sobota, 8 lutego 2014

Rozdział 48 "Marzenia"

Czasem zdarza się, że dni mijają nam tak szybko jakby po prostu za każdym mrugnięciem oka znikała jedna godzina, lub dwie, czy też pięć… Tak też działo się w przypadku Victorii. Kilka następnych tygodni minęło jej wyjątkowo szybko. Każda decyzja podejmowana była szybko, pod wpływem impulsu, czy emocji. Może powinna przemyśleć je bardziej? Wszystko co działo się w jej życiu przez ostatnie tygodnie było spontaniczne. Może niepotrzebnie…?

Dziewczyna odczuwała to tak, jakby po prostu zasnęła na kilka godzin i obudziła się dopiero w Paryżu. Tak, ciągłe występy, czy też zwiedzanie różnych ciekawych miejsc, było już jej codziennością. Sama nawet nie zauważyła momentu, w którym stała się rozpoznawalna. Zdarzało się, że ludzie po występach podchodzili do niej i gratulowali jej udanego koncertu. Chwalili ją. Chcieli zrobić sobie z nią zdjęcie… Czasem ktoś zaczepiał ja na ulicy, prosząc o podpis. Żyć nie umierać. I jak tu tego nie kochać?

Victoria była z siebie dumna. Cieszył ją fakt, iż zaczęły spełniać się jej największe marzenia. Tak, tego właśnie pragnęła. Po to śpiewała. Kochała śpiewać, nawiązywać kontakt z publicznością. To wszystko powoli zaczęło nabierać właściwego kierunku. Ale, czy na długo?

Brunetka nie musiała przejmować się nauką, czy też samą szkołą. Parker załatwił nauczanie indywidualne zarówno dla niej, jak i dla Leny, co tylko ułatwiło przyjaciółkom dążenie do sukcesu.

Kuzynki znów były bardzo blisko. Zżyły się ze sobą, nie odstępowały się nawet na krok. Po prostu nie widziały świata poza sobą. Nareszcie udało im się zapomnieć o kilku niepotrzebnych incydentach z ich życia. Najzwyczajniej w świecie starały się dotrzymać danej sobie kiedyś obietnicy.

Kochały to poczucie dumy i satysfakcji kiedy spełniały swoje marzenia. Gdy krok po kroku dążyły do wyznaczonych sobie celów. Stawiały cel coraz wyżej, idąc ku górze...

Już nieco okrąglejsze ciało zielonookiej okryte było czarną, połyskującą sukienką. Na nogach miała ciemne kozaki na wysokich koturnach. Oczywiście nie mogło zabraknąć kremowego płaszcza, otulającego jej zmarznięte ciało.

Victoria przechadzała się uliczkami Paryża, napawając się widokami, które najprawdopodobniej widziała po raz ostatni. Odkąd zwiedziała kraje, do których chciała pojechać, uśmiech nie schodził z jej twarzy. Jej oczy rozpromieniły się i znów świeciły tym samym blaskiem co kiedyś. Nowińska była okazem zdrowia. Nic nie wskazywało na to, że jeszcze kilka miesięcy wcześniej umierała, leżąc w szpitalu.

Dziewczyna usiadła spokojnie na jednej z ławek i przyglądała się uważnie każdej przechodzącej obok niej osobie. Skanowała wszystko to, co ją otaczało. Budynki, drzewa, ulice, ludzi. Uśmiech na jej twarzy pojawiał się nawet wtedy, kiedy kąciki ust jakiejś staruszki uniosły się delikatnie ku górze, gdy ich spojrzenia się spotkały. Zielonooka po prostu cieszyła się z wszystkiego.

Nagle z zamyśleń wyrwał ją magnetyczny głos jej kuzynki, która aktualnie siadała obok niej i podsuwała pod jej nos kubek ze świeżą, pachnącą kawą. Dziewczyna posłała w jej stronę uśmiech, wzięła do rąk niewielki kubek i pociągnęła z niego porządny łyk aromatycznego napoju, wydając ze swoich ust ciche syknięcie.

-Mmm… tego było mi trzeba…- mruknęła, zatracając się w smaku kawy.

-Panie i panowie…- zaczęła Lena, naśladując charakterystyczny głos Parkera, który bardzo często w ten sposób zapowiadał występ brunetki.- Przed państwem niepowtarzalna, jedyna w swoim rodzaju i utalentowana Victoria Justice!- uniosła głos, nadal naśladując ton, znienawidzonego przez nią mężczyzny, na co zielonooka zaczęła szczerze się śmiać.- Gotowa na dzisiejszy występ?- spytała, poruszając zabawnie brwiami, co tylko wywołało u Victorii głośniejszy napad śmiechu. – No uspokój się już! Pytam poważnie!- uśmiechnęła się, szturchając w bok, brunetkę, próbującą złapać oddech.

-No już, już… - westchnęła.- Jak Ty to robisz, że głupimi brwiami potrafisz doprowadzić mnie do takiego stanu?- jęknęła, popijając czarny, nadal pięknie pachnący napój.- Tak, jestem gotowa. Zawsze jestem.- uraczyła przyjaciółkę słodkim uśmiechem.- A Ty? Miałaś już próbę? Taniec też musicie przećwiczyć…

-Tak, tak…  Rano ćwiczyłam z resztą ekipy na dzisiejszy koncert, tylko, że Parker wpadł w połowie i oznajmił, że daje nam dwie godziny przerwy, bo musi coś z kimś ustalić, więc zmyliśmy się do pokoi hotelowych. – wyjaśniła krótko.

