sobota, 11 stycznia 2014

Rozdział 45 "Pozorne szczęście"

Czasem bywa tak, że bardzo staramy się o to, by nie stracić najbliższej osoby, a mimo wszelkich starań czujemy, że ona odchodzi. Dosłownie, lub w przenośni. Po prostu oddala się od nas, odrzuca lub ignoruje. Co jeśli staramy się ją ratować, lecz ona nie chce naszej pomocy? Nie pragnie złapać naszej ręki kiedy tonie, ponieważ uważa, że potrafi pływać. Ale gdy będzie na samym dnie, może być już za późno.

Jej pusty wzrok. Zamglone oczy, tak jakby była w jakimś transie, jakby nie kontaktowała. Gdy tylko słyszy jego imię, wariuje. Zachowuje się jak duże dziecko, które oszalało na punkcie nowej zabawki. Co będzie gdy okaże się, że jej fascynacja jego osobą minie? Gdy Nick jej się znudzi? Pomyłka. On jest tylko jej zabawką. W końcu, pustkę trzeba czymś wypełnić…

Ich rozmowa trwała już godzinę, równą godzinę. Lena dostawała już szału. Od początku rozmowy, próbowała przyciągnąć do siebie uwagę Victorii, lecz ta, zachowywała się jakby była ślepa. Ślepa i głucha na wołania.
Za każdym razem, kiedy blondynka stawała centralnie przed zielonooką, krzyżując ręce na wysokości swoich piersi, Vic najzwyczajniej odwracała wzrok. Uśmiech, który nie schodził z jej twarzy, zaczął już irytować pannę Prógowicz.

Złudne szczęście. Kłamstwo. Victoria oszukiwała samą siebie. Wierzyła w to, że jeśli wmówi sobie, że jest szczęśliwa, to taka będzie. Jednak… Sam uśmiech przecież nic nie znaczy. Jeśli uczucia są jedną, wielką bujdą. Złamane serce, które zostało sklejone kłamstwem. Obłudą, przez którą ucierpią wszyscy.
To uczucie jest oszustwem.

Lena już piąty raz z kolei stanęła na wprost swojej zatraconej w rozmowie przyjaciółki. Gdy ta, zamierzała odwrócić się w drugą stronę, blondynka nie pozwoliła jej na to. Złapała delikatnie za jej brodę, kierując nią tak, by Vic spojrzała na ciemnooką, co ku jej zdziwieniu, stało się szybko.

-Mogłabyś mnie nie ignorować?- wydusiła przez zęby, patrząc prosto w oczy panny Nowińskiej, która niemal od razu próbowała się wyrwać w uścisku blondynki. Wtedy było już za późno, Lena nie wytrzymała, a telefon Victorii leżał na ziemi.

-Zwariowałaś? Czemu to zrobiłaś?- wrzasnęła zaskoczona Victoria.

-Bo w ogóle nie zwracasz na mnie uwagi! Nie wiem czy wiesz, ale ja jeszcze żyję! – dziewczyna teatralnie pomachała przed oczami Vic. – I chciałabym, żebyśmy chociaż przez chwilę porozmawiały normalnie… -rzekła niepewnie, a zaraz po tym, brunetka przewróciła oczami.- Proszę?- nadzieja w jej głosie była dokładnie wyczuwalna.

-Ehh… No dobrze… -westchnęła ciężko.- O czym chcesz porozmawiać?

-Dziękuję, że łaskawie znalazłaś dla mnie trochę czasu- syknęła sarkastycznie, po czym usiadła na biurku, znajdującym się niedaleko łóżka, na którym siedziała rozzłoszczona Victoria.-Posłuchaj… Od kilku…

-No przecież słucham- jęknęła, tym samym przerywając Lenie.

-Zamknij się w końcu!- ton głosu ciemnookiej automatycznie się podniósł. –Muszę powiedzieć Ci coś ważnego, więc błagam Cię, nie przerywaj mi, dobrze?- spytała już trochę spokojniej, na co dostała odpowiedź w postaci szybkiego kiwnięcia głową. –Wczoraj w nocy, dzwonił do mnie Zayn- oznajmiła po dłuższej chwili namysłu.

-C…co? – zdziwiła się Victoria. W jej głowie od razu pojawił się przyjaciel Malika-Harry. Przed oczami miała jego zmarnowany wyraz twarzy, taki sam, jaki miał, gdy widziała go po raz ostatni. Jego wyblakłe, rozburzone loki, blada twarz, zaszklone zielone oczy. Oczy, w których można tonąć wraz ze łzami.

-Victoria… Wszystko w porządku?- szepnęła Lena, widząc zakłopotanie na twarzy przyjaciółki, mieszające się z pierwszą łzą, spływającą po nosie dziewczyny. Brunetka od razu spuściła głowę w dół, tak by nie patrzeć w oczy kuzynki. –Victoria…

-Co?- warknęła, ocierając nerwowo łzy.

-Mogę zadać Ci jedno, dosyć ważne pytanie?- spytała. Skinienie głowy, znów oznaczało zgodę. –Myślisz, że dobrze wybrałaś?

