Martwy. A spojrzenie Marka było takie suche, lecz zawzięte
i pełne pewności siebie.
-Victoria, coś nie tak?- z ust Leny wydobyły się te dźwięki.
Wtedy Marek zaprzestał walki, odwrócił się i po prostu wyszedł z salonu,
kierując się do swojej sypialni. –Victoria!
-Dlaczego jestem mokra?- rzekła ni stąd, ni zowąd. Lena
popatrzyła na swoją rodzicielkę, kobieta spojrzała na córkę. Obie były
zdziwione.
-Nie pamiętasz co się stało?- Sylwia przeniosła spojrzenie na
brunetkę.
-A coś się stało? – spytała bez emocji, nadal patrząc w
miejsce, w którym chwilę wcześniej stał mężczyzna.
-Nieważne Rybko…- zaczęła kobieta.- Ważne, że nic Ci nie
jest. Chodź, weźmiesz ciepły prysznic, ubierzesz się w czyste ciuchy i od razu
poczujesz się lepiej.- oznajmiła wstając.
Victoria bez słowa wstała i skierowała się do łazienki. Tam
czekały już na nią jej suche ciuchy. Brunetka wzięła prawie godzinny prysznic,
w ciągu którego nie potrafiła przestać o wszystkim myśleć. Wiedziała, że
szykuje się coś niedobrego… Czuła to. Za wszelką cenę chciałaby ochronić
bliskich. Nawet ceną swojego życia…
***
Brunetka leżała na swoim łóżku, owinięta grubym kocem. Po
przeciwnej stronie pokoju leżała Lena, ze słuchawkami w uszach… Jak zawsze, wolała odciąć się od świata.
Relacje dziewczyn nie były już takie jak kiedyś. Dawniej nie
potrafiły milczeć w swojej obecności, nie potrafiły wytrzymać bez siebie kilku
godzin, ciągle śmiały się, śpiewały, tańczyły, cieszyły się ze wszystkiego, a
teraz? Teraz nie potrafią nawet normalnie porozmawiać. Przez to wszystko
straciły tak doskonały kontakt… Skoro przez wszystkie problemy ich przyjaźń
wisi na włosku, to czy jest ona prawdziwa?
Dziewczyna usłyszała pukanie do drzwi, szepnęła ciche
‘Proszę’ i uniosła się do pozycji siedzącej. W drzwiach ukazała się ciotka.
Kobieta delikatnie uśmiechnęła się do brunetki i podeszła do niej. Już po
chwili siedziała obok nastolatki. Mocno przytuliła ją do siebie, tak jak dawniej.
Victoria przymknęła oczy i oparła głowę o ramię Sylwii.
-Lena śpi?- spytała nagle kobieta.
-Możliwe. Już długo leży, więc chyba tak.- odrzekła
szeptem Victoria.
Obie zamilkły. Pani Prógowicz zaczęła się delikatnie kołysać.
W przód i w tył… Co sprawiło, że brunetka zamknęła lekko oczy, uśmiechnęła się
i głęboko, powoli oddychała. Poczuła jakby czas cofnął się o kilka lat…
Kilka długich lat. Była młodsza. Targała ze sobą mniej doświadczeń. Nie
wiedziała co ją czeka. Cieszyła się z tego co ma. Była nieświadoma, mała,
szczęśliwa. Zadowolona z życia… Ale to już było. Nie wróci, choć mogłoby…
-Nic z tego co się wydarzyło nie było przypadkiem, prawda?-
spytała Victoria.- Wszystko było dokładnie zaplanowane…
-Dlaczego tak sądzisz?- zdziwiła się.
-Ja tak nie sądzę. Ja to wiem. I Ty też o tym wiesz…
-Nie rozumiem Cię, Victoria.
-Rozumiesz, ale nie dopuszczasz tego do swoich myśli, wiem
to. Rozumiem, że wygodniej byłoby nic nie wiedzieć… Wiesz więcej, ale nie
wykorzystujesz tej wiedzy.
-O co Ci chodzi?- kobieta była już zdenerwowana.
-Moi rodzice nie zniknęli bez przyczyny. Jesteś tego
świadoma, ale starasz się tego nie pokazywać. Widzę, że wiesz o co w tym
wszystkim chodzi.
-Mylisz się. – odrzekła krótko Sylwia.
-Mam rację. Wiesz… Czasem myślę, że chcesz mi pomóc, dajesz
mi znaki, ale ja nie potrafię ich prawidłowo odczytać. – westchnęła dziewczyna
nadal mając zamknięte oczy. Ciotka milczała. – Widzisz, nie zaprzeczasz…
- Bo zastanawiam się skąd w Twojej głowie biorą się takie
głupoty…
-Prawda jest głupotą?- spytała, a Sylwia westchnęła tylko
głośno.
-Powinnaś już iść spać, Rybko…
-Jesteś pewna, że Marek jest tym jedynym? – spytała unosząc
głowę i spoglądając prosto w oczy kobiety.
-Czemu o to pytasz?
-Bo chcę być pewna, że wiesz co robisz. – ujęła krótko i
zwięźle.
-Je… Jestem…
-Nie jesteś. Ciociu, to widać, że sama nie wiesz co robisz.
Kochasz go?
-Tak. –odrzekła szybko.- Mogę Cię o coś spytać? – w
odpowiedzi uzyskała skinienie głową.- Dlaczego dzisiaj tak na siebie
patrzyliście?
-On patrzył na mnie, więc ja na niego.- ucięła wymijając szczerą
odpowiedź.
