poniedziałek, 17 lutego 2014

Rozdział 49 "Duch"

Latanie samolotem od zawsze dla Victorii było odprężające. Dziewczyna uwielbiała przyglądać się wszystkiemu z góry. Każdy budynek, który wydawał się taki ogromny, gdy stała na ziemi, stawał coraz mniejszy, aż w końcu znikał, za osłoną pięknych chmur. Kochała poczucie tego, że nie stąpa po ziemi, tylko szybuje po niebie. Miała wrażenie, że w ten sposób jakoś uwalniała się od problemów. Dosłownie, bujała w obłokach, nie przejmując się rzeczywistością. Nie myślała o tym co czeka ją kiedy zejdzie z pokładu samolotu. Liczyło się to, że miała chwilę dla siebie, w której nikt nie zawracał jej głowy.

Gdy te błogie chwile- prościej mówiąc- lot dobiegł końca, dziewczyna tylko westchnęła głośno i ubrała na siebie swój niezawodny płaszcz, po czym skierowała się do wyjścia. Londyn nie powitał jej zbyt miło. Kiedy tylko przeszła przez drzwi, poczuła na swojej skórze chłód, który spowodował nieprzyjemny dreszcz. Victoria wzdrygnęła się. Tak bardzo nie lubiła zimy...

                                                        ***

Brunetka stała przed jedną z wielkich szaf, znajdujących się w apartamencie, który dzieliła ze swoją przyjaciółką. Obie były pewne, że wszystkie ciuchy, które przywiozły ze sobą nie zmieszczą się w tych trzech szafach. Po chwili Lena zdecydowała, że po prostu wypakują tyle ile dadzą radę. Nowińska przystała na jej propozycję. Dziewczyny rozpakowywały się z dziwnej ciszy, która męczyła obie przyjaciółki. Dopiero po kilkunastu minutach Lena zdecydowała się odezwać jako pierwsza.

-Jak myślisz… Jaka jest prawdopodobność, że gdzieś ich tu spotkamy? – spytała z ciekawością, wieszając w szafie jedną ze swoich ulubionych sukienek.

-Skąd miałabym to wiedzieć? – bąknęła pod nosem.- Mam nadzieję, że nie spotkamy ich w ogóle. A przynajmniej ja wolałabym oszczędzić sobie spotkania z nimi.- wyjaśniła po upływie kilku sekund.

-Dlaczego?- blondynka była tak zaskoczona, że aż zatrzymała się w połowie kroku.

-Jestem pewna, że kiedy stanę z nimi twarzą w twarz, to z czym walczyłam przez tyle czasu po prostu wróci do mnie… Tak jakby ktoś pstryknął palcem, wybudzając mnie ze snu, w którym trwałam… Nie chcę, żeby moje życie znowu się posypało.- wzruszyła ramionami, udając, że to logiczne. Ale nie było takie nawet dla niej samej. Dziewczyna bardzo chciała spotkać Harry’ego, czy też Niall’a. Tęskniła za wszystkimi. Nawet za pozostałą trójką przyjaciół. Bardzo chciała zamienić z nimi chociaż kilka słów, ale bała się, że na ich widok po prostu rozpłacze się, z powodu przypływu wspomnień. Tak pięknych wspomnień…

-Przestań, zaszłyśmy już tak daleko, że to nie może się zepsuć. Spójrz gdzie jesteśmy…- rozejrzała się po wspaniałym, nowoczesnym apartamencie.- Może gdyby nie to co stało się na wakacjach nie byłybyśmy tu… Nie osiągnęłybyśmy tego. Zrozum, że to co się stało już zawsze będzie z tobą. Przeszłości nie da się zmienić. Ale nie można nią żyć. Nie możesz przejmować się tym co się wydarzyło. Kochana…- zaczęła, przybliżając się do swojej przyjaciółki. Objęła jej twarz w swoje dłonie po to, by brunetka spojrzała na nią.- Jesteś cudowna, utalentowana, nie bez powodu tu przyjechałaś. Pomyśl o tym ile przeszłaś. Jesteś silna… Jesteś na prawdę silna. Wiele dziewczyn na twoim miejscu już dawno by się poddało, a ty? Nie! Ty dalej robisz to co kochasz, bo widzisz w tym cel. Myślisz, że jedno spotkanie z chłopakami zepsułoby to do czego doszłaś? – spytała łagodnie, po czym widząc łzy w oczach Victorii, delikatnie cmoknęła ją w czoło.- Chodzi o Harry’ego, prawda?- szepnęła, przytulając młodszą kuzynkę do swojego ciepłego ciała. Odpowiedziała jej cisza. Ponoć milczenie jest złotem? – Milczysz, bo wiesz, że mam rację…- stwierdziła, wzdychając. Odsunęła od siebie Victorię na tyle, żeby spojrzeć w jej załzawione oczy i sama nie wiedziała co powiedzieć. Otworzyła usta, ale z nich nie wydobył się żaden zadowalający dźwięk. Dopiero chwile później stwierdziła, że cisza nie jest najlepszym rozwiązaniem w tej sytuacji.- Rozumiem cię, Victoria, rozumiem. Ale wiedz, że jedno spotkanie z nimi niczego nie zmieni.-wyszeptała w jej włosy.- Oczywiście, nie będę cię do niczego zmuszać…

-Ja… Po prostu... – mieszała się panna Nowińska.