-Możesz bardziej sprecyzować to pytanie?

-Miałam na myśli rozstanie z Harry’m, a  teraz ten twój związek z Nikodemem… -objaśniła.

-Lena, to był mój wybór, nie powinno cię to obchodzić- dziewczyna chciała jak najszybciej uciąć tę rozmowę.

-Odpowiedz normalnie, proszę. Chociaż raz.

-Przecież sama wiesz jak było. Byłam, a właściwie nie byłam chora, tak? Po prostu nie chciałam, żeby Harry patrzył na to jak umieram, chciałam ułatwić nam obojgu to rozstanie. Wmówiłam sobie, z reszta jemu też, że nic już do niego nie czuję i to wszystko się skończyło… -wzruszyła ramionami tak, jakby te słowa nic dla niej nie znaczyły. A jaka była prawda? Każde słowo rozrywało ją na kawałki. Wspomnienie o tym po prostu kroiło jej serce, rujnując te pozorne szczęście, którym karmiła wszystkich po kolei.

-A co jeśli teraz jest podobnie? Jeśli ty tylko wmówiłaś sobie to, że jesteś zakochana w Nicku?- zasugerowała Lena, schodząc z biurka i siadając na łóżku, obok przyjaciółki.

-Nie, tego sobie nie wmówiłam. Jestem tego pewna.

-Victoria, czy ty słyszysz to co mówisz? Przecież przed chwilą sama powiedziałaś, że wmówiłaś sobie to, że nie kochasz Harry’ego, co jest równoznaczne z tym, że nadal go kochasz. A teraz twierdzisz, że czujesz też coś do Nicka? Nie uważasz, że po prostu chcesz zaleczyć tak rany po stracie Harry’ego?

-Co? –wzburzyła się. Słysząc to, uświadomiła sobie, że w słowach blondynki może być ziarnko prawdy. Tak, prawda ją zabolała. Zawsze jest tak, że prawda, której wprost nie dopuszczamy do swojej świadomości, boli najbardziej.- O czym ty w ogóle mówisz?! –podniosła głos. –Czy mogłabyś mi nie mieszać w głowie?!

-Mogłabym, ale jeśli teraz sobie tego nie poukładasz to później może być za późno.

-Co mam układać? To, że zerwałam z Harry’m, a teraz jestem z Nickiem? Uważam, że nie ma tu niczego do układania- burknęła na swoją obronę.

-Nie dojdę z tobą do porozumienia, prawda? – westchnęła.

-Mów lepiej o czym rozmawiałaś z Zayn’em… -poprosiła Vic. A Lena zrezygnowała z dalszego przesłuchania.

-W sumie to ja z nim nie rozmawiałam…

-Jak to?

-Zadzwonił od mnie w środku nocy, a sama wiesz, że ja po przebudzeniu potrzebuje trochę czasu, żeby dojść do siebie i zacząć kontaktować… Zaczął mówić coś po angielsku, a ja nic nie rozumiałam, więc rozłączyłam się i wyłączyłam telefon… Dopiero rano, kiedy dotarło do mnie to co się wydarzyło to włączyłam telefon. Okazało się, że dzwonił do mnie jeszcze dwa razy…

-To oddzwoń. Nie wiem w czym widzisz problem… -Vic pierwszy raz od kilku minut spojrzała na swoją kuzynkę normalnie. Nie było w niej burzliwych emocji. Po prostu oddała się chwili zapomnienia.

-Problem w tym, że jego numer nie wyświetla się… Jest tylko nadchodzące połączenie, nic więcej. 

-Może zadzwoni jeszcze raz, poczekaj.

-Z pewnością… To już nie pierwszy raz kiedy do mnie dzwonił, tylko po prostu zawsze widząc brak numeru, odrzucałam połączenie.

-Zależy Ci na nim, prawda? – Nowińska złapała dłoń swojej przyjaciółki i delikatnie ścisnęła.

-Tak.

-Więc nie możesz odpuścić- ścisnęła jej rękę mocniej, delikatnie się uśmiechając.- To, że nam nie wyszło to nie znaczy, że wam nie może wyjść…- szepnęła do jej ucha.

-Ale co ja mam zrobić?

-Pomogę Ci, tylko poczekaj trochę, dobrze?- znów wypowiedziała to szeptem, po czym  nie czekając na odpowiedź, puściła Lenę, wstała z łóżka i zbierając telefon z podłogi, wyszła z pomieszczenia.

Jak ona może mi pomóc? Tylko ta myśl widniała już w głowie Leny. Dopiero po chwili narodziło się o wiele więcej pytań…
                                                               
                                                            ***

-Mógłbyś podać mi te talerze?- Vic zwróciła się do Nicka, stojącego przy piekarniku. Chłopak niemal natychmiast podał dziewczynie naczynia, tak jak go o to poprosiła.

Stół był już nakryty. Kurczak piekł się w piekarniku. Sałatka była  na blacie. Wszystko było już dokładnie przygotowane, dopięte na ostatni guzik. Brakowało tylko ‘pana domu’.