Od pewnego czasu Lena tańczyła na koncertach Victorii z kilkoma osobami, z dawnej grupy, do której należała. Dzięki temu dziewczęta ciągle mogły być blisko siebie. Obie spełniały marzenia, ciesząc się swoją bliskością. Robiły to co kochały. A każdy nowy sukces, napędzał je do dalszej pracy, dzięki czemu było ich coraz więcej.

-Victoria… A tak właściwie to dlaczego nie chciałaś, żeby Parker przedstawiał cię twoim prawdziwym nazwiskiem? Bo jakoś tego nie rozumiem…- zamyśliła się blondynka.

-Po prostu lepiej dla wszystkich będzie jeśli w nazwie scenicznej nie będzie mojego prawdziwego nazwiska. Sama wiesz, że staję się coraz sławniejsza, a nie chcę, żeby powtórzyła się sytuacja z wakacji. Po prostu chcę uniknąć ponownego spotkania z facetem, który mnie porwał, a sądzę, że jeśli usłyszałby o mnie gdzieś w radiu, czy w telewizji to spróbowałby mnie odnaleźć.- wzruszyła ramionami tak, jakby mówienie w tym nie sprawiało jej żadnej trudności. Jakby pogodziła się z tym co się stało. Lecz wcale tak nie było. Dziewczyna nadal chowała w sobie urazę, nadal bała się gwałtownego dotyku drugiej osoby. Czuła się skrępowana nawet wtedy, kiedy Lena przytulała ją trochę dłużej niż zwykle. Wspomnienia z tamtych dni wciąż w niej tkwiły.

-Przecież gdyby chciał porwać cię ponownie to raczej nie spuszczałby cię z oka… Więc ukrywanie swojego nazwiska nic ci nie da…- analizowała pod nosem blondynka. – Poza tym twarzy nie zmienisz, a on dobrze wie jak wyglądasz…- ciągnęła w zamyśleniu.

-Lena, nie pomagasz…- burknęła Vic, marszcząc czoło w geście niezadowolenia.

-Przepraszam…- rzuciła cicho, spuszczając głowę. Ale jak to na Lenę przystało, ciekawość zwyciężyła ze skruchą i już po dosłownie kilku sekundach, blondynka zaczęła dalsze dochodzenie. –To wytłumacz mi chociaż dlaczego akurat ‘Justice’?- spytała, dziwnie gestykulując rękami, co tylko spowodowało u jej przyjaciółki cichy chichot.

-Dlaczego ‘Justice’?- powtórzyła skróconą formę pytania, tak jakby zastanawiała się nad odpowiedzią.- Dlatego, że ‘justice’ oznacza ‘sprawiedliwość’. A jak sama wiesz, wiele razy nie zostałam potraktowana sprawiedliwie… - uśmiechnęła się delikatnie, spuszczając wzrok na ziemię. Panna Prógowicz nie odpowiedziała już nic. Poszła w ślady swojej przyjaciółki. Zamilkła i wlepiała swój wzrok w brązowe botki, okrywające jej stopy.

-Tu jesteście! No ile można was szukać?!- w myśli dziewcząt wtargnął charakterystyczny głos ich koleżanki, Ashley, która również była tancerką w grupie Leny.- Wszyscy was szukają, a wy zapadłyście się pod ziemię…- westchnęła, krzyżując ręce na wysokości swoich piersi.

-Po co nas szukają? – zdziwiła się Lena.

-Ten gbur kazał was znaleźć, bo przecież za godzinę zaczyna się koncert!- rzuciła z taką łatwością, jakby było to oczywiste, po czym pomachała ręką przed oczami zdezorientowanych dziewczyn. –Ejj!

-Aż tak długo chodziłyśmy po mieście?- brunetka zmarszczyła czoło ze zdziwienia, po czym sprawdziła godzinę na wyświetlaczu swojej komórki, która wskazywała godzinę osiemnastą.- Cholera… Rzeczywiście… - mruknęła pod nosem, natychmiast zrywając się z miejsca.

Dziewczyny były na miejscu w dziesięć minut. Po drodze co chwilę obijały się o innych ludzi, przebiegały przez środek ulicy, próbując ominąć nadjeżdżające samochody, biegły przed siebie, roześmiane, przyciągając tylko na siebie niepotrzebną uwagę.

Kiedy w końcu znalazły się za kulisami, okazało się, że wszyscy czekali już na nie z niecierpliwością. Wszystko działo się bardzo szybko. Victoria dostała do ręki swoją sukienkę, została zaprowadzona do garderoby, gdzie niemal od razu się przebrała. Za resztę zabrały się makijażystki i fryzjerki. Po upływie kilkunastu minut dziewczyna była gotowa. Zamieniła kilka krótkich słów ze swoją ekipą, jak zawsze- motywując ich i dziękując im za to, że po prostu przy niej byli.

Gdy nadszedł już właściwy czas, brunetka usłyszała donośny głos Parkera, który jak zwykle zapowiadał ją w kilku zwięzłych zdaniach. Po chwili na sali rozbrzmiał huk oklasków. Ten dźwięk naładował dziewczynę pozytywną energią. Z uśmiechem na twarzy wyszła na scenę i spokojnie zasiadła przy wielkim fortepianie. Grzecznie przywitała się z publicznością, dziękując im za przybycie.