-Nie chodziło o to. – westchnęła.- Rozumiem Cię. - zamilkła, lecz po chwili dodała kilka słów na podsumowanie.- Nawet nie wiesz jak bardzo to wszystko jest głupie i banalne... Jesteś mądrzejsza
niż wszyscy przewidywaliśmy… - szepnęła na jej ucho kobieta, wyszła spod
ciepłego koca i opuściła sypialnie dziewczyn.
Victoria została ze wszystkim sama. Nie mogła powiedzieć o
niczym Lenie. Bała się, że ją narazi. Jej ciotka miała przed nią tajemnice.
Marek nie jest godny zaufania. To widać od razu… Victoria czuła się słaba,
bezradna… Czuła się jakby nie miała własnego zdania. Jakby z każdym nowym dniem stawała się mniej ważna. Jakby znikała, umierała. Nie miała z kim szczerze porozmawiać. Brakowało jej jego…
Po kilku godzinach głębokich rozmyśleń, zasnęła… Ogarnął ją
słodki, spokojny sen. No, może nie do końca taki spokojny jak mógłby się
wydawać…
Było
dosyć ciepłe popołudnie. Wszystko działo się tak szybko i chaotycznie. No tak,
w końcu przygotowania do ślubu szły pełną parą. Już prawie wszystko było
gotowe. Lena szykowała się na ceremonię, ja byłam już ubrana. Błękitna suknia,
sięgająca nad kolana zdobiła moje chude
ciało. Szpilki tego samego koloru już znajdowały się na moich nogach. Włosy dokładnie
pokręcone, spięte. Makijaż zrobiony. Byłam gotowa… Mogłam już wychodzić. Tak więc zrobiłam.
Opuściłam mieszkanie, trzymając w rękach wielki bukiet białych róż... Gdy
wyszłam z budynku moje ciało przywitał ciepły wiatr. Uśmiechnęłam się sama do
siebie. Słońce przebłyskiwało przez gałęzie wysokich drzew, pieszcząc moją
twarz. Wszystko zapowiadało się tak przepięknie. Z każdą następną chwilą
wierzyłam, że jednak moje przeczucia były złudne, że wszystko jednak się ułoży.
Spojrzałam na budynek po przeciwnej stronie ulicy. Wtedy w oknie pojawił się on. Człowiek, którego darzę tak wyczuloną nienawiścią… Osoba, którą gardzę. Chciałam odwrócić wzrok, ale nie mogłam nawet się ruszyć. Byłam zmuszona patrzeć na niego… Pomachał do mnie, uśmiechnął się w ten sam sposób co kiedyś i prawą dłonią wskazał na jezdnię, na miejsce gdzie znajdowały się pasy. Automatycznie spojrzałam w tamto miejsce. Zobaczyłam uśmiechniętą ciotkę, przebiegającą przez jezdnię z białą suknią w rękach, a we włosach miała wczepioną białą różę. Identyczną jak te, które miałam w bukiecie. Zaraz, zaraz. Bukiet zniknął. Już nie trzymałam go w rękach… Czemu?
Spojrzałam na budynek po przeciwnej stronie ulicy. Wtedy w oknie pojawił się on. Człowiek, którego darzę tak wyczuloną nienawiścią… Osoba, którą gardzę. Chciałam odwrócić wzrok, ale nie mogłam nawet się ruszyć. Byłam zmuszona patrzeć na niego… Pomachał do mnie, uśmiechnął się w ten sam sposób co kiedyś i prawą dłonią wskazał na jezdnię, na miejsce gdzie znajdowały się pasy. Automatycznie spojrzałam w tamto miejsce. Zobaczyłam uśmiechniętą ciotkę, przebiegającą przez jezdnię z białą suknią w rękach, a we włosach miała wczepioną białą różę. Identyczną jak te, które miałam w bukiecie. Zaraz, zaraz. Bukiet zniknął. Już nie trzymałam go w rękach… Czemu?
Nadal
patrzyłam na nią. Była taka szczęśliwa… Nagle zza rogu wyłonił się duży, czarny
samochód. Z wielką prędkością jechał w jej kierunku…
Mój
krzyk, pisk opon, i krew…
***
Rozdział... Jest nietypowy, ale bardzo ważny. Wszystko co się w nim znalazło ma swoje znaczenie. Wiem, że niektórym z Was nie podoba się treść, lub sposób w jaki to piszę... Rozumiem też to, że nie podoba Wam się to, że tak długo nie ma chłopaków... Ale na razie muszę omijać ich temat... :)
Wiem, że to może być denerwujące, ale taka jest treść. Jak na razie wszystko idzie zgodnie z tym jak sobie poukładałam.
Dam Wam małą 'podpowiedź': Nic nie dzieje się bez przyczyny. Czyli to co powiedziała Vic...
Victoria zmądrzała... Ale czy to wyjdzie wszystkim na dobre?
Piszcie to co myślicie. Kocham czytać komentarze od Was. :)
Hmm... Jeśli na prawdę bardzo przeszkadza Wam brak chłopaków, możecie zadawać im pytania na moim ASK'U. albo zacząć z nimi 'rozmowę'. Mam nadzieję, że jeśli ktoś z tego skorzysta to podołam temu, by odpowiedzieć, nie zdradzając zbyt dużej ilości szczegółów... :)
*
Muszę Wam bardzo podziękować za komentarze, za czas poświęcony na czytanie tego opowiadania. Jesteście wspaniałe, na prawdę! Kocham Was. <3
Muszę Wam bardzo podziękować za komentarze, za czas poświęcony na czytanie tego opowiadania. Jesteście wspaniałe, na prawdę! Kocham Was. <3