Dziewczyna opadła na kanapę ze zmęczenia i westchnęła głośno. Oczywiście, zaraz obok niej znalazł się Nick, który objął ją w pasie i delikatnie przyciągnął do siebie. Niepewnie uwiesił się nad nią i patrząc w jej świecące, zielone tęczówki, odgarnął kosmyk włosów, niezdarnie opadający na jej twarz. Przysunął swoje usta do jej, lekko je ze sobą stykając, wtedy dziewczyna chciała się odezwać, ale brunet przywarł zachłannie do jej warg, tym samym zmuszając ją jedynie do wydania z siebie cichutkiego, stłumionego westchnięcia. Jego ręka od razu posunęła się ku górze, wzdłuż talii Victorii. Ona od razu zareagowała, zatrzymując ją w bezpiecznym miejscu. Nick nie miał zamiaru odpuścić. Odsunął się od jej ust, składając spragnione jej ciała pocałunki, kolejno na brodzie, posuwając językiem delikatnie po szczęce. Po chwili jego usta zaczęły zniżać się coraz bardziej. Dziewczyna automatycznie wsunęła palce w jego ciemne włosy i mocno za nie szarpnęła, chcąc zaprzestać jego działaniom, lecz nie ruszało go to. Mocno zacisnął swoje duże dłonie na jej wystających żebrach, tym samym utrudniając jej poruszenie się. Podczas tego Victoria syknęła z bólu.

-Nick… N… Nick, przestań…- upomniała go, z całych sił próbując go od siebie odsunąć. Niestety, na marne.

Wszystko do niej wróciło. Przed oczami miała tego faceta. Do jej głowy znów przybył każdy moment, w którym on macał ją wbrew jej woli, lub całował. Jego nachalne ręce znów ją dotykały,  a ona nie mogła nic zrobić. Łzy cisnęły się do jej oczu, na wspomnienie tego co wydarzyło się jakiś czas wcześniej, w szopie.

Chłopak nie odpuszczał, lecz słysząc ciche szlochanie brunetki, która już najwidoczniej się poddała, w jego głowie zapaliła się czerwona lampka. Nick otrząsnął się. Poluźnił uścisk dłoni i powoli zaczął odsuwać się od gorącego ciała dziewczyny, starając się nie patrzeć w jej zrozpaczone oczy. Tylko gdy Victoria poczuła, że Nikodem odsunął się, od razu zerwała się z kanapy, po drodze zabierając niewielką torebkę, pobiegła w stronę wyjścia.

Na jej nogach były już w biegu ubrane szpilki, w rękach trzymała płaszcz. Ledwo zdążyła chwycić za klamkę, a drzwi otworzyły się. Niestety, nie przez jej działanie. Drzwi do mieszkania otworzył ojciec Nicka i powitał zapłakaną Victorię z szerokim uśmiechem na twarzy.

-Już wychodzisz? Myślałem, że zjesz z nami kolację…- zdziwienie na twarzy było miłą odmianą, od jego stałego, sztucznego uśmiechu.

-Przykro mi, ale nie mam ochoty. Źle się czuję…- szepnęła niepewnie, odwracając głowę w drugą stronę, tak, by mężczyzna nie zobaczył ciągle spływających po policzkach łez.

-No co ty… Nie żartuj sobie, chodź, usiądziesz z nami, zjesz coś i zaraz poczujesz się lepiej…- nalegał Parker, kładąc rękę na jej ramieniu. Dziewczyna od razu odsunęła się w bok, tym samym zrzucając jego dłoń ze swojego ramienia.

-Nie sądzę, żeby to był dobry pomysł. Innym razem z chęcią zostanę, ale przepraszam, nie dzisiaj… - mruknęła dziewczyna cichutko pod nosem, po czym zwinnie wyminęła postawnego mężczyznę, stojącego w drzwiach.

Parker nie tracąc wiele czasu na namysły, niemalże od razu poszedł za roztrzęsioną brunetką. Dogonił ją kiedy  była za rogiem wielkiego bloku, skąd niedaleko było do parku. Podbiegł kawałek i złapał Victorię za rękę, Nowińska odwróciła się jak poparzona, ze strachem w oczach.

-Nick, zostaw mn…- zaczęła odwracając się, lecz zaraz po tym jak zobaczyła, że to nie młody Parker, lecz ten nieco starszy, trzyma jej rękę, spuściła głowę, niepewnie zabierając dłoń.- Przepraszam, myślałam, że to pański syn za mną poszedł… - wyjaśniła.

-Nic nie szkodzi- odrzekł szybko, dokładnie przyglądając się mokrej twarzy nastolatki stojącej przed nim.- Co się stało? – spytał, schylając się nieco, tak by spojrzeć dziewczynie w oczy.

-Nic- chciała urwać to szybko i wrócić do domu. Tylko tego pragnęła w tamtym momencie. 
Widząc, że mężczyzna patrzy na nią podejrzliwie, próbowała odwrócić wzrok, lecz coś zatrzymało ją przy jego oczach. Oczach, w których zobaczyła troskę. On wyraźnie martwił się o nią. Skąd troska w oczach mężczyzny, który prawie jej nie zna? Victoria zmieszała się, patrząc w jego tęczówki. Nie wiedziała co powinna zrobić? Jak się zachować? Dlatego po prostu odwróciła się niepewnie i zaczęła iść w kierunku bloku, w którym mieszkała.