Nie czuła już stresu, tak jak za pierwszym razem. Każdy następny występ napełniał brunetkę masą pozytywnych doznań i wspomnień, które tylko motywowały ją i zachęcały do następnych koncertów.
Po chwili ułożyła palce na odpowiednich klawiszach i zaczęła grać swoją ulubioną melodię…

I don't wanna make a scene
I don't wanna let you down
Try to do my own thing
And I'm starting to figure it out
That it's alright
Keep it together wherever we go
And it's alright, oh well, whatever
Everybody needs to know

You might be crazy
Have I told you lately that I love you?
You're the only reason that I'm not afraid to fly
And it's crazy that someone could change me
Now no matter what it is I have to do, I'm not afraid to try
And you need to know that you're the reason why…

Oklaski, które rozbrzmiały na całej sali tylko zachęciły Victorię do śpiewania następnych piosenek, przy których już tańczyła ekipa blondynki.

Szczęście.

To jedyne co towarzyszyło im podczas występu. Tylko to czuły. Obie były podekscytowane i bardzo szczęśliwe. Cały czas uśmiech gościł na ich twarzach. Radość biła od nich tak bardzo, że było to wyczuwalne na publiczności.

A dlaczego tak było?
Bo robiły to, co kochały…
Bo były przy sobie…
Były pewne, że już nikt nie może tego zepsuć…
Ale przecież w życiu nic nie jest pewne, prawda?

                                                            ***

Wszyscy byli już w swoich pokojach, w hotelu. Dziewczyny, jak przystało na przyjaciółki, miały pokój razem, co jeszcze bardziej je ze sobą zbliżało. 
Victoria brała prysznic, a Lena pakowała się. Chciała być przygotowana, bo przecież następnego dnia, z samego rana, cała ekipa ruszała w dalszą podróż po świecie. A najlepsze było to, że każdy następny kraj był niepewny. To gdzie pojadą było niespodzianką do ostatniej chwili. Nawet Victoria zazwyczaj dowiadywała się o tym dzień przed wyjazdem. Niespodzianek nigdy za wiele…

Nagle z laptopa Leny zaczęły wydostawać się charakterystyczne dźwięki, oznaczające nadchodzącą rozmowę. Blondynka uśmiechnęła się pod nosem, ponieważ dobrze wiedziała kto próbuje się z nią skontaktować. Usiadła na swoim łóżku, z laptopem na kolanach. Gdy kliknęła myszką we właściwym miejscu, na ekranie pojawił się uśmiechnięty od ucha do ucha mulat.

Oboje przez długą chwilę milczeli. Tylko wpatrywali się w siebie z uwagą. Ich oczy świeciły swoim własnym blaskiem. Było tak za każdym razem gdy się widzieli, bo przecież mogli tylko tak…

-Cześć, skarbie…- tę piękną ciszę przerwał, łamiący się głos Malika.

-Hej…- szepnęła z uśmiechem blondynka, po czym posłała do swojego ukochanego uśmiech, który zostawiała specjalnie dla niego.

-Kocham kiedy to robisz.- powiedział, przyglądając się dziewczynie.- Kocham ten uśmiech…

-A ja kocham ciebie.- zachichotała, po czym usłyszała cichy trzask drzwi, co oznaczało, że ktoś je otwierał. Już po upływie kilku sekund w pokoju stała szczupła brunetka, której mokre włosy opadały kaskadami na wąskie ramiona, okryte materiałem luźnej, czarnej bluzki.

-Z kim rozmawiasz?  - spytała z ciekawością, skanując wzrokiem swoją blond przyjaciółkę.

- Z Zaynem…

-Ah, no tak, po co pytałam? Przecież to oczywiste…- zaśmiała się. – Pozdrów go…- szepnęła, zakładając na siebie krótkie spodenki.- Ja idę do Parkera, może wyciągnę z niego gdzie jutro jedziemy.- mruknęła tak, jakby mówiła sama do siebie, po czym zniknęła za drzwiami.

-Kto to był? – tym razem pytanie zadał Zayn.

-Victoria. Emm.. i kazała cię pozdrowić.- oznajmiła zmieszana.

-Dzięki. Co u niej? Jak się czuje?

-Dobrze. Śpiewa jeszcze lepiej niż pół roku temu.- przyznała, znów uroczo się uśmiechając.- Moja mała, zdolna kuzyneczka…

-Chciałbym ją usłyszeć. Dawno z nią nie rozmawiałem. Właściwie… To dlaczego zawsze kiedy rozmawiamy, ona gdzieś znika?

-Twierdzi, że nie chce nam przeszkadzać.- wyjaśniła.- Zazwyczaj idzie do pokoju obok, do Ashley. Ale teraz poszła do Parkera. –dodała, odkręcając dużą butelkę z wodą i pociągnęła z niej dość duży łyk.- Zayn…- zaczęła.

-Tak, skarbie?

-Chłopaki nadal nie dowiedzieli się, że utrzymujesz ze mną kontakt?

-Sama wiesz jacy oni są. Gdyby się dowiedzieli to jestem pewien, że nie utrzymaliby tej informacji tylko dla siebie.- zaśmiał się cicho.

-Rozumiem… - rzuciła na podsumowanie. – Mam nieodparte wrażenie, że za niedługo się spotkamy… Nie wiem dlaczego. Też tak masz?- spytała dopiero po chwili.

- Mam taką nadzieję. Tak bardzo chciałbym Cię przytulić, pocałować…

-Chciałabym mieć cię przy sobie. Na zawsze.- szepnęła ze łzami w oczach.- Kocham cię...

-Ja ciebie też, nawet nie wiesz jak mi cie brakuje. – chłopak spuścił głowę. 

Miał już dość tego, że musiał ukrywać swój związek. Musiał okłamywać swoich przyjaciół, którzy przecież byli mu najbliżsi. Czuł się z tym okropnie. Żył w kłamstwach i ciągłych tajemnicach, a nawet to nie wystarczyło, żeby być bliżej swojej ukochanej. Mulat uniósł głowę, by spojrzeć na blondynkę, która już zaczynała płakać. Kiedy to zobaczył, z jego oka wypłynęła pojedyncza, słona łza. 