-Już… Cii…- uspokajała ją Lena.

Dziewczęta były tak pochłonięte sobą, że nawet nie zauważyły jak do pomieszczenia wparowała Ashley, która już od pewnego momentu bacznie im się przyglądała. W pewnym momencie młoda Clark zaczęła klaskać, czym wystraszyła spokrewnione ze sobą dziewczyny.

-Brawo! Uh! Piękne przedstawienie!- ciemnowłosa teatralnie otarła łzę i położyła rękę w miejscu na klatce piersiowej, gdzie znajduje się serce.- Naprawdę, wzruszyłyście mnie… Tylko wielka szkoda, że po drodze nie ukradłam Adrianowi popcornu…- westchnęła, opadając na kanapę, stojącą po środku pomieszczenia.

-Jezu, Ash, nie nauczyli cię w domu, że w drzwi można pukać?- syknęła Lena.

-Coś tam o tym wspominali, ale jakoś nie pamiętam, żebym kiedykolwiek się do tego stosowała…- dmuchnęła w swoje świeżo malowane paznokcie.
Po tym wszystkie przyjaciółki już nie wytrzymały. Parsknęły tak donośnym śmiechem, że z pewnością usłyszeli to tancerze, mieszkający piętro niżej. Tym razem Victoria płakała już ze śmiechu, co ucieszyło zarówno Ashley jak i Lenę. Po upływie kilkuminutowej głupawki, która trwała jakby wieczność, dziewczęta uspokoiły się nieco i już tylko ocierały swoje mokre od łez policzki.

-Co cię sprowadza w nasze skromne progi?- zażartowała Lena.

-Otóż… Z tej racji, że jeszcze dzisiaj mamy wolne chciałabym gdzieś wyskoczyć, a nie mam ochoty sama, więc przyszłam z tą propozycją do was…- wyjaśniła, uśmiechając się olśniewająco. O tak, jej uśmiech był wprost nieziemski, co zauważała każda osoba, która z nią rozmawiała. Uśmiech był jej znakiem rozpoznawczym. – To jak?

-No nie wiem… ja…- zaczęła Victoria, lecz niemal od razu została przekrzyczana przez Lenę.

- Oczywiście, że tak! Przyda nam się chociażby krótki spacer. Daj nam chwilę… Za piętnaście minut w holu?- zaproponowała, unosząc jedną brew.

-W takim razie do zobaczenia.- wstała z kanapy i z wielkim uśmiechem na twarzy, opuściła apartament przyjaciółek.

Kiedy obie były już gotowe, zeszły na dół, w umówione miejsce, którym był hol. Ashley stała już przy wejściu, rozmawiając z jakimś młodym, przystojnym Brytyjczykiem. No tak, cała Clark. W momencie kiedy Victoria chciała ruszyć w stronę ciemnowłosej, została powstrzymana dosadnym chrząknięciem, za swoimi plecami, które spowodowało, że dziewczyna automatycznie odwróciła się. Jej oczom ukazał się pan Parker.

-Victoria, zapraszam do mojego gabinetu. Muszę zamienić z tobą słówko.- oznajmił tonem, który wyraźnie wskazywał, że nie znosił żadnych sprzeciwów, po czym odwrócił się napięcie i udał się w kierunku pomieszczenia, służącego za jego gabinet. Dziewczyna posłała w stronę blondynki przepraszające spojrzenie. Szybko przewróciła oczami i podążyła za, już prawie niewidocznym, Parkerem. –Victorio...- zaczął, zamykając drzwi za panną Nowińską, następnie szybkim ruchem ręki wskazał na kanapę, stojącą przed jego biurkiem, co oznaczało, że zielonooka ma usiąść. Tak właśnie postąpiła. – Musimy przedyskutować kilka bardzo ważnych spraw.

-Dobrze…- grzecznie skinęła głową. – W takim razie co to za sprawy?