-Victoria, zaczekaj- usłyszała za swoimi plecami głos Parkera, który nie był taki jak zawsze. Był całkowicie inny. W jego głosie słyszalne były emocje. Nie wydawał się być taki jak zawsze, czyli wyprany z uczuć. Zachowywał się całkiem normalnie, naturalnie. Brunetka zrobiła zwrot w tył, po czym pytająca mina wdarła się na jej twarz.

-Nie puszczę cię samej w takim stanie do domu, poczekajmy tu chwilę, zamówię ci taksówkę, dobrze? – spytał cicho.

Nowińska przetarła nerwowo dłonią, po zmarzniętym ramieniu, po czym prawie niezauważalnie kiwnęła głową na zgodę. Mężczyzna wyciągnął z kieszeni swój telefon i już po upływie chwili taksówka była w drodze, a Victoria i jej pracodawca siedzieli razem na niewielkiej ławce. Dziewczyna nawet nie myślała o tym, żeby się odezwać. Milczała ze spuszczoną głową.

-Dlaczego tak nagle wybiegłaś z domu? – jego pytanie kompletnie zaskoczyło Victorię. Miała nadzieję, że w ciszy poczekają na taksówkę.

-Nie chcę o tym rozmawiać…

-Coś się stało? Chodzi o Nicka? – dociekał.

-Tak, chodzi o niego, ale proszę mnie już nie męczyć- westchnęła, zapinając wyżej zamek błyskawiczny, ciemnego płaszczyka.

-Czy on coś…- zaczął mężczyzna, lecz na szczęście w tym samym momencie obok nich zatrzymała się taksówka.

Dziewczyna bez namysłu wstała, rzuciła w stronę Parkera krótkie ‘dziękuję za pomoc’ i wsiadła do taksówki. Usiadła na tylnym siedzeniu, twardo patrząc za szybę. Nie chciała już więcej widzieć na oczy Nick’a, a widok jego ojca wcale nie poprawiał jej humoru. Wszystko się skończyło. Bańka mydlana, w której do tej pory żyła dziewczyna, po prostu prysła, zostawiając po sobie jedynie zapach.

Parker podszedł do drzwi od strony kierowcy, zapłacił za przejazd, po czym powiedział szybko nazwę ulicy, na którą taksówka miała się skierować. Gdy samochód ruszył, wściekły mężczyzna wrócił do domu.

-Nikodem! – wrzasnął wchodząc do środka. Rzucił klucze na niewielka szafkę leżącą w salonie, po czym skierował się do kuchni, gdzie znajdował się chłopak.- Coś ty zrobił?!

-O co ci chodzi?- oburzył się.

-Nie rób ze mnie idioty- wysyczał przez zęby, podchodząc coraz bliżej swojego syna.- Ja mówiłem, spokojnie mówiłem, żebyś nawet jej nie dotykał, żebyś nic jej nie robił, ale pewnie, po co się mnie słuchać?! Co jej zrobiłeś?

-Nic jej nie zrobiłem i przestań na mnie wrzeszczeć!- łgał.

-Jesteś kompletnym idiotą, Nick. Wiesz, że ona jest mi potrzebna! Jeżeli jeszcze raz ją skrzywdzisz, w jakikolwiek sposób, to ja skrzywdzę ciebie. To nieuniknione. Zrozumiano?! – wykrzyczał, po czym wskazał ręką na drzwi wyjściowe z domu, które były dokładnie widoczne z kuchni.- Teraz możesz wyjść- dodał.

Chłopak rzucając na ziemię szklankę, trzymaną dotychczas w ręce, wyszedł z domu, z całych sił trzaskając drzwiami.
Złość, zmieszanie i wstyd przepełniał całą trójkę. Zarówno Victorię jak i Nicka oraz jego ojca…


Czar prysł, a czasu odwrócić się nie da. Nieważne jak bardzo chcielibyśmy to zrobić… 






***




Czekam na komentarze. Będzie 30? <3
No to tak… Przepraszam za błędy i za to, że tak długo czekałyście. Ale jak już tłumaczyłam na ask’u, po prostu nie miałam czasu, żeby napisać ten rozdział.
Dziękuję za wszystkie komentarze i serdecznie witam nowe czytelniczki. :)
Powiem tak… Jesteśmy coraz bliżej chłopców… :)
No cóż, życzę miłego dnia.
Zapraszam na 46. <3 

piątek, 27 grudnia 2013

Rozdział 44 "Kłamstwo"

Był już piątek. Dzień jak każdy inny... Nie. Ten różnił się od reszty. Był wyjątkowy. Zapowiadał się wspaniale. Nic nie mogło go zepsuć... Nic, ani nikt. 

Victoria usłyszała głośne pukanie do drzwi pomieszczenia, w którym się znajdowała. Bez wahania otworzyła je z uśmiechem i powitała zaspaną przyjaciółkę, która aktualnie wyglądała jakby ktoś wlókł ją za nogi, za sobą, kilkanaście kilometrów po gorącym asfalcie. 