– Dlaczego to jest takie trudne?- spytał. Oczekiwał rzeczowej odpowiedzi, mimo tego, że wiedział, iż ciemnooka też jej nie zna.

-Sama chciałabym wiedzieć…- wyszeptała, ocierając mokre policzki. –Z… Zayn...- zaczęła, ale najwidoczniej nie było dane jej skończyć. Przerwało jej głośne trzaśnięcie drzwiami. Blondynka odwróciła się gwałtownie w ich stronę i skierowała swój przenikliwy wzrok w kierunku Victorii. Lena nie potrafiła odczytać jakie uczucia nią targały. Było ich zbyt wiele, żeby określić chociaż jedno z nich. Panna Prógowicz zrobiła pytającą minę, a Vic podeszła bliżej i usiadła na brzegu łóżka ciemnookiej.

-No mów…- nalegała Lena.

-Następny przystanek to…

-To?!- ponagliła ją blondynka.

-Londyn… 






***











Cześć! 
Jejku, wybaczcie, wiem, że ten rozdział mi nie wyszedł. Jest zbyt krótki itd. Wiem. ;/
Przepraszam, przepraszam, przepraszam. 
Nowa bohaterka nie odegra dużej roli, ale jednak będzie ważna. :) 
Hm... Już tak blisko chłopaków... 
Czekam na komentarze. :) 
Będzie 25? <3 
Kocham Was. 
Do następnego. 

piątek, 31 stycznia 2014

Rozdział 47 "Wybaczysz mi?"

-Z…Zayn? -  powtórzyła dziewczyna, słysząc w słuchawce jedynie oddech drugiej osoby.

-Jak dobrze słyszeć twój głos, Skarbie.- szepnął tak roztrzęsionym głosem, że blondynka z łatwością domyśliła się, iż w jego oczach zaczęły zbierać się łzy. Co tylko przyspieszyło ten sam proces u niej… Już po chwili po prawym policzku spłynęła pierwsza z nich, wyznaczając trasę dla reszty.

-Jezu, Zayn…- zaszlochała. Uśmiechnęła się sama do siebie, po czym dała upust swoim łzom.

-Lena, czy ty płaczesz? – spytał, na co Prógowicz uraczyła go tylko krótką odpowiedzią w formie cichego mruknięcia.- Proszę Cię, nie płacz. Nie po to próbowałem się z tobą skontaktować, żebyś teraz płakała…- westchnął prawie niesłyszalnie, lecz rozniosło się to echem w słuchawce.

-Dlaczego dzwonisz dopiero teraz? Po takim czasie?- bąknęła tak cicho, jakby mówiła to sama do siebie.

-Wcześniej niestety nie mogłem, za co teraz bardzo cię przepraszam. Nie chciałem, żeby to wszystko tak wyszło- westchnienie ponownie wydostało się z jego ust.- Straciłem kontrole nad swoim życiem, rozumiesz? Wiesz jak to jest nie móc decydować nawet o najprostszych, najnormalniejszych czynnościach? Nie mogę nic zrobić sam, jestem kontrolowany na każdym kroku. Nie jestem już sobą... Jestem kimś innym, nie mam już swojego życia, tylko jestem stylizowany na pokaz. Pod publikę… -szepnął tak, jakby mówienie o tym sprawiało mu trudność. -Przepraszam za wszystko... Nie powinienem Cię zostawiać... 

-Masz rację, nie powinieneś, ale jednak to zrobiłeś... -syknęła przez płacz. 

-Skarbie, proszę nie gniewaj się na mnie... To nie zależało ode mnie. 

-Mogłeś chociaż zadzwonić do mnie i wszystko mi wyjaśnić. Wiesz jak ja się czułam kiedy zobaczyłam ten wywiad, w którym się mnie wypierasz?! 

-Lena, skarbie... 

-Nie skarbuj mi tutaj!- przerwała mu szybko.- Pamiętasz co mi obiecywałeś? Że zawsze będę mogła na ciebie liczyć… Że mi pomożesz… A co się okazało?! Że nie mogłam na ciebie liczyć kiedy najbardziej cię potrzebowałam!

-Lena, spokojnie… Nie zostałaś bez opieki, wiem to. Kiedyś ci to wytłumaczę, bo…

-Wytłumacz mi to teraz!- przerwała mu, siarczyście domagając się prawdy.

-Nie mogę.

-Dlaczego?

-Bo to wszystko jest zbyt skomplikowane… Ale możesz wiedzieć, że dopóki on jest blisko, to jesteś bezpieczna.- oznajmił, najspokojniej jak tylko potrafił, w nadziei, że emocje blondynki trochę opadną. I miał rację. Dziewczyna unormowała swój oddech i po chwili, jąkając się, tak jakby biła się z własnymi myślami, niepewnie zaczęła.

-C… co masz na myśli? O kim ty tak właściwie mówisz?

-Za niedługo się dowiesz. Na razie lepiej będzie, jeśli to pozostanie tajemnicą.- oznajmił, po czym szybko zaczął następną część swojej wypowiedzi, po to, by nie dać Lenie drążyć tematu.- Jesteś zła?

-Tak, oczywiście, że jestem zła. Jak mogłabym nie być?- syknęła z trudem, nadal zastanawiając się nad ‘tajemnicą’, o której wspomniał Zayn.

-Wybaczysz mi?