- Po pierwsze…- zaczął, zastanawiając się co tak właściwie miał jej do powiedzenia.- Ah, po pierwsze… W Londynie pozostaniemy o wiele dłużej niż w Paryżu, czy innych miastach. I wyprzedzając twoje pytanie, które zapewne zaraz byś zadała… Dlatego, że musze tu załatwić kilka ważnych spraw. A poza tym występów nigdy za wiele, prawda?- zadał retoryczne pytanie, uśmiechając się tym swoim obleśnym uśmiechem, który za każdym razem niepokoił Victorię. – Następną sprawą, którą warto poruszyć to fakt, że dostałaś życiową szansę...- spojrzał na twarz zakłopotanej dziewczyny.

-O jakiej szansie pan mówi?- zdziwiła się.

-Coś chyba obiło mi się o uszy, że napisałaś kilka nowych piosenek…- zaczął rozglądając się po pomieszczeniu.

-To prawda.- potwierdziła skinieniem głowy. – A co to ma do rzeczy? – dociekała.

-Jeśli będziesz chciała, a to, że się zgodzisz jest oczywiste, to za kilka dni będziesz mogła nagrać je w studiu… Co ty na to?- spytał, a tym razem w jego uśmiechu było widać kroplę szczerości, co było miłym zaskoczeniem.

-Na… Naprawdę?- usta brunetki automatycznie się otworzyły. Była najzwyczajniej w świecie zdumiona i zaskoczona.

-Victorio, czy wyglądam na osobę, której trzymają się takie żarty?- spytał z ironią, po czym westchnął głęboko, w pamięci szukając następnej sprawy, którą chciał poruszyć.- Jeśli będziesz miała jeszcze jakieś pytania to wieczorem możesz podejść do mnie, dam ci umowę, którą powinnaś przeczytać. Hm… No to nie zabieram ci już więcej czasu. Sam też za wiele go nie mam. –mężczyzna sięgnął do czarnej teczki i wyjął z niej białą kartkę formatu A4, która zapisana była bardzo drobnymi literkami.- Proszę, tu masz rozpiskę wszystkich koncertów, które będą w Londynie i na obrzeżach.- podsunął kartkę w jej stronę, dziewczyna od razu złapała ją do swoich rąk i łapczywie skanowała każdy jej skrawek. Z każdym następnym miejscem, jakie rzucało się w jej oczy, na jej twarzy pojawiał się szerszy uśmiech.- Teraz wybacz, ale spieszę się, więc jeśli mogłabyś, to po prostu udaj się tam, gdzie planowałaś…- chrząknął złośliwie.

Victoria dopiero wtedy zauważyła, że mężczyzna stał przy otwartych drzwiach i czekał, aż ona łaskawie przez nie przejdzie. Brunetka rzuciła krótkie ‘Przepraszam’ i opuściła przytłaczające pomieszczenie.

Już po chwili, przed hotelem znalazła Ashley i Lenę, czekające na nią niecierpliwie. Panna Nowińska nawet nie miała zamiaru czekać na właściwy moment, by pochwalić się swoim przyjaciółkom o następnych sukcesach. Od razu, prosto z mostu opowiedziała im o całej rozmowie z Parkerem. Obie dziewczyny natychmiast zapiszczały ze szczęścia i rzuciły się na szyję młodej piosenkarki, która przyjęła je z otwartymi rękami.

-To jak? Lecimy to oblać, nie?- zawyła z uśmiechem ciemnowłosa panna Clark.

-O tej godzinie? Jest dopiero piętnasta… Nigdy w życiu!- zaprotestowała Victoria.- Co najwyżej możemy iść na pizzę… Przyznam, że już trochę zgłodniałam.- bąknęła pod nosem.

-Z nią tak zawsze?- spytała szeptem Ash, kierując te słowa do Leny, która tylko zachichotała cicho i skinęła głową, na potwierdzenie. – To chodźmy na tę pizzę, znam fajne miejsce. – oznajmiła, idąc przed siebie, co tylko spotkało się ze zdziwionymi spojrzeniami przyjaciółek. – No co?- odwróciła się w ich stronę.- Mój ojciec jest Brytyjczykiem, kiedyś byłam tu kilka razy. No chodźcie już!- poganiała je.
   
                                                          ***

Kiedy w końcu dotarły na miejsce, zauważyły, że w tej pizzerii jest straszny tłum. Wiele osób kłębiło się przy jednym stoliku, co tylko wzbudziło zdziwienie i oburzenie na twarzach reszty klientów. Dziewczęta zareagowały podobnie…

-Ej, może dają tam coś za darmo?!- zaśmiała się Ashley, po czym zauważyła, że brunetka jest całkiem poważna. Dziewczyna wyczuła, że coś jest z nią nie tak. – Co jest?

-Może chodźmy gdzieś indziej? Nie czuję się zbyt dobrze w takim tłoku…- jęknęła Victoria, rozglądając się dookoła.