-Dlaczego nie jesteś w szkole?- spytała od razu Lena, nie zważając na to, że kultura wymagała przywitania się chociażby krótkim uśmiechem. 

-O to samo mogłabym zapytać Ciebie...- burknęła pod nosem brunetka, wyrównując czarną kreskę na powiece.

-Ja się przeziębiłam, a Ty po prostu olewasz lekcje- stwierdziła, siadając na dużej pralce. 

-Nie olewam... - czoło zielonookiej automatycznie się zmarszczyło.- Przecież byłam w szkole...- zaczęła, lecz niestety dosyć długą chwilę zajęło jej przypomnienie sobie dnia, w którym ostatni raz uraczyła swoją obecnością mury starego, znienawidzonego przez większość uczniów, budynku. 

-Waśnie...- syknęła blondynka.- Możesz mi powiedzieć co się z Tobą dzieje? Na prawdę ten chłopak jest wart takich poświęceń? - spytała szybko. Nadal była nieświadoma sytuacji, które wydarzyły się w życiu Victorii w ciągu ostatnich kilku dni.

-Tak, jest tego wart- Vic odłożyła kosmetyki do niewielkiego kuferka i szczelnie go zamknęła.- A Tobie nic do tego!

-Victoria, przecież wiesz, że ja chcę dla ciebie dobrze... Martwię się... 

-To się nie martw! Nick jest na prawdę cudowny i odpowiedzialny!- wyszła zdenerwowana z łazienki. Lena od razu zeskoczyła z pralki i pobiegła za swoją rozzłoszczoną przyjaciółką. 

-Nick? Ten Nick, o którym myślę?- zapytała z niedowierzaniem. 

-Tak, to on. I co, masz z tym jakiś problem? - warknęła zakładając buty.

-Nie znasz go tak jak ja... Dobrze Ci radzę, uważaj na niego!- zezłościła się, widząc jak Victoria nawet nie przejmuje się jej radami. Podeszła do niej i złapała ją za ramię, tym samym odwracając brunetkę twarzą do siebie.-Powtórzę jeszcze raz... Uważaj. 

-Niby na co?- zrzuciła z siebie rękę przyjaciółki. 

-Na niego. Nick jest dziwny i strasznie tajemniczy. Nie powinnaś się z nim...- dziewczyna chciała dokończyć swoją radę, lecz niestety Victoria nie pozwoliła jej na to.

-To jest moje życie i to ja będę decydować o tym z kim się spotykam! - wrzasnęła, szybko złapała do ręki kurtkę oraz torebkę, po czym wybiegła z mieszkania, trzaskając drzwiami. 

Nie wierzyła w to co stało się chwilę wcześniej... Wiedziała, że nie powinna tak naskakiwać na Lenę, lecz nie miała ani czasu, ani ochoty na odkręcanie tego. Kiedy wszystko -według Victorii- zaczęło się układać, ktoś chciał stanąć na drodze do jej szczęścia. Nie mogła na to pozwolić. Po prostu tak, jak gdyby nigdy nic, szła przed siebie z podniesioną głową, ignorując wciąż narastające wyrzuty sumienia. 

Kiedy przed budynkiem, z którego wyszła, spotkała uśmiechniętego Nikodema, na jej twarzy również pojawił się równie promienny uśmiech. Natychmiast wyrzuciła w głowy zaprzątające ją myśli i od razu podeszła do bruneta. Z całych sił, które zdołała z siebie wykrzesać, wtuliła się w jego ciało. Tak, czuła, że jest szczęśliwa. Tego potrzebowała...

-Tęskniłem...- wyszeptał w jej włosy, delikatnie całując czubek jej głowy. 

-Ja też- odrzekła, odrywając się od niego z jeszcze szerszym uśmiechem. 

-To jak...- zaczął, łapiąc jej malutką dłoń.-...gotowa na spacer?

-Z Tobą, zawsze- ścisnęła jego rękę mocniej i oparła delikatnie głowę o jego ramię, po czym oboje zaczęli powoli iść w stronę pobliskiego parku.
Spacerowali przez bardzo długi czas. Cieszyli się sobą. Nikt inny nie miał nic do gadania. Liczyli się tylko oni. Gdy Nick był przy Victorii, uśmiech z jej twarzy nie znikał. Dziewczyna promieniała przy nim. 

Czy w tym chłopaku było coś wyjątkowego? Czy może znajomego...?

-Victoria... Wiesz, może miałabyś ochotę poznać mojego ojca bliżej?- spytał chłopak kiedy już odprowadzał brunetkę z powrotem. 

-Co masz na myśli?- zdziwiła się. 

-Może wpadłabyś za kilka dni do mnie? Na... wspólną kolację?- zaproponował z jego wiecznym uśmiechem. 

-Z chęcią...- odparła kiwając głową na zgodę. - To bardzo dobry pomysł... Z przyjemnością zamienię z twoim ojcem kilka zdań. 