-Zayn, nie zadawaj głupich pytań. Jasne, że Ci wybaczę. To, że przed chwilą na ciebie nawrzeszczałam, nie znaczy, że nie chce cię znać. Musiałam sobie trochę pokrzyczeć, żeby po prostu wyrzucić to z siebie… Wiesz jak ja za Tobą tęsknię? – z trudem przełknęła ślinę.- Próbowałam o Tobie zapomnieć, wymazać z pamięci to co nas łączyło… Ale nie potrafię… Ja… Zayn, ja nadal cie kocham.- wyszeptała.

-Ja ciebie też, skarbie.- przyznał, po czym oboje zamilkli, z małymi uśmiechami na twarzach, przypominając sobie te cudowne chwile, które spędzili razem. Oboje tak bardzo chcieli, żeby tamten czas wrócił…

Nagle z zamyśleń wyrwał ich znajomy głos. Należący do Louis’a. Chłopak zaczął wołać imię ukochanego Leny, z pewnością szukał go, błądząc po mieszkaniu. W końcu dotarł do pomieszczenia, w którym znajdował się mulat. „Zayn, tu jesteś! A ja Cię szukam wszędzie jak idiota!” w słuchawce blondynki rozbrzmiał wesoły głos niebieskookiego. Dziewczyna uśmiechnęła się sama do siebie, słysząc Tomlinson’a. Lecz dopiero po chwili dotarło do niej, że głos Zayn’a również próbuje dostać się do jej uszu.

-Lena, muszę kończyć… Trzymaj się.-uciął Malik.

-Ale Zayn, czekaj! Za…- nie dokończyła, ponieważ w tej samej sekundzie usłyszała dźwięk zakończonego połączenia.

Dziewczyna od razu oderwała komórkę od ucha i spojrzała na jej wyświetlacz, po to, by upewnić się, czy połączenie na pewno zostało zakończone. Westchnęła ciężko pod nosem, kiedy okazało się, że Malik naprawdę się rozłączył. Po chwili telefon znajdował się już w kieszeni jej opiętych jeansów, a ona udała się do sypialni, dzielonej z przyjaciółką, która aktualnie stała przy oknie i bacznie przez nie wyglądała.

- Z kim rozmawiałaś?- brunetka spytała tak nagle, że Lena zatrzymała się w połowie kroku i zwróciła swój zdziwiony wzrok na zamyśloną Victorię.- Z Markiem raczej nie rozmawiałabyś o tym, że obiecywał ci pomoc... Lub, że nie mogłaś na niego liczyć… - mruknęła pod nosem, nadal kurczowo trzymając wzrok w jednym miejscu.

-Podsłuchiwałaś?- oburzyła się blondynka.

-Krzyczałaś. Nie musiałam podsłuchiwać.- odrzekła z dziwnie podejrzanym spokojem, na co Lena tylko fuknęła coś niezrozumiale pod nosem i podeszła do brunetki, przyglądając się jej bezuczuciowej twarzy. Dokładnie skanowała każdy milimetr bladej skóry, okrywającej kości policzkowe. –Dlaczego tak mi się przyglądasz?- oderwała wzrok od nieokreślonego miejsca za oknem, po czym skierowała spojrzenie na swoją blond przyjaciółkę.- Coś nie tak?

-Nie, nic… - odrzekła panna Prógowicz, na co Victoria wróciła do obserwowania obiektu za oknem.- Rozmawiałam z Zayn’em…- oznajmiła, uważnie obserwując reakcję brunetki, która niespodziewanie uśmiechnęła się pod nosem. – Nie dziwi cie to?- zmarszczyła brwi.

-Dlaczego miałoby mnie to dziwić?

-No… Zadzwonił do mnie Zayn… Zayn Malik… Ten sam, który…

-Lena! Ja wiem kim on jest i co was łączyło!- fuknęła, ponownie przenosząc wzrok na ciemnooką.- Po prostu nie dziwi mnie to, że starał się z tobą skonstatować…

-Nadal nie rozumiem…- stwierdziła Lena. W tej samej chwili, w całym mieszkaniu, rozbrzmiał dźwięk dzwonka do drzwi. Obie dziewczyny spojrzały na siebie zdziwione, po czym starsza przerwała ciszę.- Spodziewasz się kogoś?

-Chyba sobie żartujesz…- prychnęła pod nosem.- Lepiej idź już otworzyć.- poprosiła, kiedy piekielnie denerwujący dźwięk nie ustawał.

Tak jak sobie zażyczyła, Lena podążyła ku drzwiom wejściowym. Niepewnie przekręciła zamek i szarpnęła za klamkę, tym samym otwierając ciężkie, drewniane drzwi. Za nimi stał nie kto inny jak Parker. Nie, nie Nick, tylko jego ojciec. Jak zwykle- ubrany w idealnie dobrany, ciemny garnitur, włosy ułożone tak dbale, jakby chwilę wcześniej wyszedł od fryzjera. Dokładnie zlustrował całe ciało blondynki, a następnie wdział na twarz wyuczony, sztuczny uśmiech, który był jego specjalnością.

-Ty zapewne jesteś Lena, dobrze pamiętam?- spytał z gracją.

-Przepraszam, znamy się? – zdziwienie nie schodziło z jej twarzy.

-My? Nie.- odrzekł krótko, widząc niemiłą reakcję blondynki. – Przyszedłem do Victorii. Jestem jej…

-Szefem?- prychnęła sama do siebie. – To pan jest ojcem tego idioty?- spytała ironicznie, próbując zatrzasnąć drzwi przed jego nosem, lecz niestety refleks Parkera okazał się być niezawodnym. Mężczyzna przytrzymał drzwi ręką, tym samym powstrzymując dziewczynę przed zatrzaśnięciem ich.

-Proszę, wpuść mnie. Muszę z nią porozmawiać. To ważne.