-Uwierz, że to nie będzie zbyt 'rozmowny' wieczór...- zaśmiał się cicho, na co brunetka tylko zmarszczyła czoło, w geście zdziwienia.- Pewnie to mój ojciec będzie mówił...My będziemy tylko słuchać... Ewentualnie kiwać głową...- wyjaśnił, gdy zobaczył minę Vic. 

-Aaa... W takim razie z chęcią go posłucham- uśmiechnęła się i zauważyła, że oboje są już pod jej blokiem. Stanęła przodem do chłopaka i mocno go przytuliła. Nikodem chciał odprowadzić brunetkę pod samo mieszkanie, co ukazał gestem skierowania się w stronę drzwi, lecz Vic automatycznie przerwała mu, ściskając jego rękę. -Nick, to nie jest dobry pomysł...- szepnęła. 

-Dlaczego?- zatrzymał się, spoglądając na nią.

-Bo... W mieszkaniu pewnie jest Lena, a ona nie jest za tym, żebym nadal się z tobą spotykała... -wyjaśniła, delikatnie spuszczając głowę. 

-Rozumiem- westchnął.- Nie znamy się za dobrze, a ona na pewno się o ciebie boi, w pełni ja rozumiem- uśmiechnął się pokrzepiająco.- To... Do zobaczenia wieczorem...- cmoknął zarumienioną dziewczynę w policzek, po czym udał się do samochodu. 

Victoria widziała w nim to co najlepsze. Nie zauważała niczego co mogłoby być podejrzane. Nick, był dla niej idealny. Ale to nic dziwnego... Zawsze kiedy się zakochamy, osoba, którą darzymy tym pięknym uczuciem jest dla nas perfekcyjna... Potrafimy każde jej niepowodzenie odwrócić w coś całkowicie pozytywnego. Usprawiedliwiamy każdy jej błąd... 

A co jeśli tych błędów nie ma? Tak, Nick ich nie popełniał. Był idealny. ZAinealny. 

Brunetka z wielkim uśmiechem na twarzy weszła do mieszkania, lecz gdy zobaczyła Lenę, czekającą na nią w korytarzu- jej mina zrzedła. 

-Od razu uprzedzam, że nie mam ochoty na rozmowę z tobą...- burknęła zdejmując wierzchnie ciuchy i od razu udała się do łazienki. 

-Mogłabyś mi wytłumaczyć dlaczego akurat on?- spytała panna Prógowicz, idąc za nią.

-Mogłabym...

-To słucham- oparła się o futrynę w drzwiach. 

-Mogłabym, ale tego nie zrobię- urwała, zmywając makijaż. 
Blondynka tylko westchnęła głośno i wyszła z pomieszczenia, zamykając za sobą drzwi. 

W głowie Victorii przebiegało tyle myśli, że sama nie była zdolna nad nimi zapanować. Natłok wydarzeń skumulował się do tego stopnia, że brunetka po prostu nie wiedziała o czym ma myśleć... Spojrzała w lustro, na swoją twarz. Nie widziała w niej już siebie. Spoglądając głęboko w swoje oczy, dojrzała w nich nadzieję... Na lepsze jutro?  

Postanowiła, że musi skupić się na swoim pierwszym występie. To w tamtej chwili było w dla niej najważniejsze. Tak bardzo długo pragnęła tego, co w tym momencie miała na wyciągnięcie ręki... Nie mogła przepuścić takiej szansy.

Po bardzo długiej i odprężającej kąpieli, dziewczyna ubrała się w najlepszą sukienkę jaką posiadała... Uczesała się i pomalowała. Była gotowa... Podśpiewując pod nosem tekst piosenki, którą miała wykonać za kilkadziesiąt minut, zaczęła przyglądać się sobie w lustrze. Ręką wygładziła zmierzwiony materiał sukienki i uśmiechnęła się najdelikatniej jak tylko potrafiła. Wtedy za jej plecami pojawiła się Lena, co natychmiast zmieniło humor brunetki. 

-Gdzie znowu wychodzisz?- z ust Leny wydobyły się cichutkie, niepewne dźwięki. 

Panna Prógowicz bała się o przyjaciółkę. Wiedziała, po prostu czuła to, że Vic pakuje się w coś co nie wyjdzie na dobre ani jej, ani nikomu innemu. 

Czy jej przeczucia były trafne?

 Na twarzy blondynki widoczna była troska, zmieszana ze strachem... Jej usta przybrały dziwny, nieznany kształt, a ciemne oczy lekko zaszkliły się. 

-Victoria... Porozmawiaj ze mną...- poprosiła drżącym głosem. Czuła, że już długo nie wytrzyma tego napięcia. 

-O czym?- gwałtownie odwróciła się w jej stronę.- Lena, my nie mamy o czym rozmawiać. 

-Ja Cię nie poznaję...-szepnęła blondynka pod nosem, równocześnie mrużąc oczy. -Powiedz mi chociaż gdzie wychodzisz- poprosiła.

-Nie mam czasu na żadne wyjaśnienia- stwierdziła mierząc swoją przyjaciółkę od góry do dołu i z powrotem, po czym łapiąc do ręki płaszcz, wyszła z mieszkania w ten sam sposób, w jaki zrobiła to kilka godzin wcześniej. 