-Nie ma mow…- zaprotestowała blondynka, lecz kiedy poczuła na swoim ramieniu drobną dłoń młodszej kuzynki, ucichła.

-Wpuść go…- poprosiła niepewnie brunetka, patrząc jak na twarz Parkera, wraca ten wkurzający uśmiech.

-Dobrze, ale tylko chwilę, jasne? – skierowała te słowa bardziej w stronę mężczyzny, niż zestresowanej brunetki.

Victoria bez dłuższego namysłu skierowała się do przestronnego salonu, gdzie usiadła na wielkiej kanapie, patrząc w podłogę. Sama nie widziała w tym celu, ale uspokoiło ją to. Do jej głowy napłynęło milion myśli, a  każda z nich była inna. Zamęt w jej umyśle powstał dosłownie w przeciągu sekundy. Po wzięciu kilku głębokich wdechów, dziewczyna postanowiła spokojnie przedyskutować wszystko z mężczyzną, który właśnie siadał na jednym z foteli, ustawionych naprzeciwko kanapy. Kątem oka, zauważyła, że Lena stoi w drzwiach do salonu i wcale nie ma zamiaru stamtąd iść.
Po dłuższej chwili ciszy, mężczyzna postanowił przejąć inicjatywę i sam zaczął rozmowę.

-Przyszedłem tutaj, żeby przeprosić cię za Nicka…

-No, wypadałoby.- oczywiście Lena nie powstrzymała się od kąśliwej uwagi, na co Vic zgromiła ją wzrokiem.

-Wiem, że mój syn jest… Trochę kłopotliwy i często ciężko do niego dotrzeć. Wiem też, że zrobił coś, czego ty sobie nie życzyłaś, Victorio. On bardzo tego żałuje…

-Liczy pan na to, że ona mu wybaczy?!- syknęła kpiąco blondynka, nadal stojąca w drzwiach.

-Nie, nie to miałem na myśli i gdybyś była tak życzliwa i nie przerywała mi, może zrozumiałabyś do czego zmierzam. – odgryzł się Parker, próbując uspokoić swoje nerwy. Dziewczyna powoli wyprowadzała go z równowagi. A to właśnie było jej celem…- Kontynuując…- szepnął sam do siebie, szukając w głowie odpowiednich słów, które na obecną chwile gdzieś mu umknęły. Po chwili doznał olśnienia i uśmiechnął się sam do siebie.  – Przyszedłem tutaj, zapytać o twój piątkowy wys…

-Proszę pana…- przerwała mu Victoria, głową wskazując na Lenę. Mężczyzna zrozumiał o co chodzi i zamilkł.

-Victoria, nie krępujcie się… Nick o wszystkim mi powiedział… - wyjaśniła pewna siebie. Była niezmiernie zła na Victorię za to, że nie dowiedziała się tego od niej, lecz wiedziała, że to było już nieistotne. Co się stało to się nie odstanie, więc po co to rozpamiętywać?

-Victorio, mam nadzieję, że nie zrezygnujesz z występów, dlatego, że mój syn to idiota… - w końcu odezwał się Parker. Jego słowa nieco rozbawiły Victorię, która uśmiechnęła się prawie niewidocznie.

-Nie mam zamiaru rezygnować z czegoś co chciałam robić całe życie, przez to jak zachował się Nick. Występować będę dalej, może być pan tego pewien.

-Ale pod jednym warunkiem…- w rozmowę ponownie wcięła się Lena. Oderwała się od drzwi i powoli podeszła do Victorii, siadając na oparciu od kanapy. – Nick ma się trzymać z daleka od niej. – wskazała na zdekoncentrowana dziewczynę. – Kiedy ona będzie występować jego nie ma być nawet w pobliżu tego miejsca, jasne? – spojrzała wymownie na Parkera.

-Oczywiście. Zabronię mu zbliżać się do Victorii. Macie to jak w banku.- przystał na warunek Leny.

-Mam nadzieję, że jest pan słownym człowiekiem… - mruknęła.

-Jestem, jestem. – zapewnił.- Więc Victorio, miałem to z tobą omówić ostatnio, ale dlatego, iż to wszystko potoczyło się niezgodnie z planem, to poinformuję cie o tym teraz- uprzedził szybko.- Jeżeli przez następne tygodnie występy pójdą ci tak dobrze jak dotychczas, będę miał dla ciebie znakomitą nagrodę… Lubisz podróżować?- spytał uśmiechając się. Victoria była zaskoczona, widząc na jego twarzy szczery uśmiech. Jej oczy, aż powiększyły swoje rozmiary kilkukrotnie. Dziewczyna zamyśliła się do tego stopnia, że zapomniała o tym, że mężczyzna zadał jej ważne pytanie. Otrząsnęła się dopiero po chwili, gdy Lena szturchnęła ją w bok.

-Auć…- jęknęła pocierając bolące miejsce.- Tak, lubię podróżować…

-A jakie miejsca chciałabyś zwiedzić?

-Hmm… Kiedyś bardzo chciałam pojechać do Paryża, Nowego Jorku, Chicago, czy Londynu… Gdy byłam mała miałam taką mapę świata, na której zaznaczałam ciekawe miejsca… - rozmarzyła się. Do jej głowy przybył pewien bardzo istotny moment z jej życia, którego dotychczas nie potrafiła zrozumieć.

-A co powiesz na Paryż, myszko? Tam jest pięknie…- oznajmiła Sylwia, trzymając sześcioletnią Victorię  za malutką rączkę. –Byłam tam kiedyś, naprawdę warto tam pojechać…- szepnęła, przypinając kolorową pinezkę do wielkiej mapy, wiszącej na jednej ze ścian pokoju.