Lena nie wytrzymała. Ciekawość zwyciężyła nad dumą... Dziewczyna natychmiast podbiegła do okna, znajdującego się w salonie, z którego miała doskonały widok na ulicę. Od razu w oczy rzucił jej się duży, ciemny samochód. Oczywiście tak jak się spodziewała... Po chwili wysiadł z niego Nick, czule przywitał się z podbiegającą do niego brunetką i szarmancko otworzył jej drzwi do samochodu, od strony pasażera. Victoria pospiesznie wsiadła do pojazdu, który po chwili odjechał... 

                                                           ***

-Boisz się?- spytał brunet wykręcając kierownicę w prawą stronę, dzięki czemu po upływie kilku sekund samochód spokojnie stał na właściwym miejscu parkingowym. 

-Niby czemu miałabym się bać?- odpowiedziała lekko kpiącym tonem, po czym odpięła pasy. Młodzieniec wzruszył ramionami.- Nick, ja nie mam czego się bać... Wyjdę na scenę, zaśpiewam, jeśli innym się spodoba, to świetnie, jeśli nie... Trudno- odrzekła. Wysiadając z samochodu poprawiła wymiętą sukienkę i zamknęła drzwi od pojazdu.- Ile tak mniej więcej, w piątki, przychodzi tam ludzi?

-Nie liczy się ilość, tylko jakość, maleńka...- mruknął z uśmiechem, dziewczyna słysząc ostatnie słowo jego wypowiedzi zarumieniła się, delikatnie spuszczając głowę. Dopiero po chwili, kiedy przeanalizowała powiedziane przez bruneta zdanie, zwróciła uwagę na pierwszą jego część. 

-Jakość?- zdziwiła się, spoglądając na Nick'a. Na jej twarzy nadal widniały leciutkie rumieńce. 

-Sama z czasem się przekonasz...- urwał. 

Po krótkim marszu, który przeminął im oczywiście w ciszy, dotarli do wejścia wielkiego, dobrze oświetlonego budynku. Był to wielki hangar, niewyobrażalnie wysoki. Victoria nie spodziewała się, że klub, w którym ma śpiewać jest tak elegancki. Słysząc słowo 'klub' przed oczami miała jakąś dyskotekę, w której będzie przyśpiewywać od czasu do czasu... Ale tak nie było. Dziewczyna wpakowała się w coś o wiele poważniejszego. 

Ale czy wyjdzie jej to na dobre? Czy decyzja, którą podjęła zaprowadzi ją na sam szczyt, czy może zdepcze ją do samej ziemi? 

Wchodząc do budynku w oczy od razu rzucał się luksusowy, elegancki wystrój. Wszystko było zrobione ze szkła, barwionego na różne odcienie i kolory. Całość wydawała się być taka delikatna, krucha, nie do dotknięcia. 

-Nick, czy my na pewno...- zaczęła Vic, po czym chłopak złapał ją za dłoń i bez słowa prowadził w niewiadomym dla brunetki kierunku.

Gdy przeszli przez obszerny 'korytarz', znaleźli się za sceną, na której za chwilę miała wystąpić brunetka. 

-Nick, to wszystko tutaj jest takie...- szukała odpowiedniego słowa, które byłoby w stanie opisać, pod jakim wrażeniem jest dziewczyna.
-Nowe?  Inne? - spytał pan Parker, dokańczając za nią zdanie. Pojawił się tam tak nagle, jakby dosłownie wyrósł spod ziemi. Zaskoczył tym zarówno Vic, jak i swojego syna.- Wiem, że to mało powiedziane...- mruknął z uśmiechem. -Ale nie bój się... Mimo tego, że to wszystko tak poważnie i sztywnie wygląda, nie przychodzą tu same starsze osoby. Ta 'inność' właśnie przyciąga do tego miejsca młodych ludzi, szukających trochę rozrywki...- wyjaśnił. 

-Rozumiem- odpowiedziała krótko, zaskoczona dziewczyna.- Ja po prostu nie spodziewałam się, że to miejsce będzie takie... piękne!- stwierdziła z zachwytem. 

-Wiesz, Victoria, powiem Ci coś bardzo ważnego...- mężczyzna podszedł do niej lekkim niczym piórko krokiem i objął ją ramieniem, idąc w stronę wejścia na scenę.- Wśród dzisiejszej publiczności nie są tylko rozwrzeszczane nastolatki... - szepnął do jej ucha. -Miej to na uwadze. 

-Victoria, trzymaj...- Nick podszedł do niej, tym samym odrywając dziewczynę od swojego ojca, który od razu obdarzył go wrogim spojrzeniem. Ręka chłopaka wysunęła się do przodu, Vic natychmiast złapała przedmiot trzymany przez niego i ścisnęła go mocno, biorąc głęboki oddech. -Dzisiaj daj z siebie wszystko... Nie pożałujesz. -powiedział poważnie, po czym z uśmiechem cmoknął ją w czoło. -Leć...- jego prawa dłoń delikatnie poklepała biodro dziewczyny, która od razu odskoczyła na bok, tym samym, nieświadomie zbliżając się do wejścia na scenę. 

Poprzez wzięcie głębokiego, długiego oddechu w jej płucach znalazło się dużo powietrza... W głowie zaświeciła się mała lampeczka, dopingująca Victorię. Oczywiście wraz z zaświeceniem się światełka, dziewczyna zrobiła pierwszy, pewny krok na scenę. Później poszło z górki. Gdy zabrzmiały pierwsze dźwięki odpowiedniej piosenki, słowa z ust zielonookiej wypływały z taką wrodzoną lekkością, że wszyscy byli pod wrażeniem...

-Poradzi sobie... - stwierdził Nick, kierując słowa do swojego nieobecnego już ojca. Chłopak tak zapatrzył się na Victorię, że nie zauważył jak Parker ulotnił się gdzieś. 
You can't stop me now I've got my heart in motion
I wanna make it in America
Make it in America

W momencie kiedy brunetka wyśpiewała ostatnie słowa piosenki, w sali zabrzmiały gromkie brawa, a na scenie, obok mile zaskoczonej nastolatki pojawił się pan Parker ze swoim charakterystycznym uśmiechem. 

 -Właśnie wystąpił mój nowy 'nabytek'!- powiedział do mikrofonu ze śmiechem, jedną ręką wskazując na uśmiechniętą brunetkę.- A teraz jeszcze raz chcę usłyszeć głośne brawa dla Victorii!- niemal krzyknął, po czym sam zaczął klaskać. 

Na sali ponownie rozbrzmiał szum i głośny dźwięk obijających o siebie dłoni. Nie zabrakło oczywiście donośnego gwizdania...

-W takim razie podziękujmy gorąco Victorii...- powiedział uciszając oklaski. Dziewczyna ukłoniła się grzecznie, po czym bez słowa zeszła ze sceny. Widząc uśmiechniętego od ucha do ucha Nick'a, podbiegła do niego i rzuciła mu się na szyję. Była ogromnie szczęśliwa. 

-Brawo! - szepnął jej do ucha, ciągle się uśmiechając i wtulając ją w swoje ciało mocniej. -To może... Pójdziemy to jakoś uczcić? - zaproponował. 

-Innym razem... -odszepnęła niemalże od razu i oderwała się od niego. - Muszę szybko wracać do domu... - wyjaśniła oddając mu do ręki mikrofon.- Ale jutro z wielką chęcią to z Tobą uczczę- uśmiechnęła się z iskierkami w oczach, po czym najdelikatniej jak potrafiła, cmoknęła chłopaka w policzek. 
Po krótkiej chwili, dziewczyny nie było w budynku... Była już w drodze do domu...

                                                          *** 

Brunetka na palcach weszła do mieszkania. Chciała zrobić to niezauważalnie, bezszelestnie. I prawie jej się to udało. Problem tkwił w tym, że w mieszkaniu ktoś już na nią czekał...

-Gdzie byłaś?- Marek zadał pytanie szeptem, stojąc oparty o futrynę w drzwiach, prowadzących do salonu. Victoria przestraszyła się, gwałtownie odwróciła się w jego stronę i zrobiła wielkie oczy. -Zadałem Ci pytanie i oczekuję konkretnej odpowiedzi. 

-Spotkałam się z Nick'iem...- odrzekła najszybciej jak tylko potrafiła.

-Błędna odpowiedź...- wyszeptał z chytrym uśmieszkiem.- Nie musisz mnie okłamywać, bo ja o wszystkim wiem-oznajmił pogrążając się w ciemności, panującej w salonie. Panna Nowińska nie czekając długo, poszła za nim. 

-Skąd wiesz?- zdziwiła się.

-Nie pytaj skąd... To nie potrzebne-usiadł na kanapie, ciągle wytrzeszczając wzrok. Ciężko było cokolwiek zobaczyć w ciemności. -Dzisiejszy występ poszedł Ci znakomicie... - odrzekł krótko. -Gratuluję.

-Marek... Jak...- jęknęła z coraz większym zdziwieniem na twarzy. 

-Posłuchaj mnie teraz uważnie... Najlepiej, dla nas wszystkich, będzie jeśli już więcej mnie nie okłamiesz- pouczył ją, po czym wstał i udał się do kuchni.- Dobranoc, Victoria!- powiedział donośniej. 

-Dobranoc...- mruknęła brunetka spuszczając delikatnie głowę i kierując się w stronę sypialni, dzielonej z przyjaciółką. W głowie próbowała opanować swoje myśli…








***




Na samym początku bardzo przepraszam Was za tak długie opóźnienie…
I za błędy też.
Czekam na Wasze opinie w komentarzach.
Co sądzicie o rozdziale?
Piszcie. :)
Kocham Was! <3
________________________________________
Dlatego, że już za niedługo Nowy Rok, chciałabym życzyć Wam wszystkim dużo zdrowia, radości, uśmiechu… By ten nadchodzący rok był jeszcze lepszy od tego, który już przemija. I jeszcze tak na koniec: spełnienia marzeń! <3