-Ciociu… A gdzie są moi rodzice? – spytała mała dziewczynka, spoglądając w oczy kobiety, która właśnie kucała przy niej, by być na tym samym poziomie, co sześciolatka.

-Mamusia i tatuś musieli wyjechać… Do pracy. –objaśniła z bólem.

-Dlaczego tak często mnie zostawiają? Przecież powinni być ze mną… - posmutniała.

-To dla twojego dobra, myszko. Kiedyś to zrozumiesz.

-Ale co zrozumiem?

-To, że oni po prostu starają się cię chronić… - szepnęła ciotka.

-Ale przed czym, ciociu?- malutka brunetka zmarszczyła czoło.

-Nie przed czym, tylko przed kim, słonko…- mruknęła.- Ale pamiętaj, że oni bardzo mocno cię kochają.- odrzekła z lekkim uśmiechem, zakładając malutki kosmyk ciemnych włosów dziewczynki za ucho, po czym przyciągnęła ją do siebie i mocno wtuliła w swoje ciepłe ciało.- Pamiętaj…

-Więc teraz z przyjemnością informuję cię, że będziesz mogła wystąpić w kilku moich klubach… A mam ich sporo.- powiedział dumnie prężąc pierś, tym samym wyrwał brunetkę z zamyśleń. Dziewczyna potrząsnęła lekko głową.- W takim razie, dziękuję za tę jakże owocną rozmowę. Widzimy się w piątek, Victorio.- z uśmiechem udał się w stronę wyjścia.

Ku jego zdziwieniu w drzwiach do mieszkania minął się z Markiem, który nie był zadowolony z tego, że go widzi. Zawadzki obdarzył Parkera spojrzeniem mrożącym krew w żyłach. Powietrze wokół nich stężało, a czas zdawał się zatrzymać. Oboje uważnie obserwowali się. Napiętą sytuację przerwała Lena, stając między nimi.

-Cześć Marek, pan Parker właśnie wychodził…- posłała do mężczyzny uśmiech tak sztuczny, że z pewnością można stwierdzić, iż nie różnił się wiele od tego jakim on często operował. Parker fuknął coś pod nosem po czym dumnie opuścił mieszkanie Zawadzkiego.

-Lena, możesz mi powiedzieć co on tu robił?!- spytał, tłumiąc wrzask, który aż pchał się na jego usta, po czym trzasnął drzwiami.

-Przyszedł do Victorii, żeby wyjaśnić z nią kilka spraw. Uspokój się!

-Nie uspokoję się! – oburzył się.- Victoria, chodź tutaj!- wrzasnął, a po chwili zza rogu wyłoniła się zdziwiona dziewczyna. –Mam do was obu wielką prośbę…- zaczął, normując swój oddech.- Kiedy mnie nie ma w domu, macie nie wpuszczać tu nikogo, dobrze? – westchnął bezsilnie drapiąc się po karku. Wyglądał tak, jakby mało brakowało, żeby został przyłapany na jakimś występku. Dziewczyny po raz pierwszy widziały go w takim stanie. Zachowywał się co najmniej dziwnie.

-Dobrze…- odpowiedziały zgodnie, w tym samym czasie. Obie były oszołomione nagłą zmianą zachowania Marka.

Nagle mężczyzna po prostu bez słowa wyminął je i udał się swojej sypialni, skąd już po chwili było słychać pojedyncze, niezrozumiałe słowa. Victoria czuła, że nie powinna tego robić, ale ciekawość przekrzyczała jej sumienie. Szybko, na palcach zbliżyła się do drzwi prowadzących do właściwego pomieszczenia i w skupieniu zaczęła nasłuchiwać rozmowy odbywanej przez Marka. Najdziwniejsze było to, że mężczyzna nie mówił po polsku…

                                                              ***

Chłopak stał przed budynkiem, wyczekując właściwej osoby. Zastanawiał się ile jeszcze to wszystko może potrwać. Chodził w każdą stronę świata, szwędał się dosłownie wszędzie. Mimo tego, że minęło tylko dwadzieścia minut, on odczuwał to jako wieczność. Poczuł ulgę dopiero kiedy pod blokiem zobaczył swojego ojca. Podszedł do niego tak nagle, że Parker sam był zaskoczony jego widokiem.

-Co z…- zaczął, ale najwidoczniej nie było dane mu wypowiedzieć to zdanie do końca.

-Spieprzyłeś sprawę, więc zejdź mi z oczu.- syknął przez zęby Parker, wymijając syna i kierując się w stronę samochodu.

Chłopak nie tracąc wiele czasu wyciągnął z kieszeni swoją komórkę i wystukał na niej kilka odpowiednich słów. Schował ją z powrotem i czekał na jakąkolwiek odpowiedź…
                                                            ***
Blondynka podeszła do stolika nocnego, na którym leżał zacięcie wibrujący telefon. Oczywiście należący do Victorii. Dziewczyna nakreśliła na ekranie właściwy kod zabezpieczający po czym przeczytała wiadomość od Nicka.

‘Maleńka, chciałbym z Tobą porozmawiać. Mogłabyś zejść na chwilę na dół…?’

Bez wahania pozbyła się tej wiadomości. Odrzuciła telefon na miejsce, po czym wybiegła z mieszkania niczym poparzona. Biegła po schodach nie zważając na to, że zaraz może z nich spaść. Kiedy już znalazła się przed blokiem, rozglądnęła się dokładnie. Już po kilku sekundach odszukała go wzrokiem. Ani on, ani ona nie byli zadowoleni ze swojego widoku.

-Ty jeszcze masz czelność tu przychodzić?! I prosić ją o chwilę rozmowy?! – wrzasnęła podchodząc do niego. Widząc jego siny nos zaśmiała się sama do siebie. – Jesteś żałosny…

-I kto to mówi?!- rzucił na swoja obronę.

-Jeszcze ci mało?! Mam ci poprawić z drugiej strony nosa?!- krzyknęła, po czym uniosła pięść do góry i zbliżyła się do niego, na bardzo niebezpieczną odległość.

-Wow, wow, wow, wyluzuj, mała. – uniósł dłonie w górę, w geście poddania się i powoli zaczął się cofać do tyłu.

-Jeszcze raz powiesz do mnie mała, a nie tylko nos będziesz miał spuchnięty!- syknęła.

-Uu… widzę, że ktoś tu jest chętny…

-Żeby ci przywalić? Zawsze!- ucięła jego wypowiedź, bo nawet nie miała ochoty wysłuchać jej do końca.

Nagle Nick usłyszał jakiś cichy trzask. Tak, jakby ktoś usiłował otworzyć okno. Rozglądnął się dookoła, jakiś cichy głos w jego głowie nakłonił go, by podniósł wzrok i tak właśnie zrobił. Zauważył, że w jednym z okien stoi Victoria i przysłuchuje się całej rozmowie. Stwierdził, że to może być jego ostatnia szansa… Nie mógł się poddać, nie teraz.

-Victoria! Maleńka, proszę, porozmawiaj ze mną! Chce Ci to wszystko wyjaśnić!- krzyczał z głową uniesiona do góry. Lena przyglądała się mu ze zdziwieniem i odrazą. Gdy podniosła wzrok ku górze, zorientowała się o co mu chodzi.

-Nie  rób tego! Nawet nie próbuj tu zejść, słyszysz? – ostrzegła ją blondynka.

-Proszę tylko o kilka minut rozmowy! Czy to tak wiele? – syknął Nick przez zaciśnięte zęby, kierując wzrok na ciemnooką.  

-Tak, o kilka minut za dużo! Ona nie chce z Tobą rozmawiać.- ucięła.- Nie potrafisz zrozumieć tego, że to już koniec?

-Nie bądź tego taka pewna!- warknął, znów patrząc na okno, lecz tym razem nie było już w nim Victorii. Okno było puste, a firanka dokładnie zaciągnięta, tak jakby nikogo wcześniej tam nie było. Chłopak prychnął cicho pod nosem i zgromił spojrzeniem blondynkę, która bacznie mu się przyglądała.

-Nie rozumiem dlaczego jeszcze tu stoisz… Ona do ciebie nie przy…- Lena zaczęła swoją wypowiedź, lecz po chwili usłyszała niepewny głos swojej przyjaciółki.

-O czym chciałeś porozmawiać?- szepnęła cieniutkim głosem i głośno przełknęła ślinę. Dwie pary oczu zwróciły się ku jej drobnej postaci. Dziewczyna nerwowo potarła ramię swoją niewielką dłonią i wymusiła kruchy jak szkło uśmiech, który już po chwili rozsypał się, pozostawiając usta w linii prostej.

-Wolałbym porozmawiać w tobą w cztery oczy… - odrzekł, wymownie patrząc na blondynkę. Victoria skinęła głową, na znak tego, że Lena powinna zostawić ich samych. Prógowicz zrozumiała jej niemą prośbę i oddaliła się od nich, znikając za wielkimi drzwiami budynku. –Victoria, ja…

-Do rzeczy. Nie mam czasu, żeby tu stać i marznąć tylko po to, żebyś mówił cały czas o tym jak to bardzo żałujesz.- wcięła się w wypowiedź chłopaka i automatycznie zgasiła jego zapał do tłumaczeń. – Po co tu przyszedłeś?

-Chciałem tylko wytłuma…

-Nie! –dziewczyna przymknęła oczy i uniosła rękę delikatnie na wysokość swojej klatki piersiowej, kierując jej wewnętrzną stronę ku chłopakowi, przez co młody Parker zamilkł.-Nie chcę tego słuchać! Jeśli nadal masz zamiar o tym mówić to lepiej już stąd idź. – wskazała ręką na ulicę.

-Ale Victoria! Proszę, wysłuchaj mnie…- błagał. Dziewczyna machnęła na niego dłonią, odwróciła się i zaczęła zmierzać ku wejściu do bloku. Po chwili usłyszała niepewny głos bruneta.- Wybaczysz mi?- szepnął, a ona zatrzymała się, spoglądając na niego kątem oka. Nie chciała odwracać się do niego twarzą. Po prostu nie mogła już na niego patrzeć. Brzydziła się go. –Czy jeszcze kiedykolwiek mi wybaczysz? Będzie tak jak na początku? – powtórzył, tym razem pewniej.

-Nie wiem, Nick.

-Czemu?

- Mogę wybaczyć, ale już nigdy tego nie zapomnę… - szepnęła, a jej oczy automatycznie zaszkliły się. Kiedy zauważyła, że chłopak zaczyna po niej podchodzić, najzwyczajniej w świecie wbiegła do budynku, z trzaskiem zamykając za sobą drzwi… 





***


No to tak... 
Zacznę od tego, że przepraszam, że tak długo czekałyście na rozdział, ale niestety nie miałam kiedy go napisać. I od razu mówię, że wiem, że ten rozdział nie jest idealny, ale jestem chora i trochę trudno mi się pisało.;/
Dziękuję za wszystkie komentarze, wyświetlenia i za to, że jesteście. <3 
Czekam na komentarze. Kocham je czytać. 
No nic, nie chcę Was tu dłużej trzymać, więc po prostu zapraszam na następny! :)