-Daj spokój… Jak ludzie stoją naokoło ciebie, bo czekają na zdjęcia i autografy to wtedy tłumy ci nie przeszkadzają?- zaśmiała się Lena.- Chooodź!- pociągnęła ją za ramię i poszła w głąb. – Tam jest wolne miejsce!- wskazała palcem.- Pójdę je zająć zanim ktoś nas wyprzedzi, a ty idź zamówić coś dobrego…- uraczyła kuzynkę uśmiechem i łapiąc za rękę Ash, udała się na miejsce.

Oczywiście, nie było to spowodowane tym, że było mało wolnych miejsc, tylko faktem, że Lena zapomniała wziąć ze sobą portfela, co było dla niej całkowicie typowe. Jej matka zawsze powtarzała, że kiedyś zapomni swojej głowy…

Głośne westchnienie wydostało się z ust brunetki, kiedy stanęła na końcu kolejki. Wokół niej kłębiło się wiele dziewczyn co strasznie ją dziwiło. W pewnym momencie zaczęła się zastanawiać nad tym, czy czasem nie stanęła na czyimś miejscu, bo wiele dziewczyn obdarzało ją gardzącym spojrzeniem. Postanowiła to zignorować. Spojrzała przed siebie, wtedy zauważyła, że stała za jakimś chłopakiem, którego sylwetka wydawała się być znajoma. Ciemna karnacja, czarne włosy, wysoki, szczupły… Dziewczyna analizowała w głowie skąd mogłaby go znać. Zauważyła również, że wszystkie osoby przechodzące obok niego posyłały w jego stronę dziwne uśmiechy…

Dopiero kiedy mulat zaczął składać zamówienie, Victoria poznała jego głos. Sama dziwiła się dlaczego wcześniej nie rozpoznała Malika. Może dlatego, że chciała wyprzeć od siebie świadomość tego, że chłopaki mogą być w pobliżu?  Victoria za wszelką cenę chciała uniknąć spotkania twarzą w twarz z Zayn’em. Zaczęła rozglądać się dookoła. Spojrzała za siebie, w nadziei, ze będzie mogła przepuścić w kolejce kilka osób i mulat przejdzie obok, nie zauważając jej. Lecz niestety to nie był jej szczęśliwy dzień. Brunetka stała w kolejce jako ostatnia. W tamtej chwili przeklęła samą siebie za to, że stanęła w tej kolejce… Przecież równie dobrze mogła ustawić się w którejś dwóch następnych…

Kiedy chłopak wyciągnął portfel z tylnej kieszeni swoich jeansów, brunetka spanikowała. Nie wiedziała jak ma się zachować. Przecież nie mogła od tak rzucić się mu na szyję i nie krzyknąć: „Cześć Zayn, co tam u ciebie?”.  Jak powinna się zachować?

Po chwili było już za późno na przemyślenia. Malik odwrócił się w jej stronę, a wyraz jego twarzy był neutralny. Nie przedstawiał nic szczególnego. „Może mnie nie zauważył?”  Spytała sama siebie. Dopiero kilka sekund później chłopak przymrużył oczy i najwidoczniej zastanawiał się kim jest piękna brunetka, stojąca naprzeciwko niego.

-Victoria!- zawył z wielkim uśmiechem na ustach,  po czym z całych sił przytulił do siebie zdziwioną zielonooką.

-Z… Zayn… zgniatasz mnie…- zaśmiała się, próbując wyrwać się z mocnego uścisku mulata. On zaś mruknął coś pod nosem i puścił dziewczynę, której powoli zaczynało brakować tchu. – Miło cię widzieć…- powiedziała zmieszana. Ciemnooki przyglądał się jej z podziwem.

-Zmieniłaś się! –stwierdził, uśmiechając się szczerze i skanując ciało dziewczyny.

-A to dobrze, czy źle?

-Dobrze, dobrze…- wyjaśnił, po czym natychmiast zaczął rozglądać się po całej pizzerii.- Jest tu Lena?- spytał prędko.

-Tak, tam siedzi.- odpowiedziała, wskazując palcem na właściwy stolik.

Malik nawet nie trudził się, by podziękować Victorii za pomoc, czy też przeprosić, za to że zostawił ją samą. Był tak podekscytowany, że nie pomyślał o dobrych manierach. Ale kto by o nich myślał w takim momencie? Chłopakiem targały tak odmienne emocje, że sam nie potrafił nad nimi zapanować. Ekscytacja, szczęście, tęsknota, pragnienie, strach. Wszystko mieszało się w jego żyłach, buzując i krążąc po całym organizmie. Podszedł do odpowiedniego stolika, zauważył, że Lena siedzi do niego tyłem, więc postanowił to wykorzystać. Podszedł do niej najbliżej jak tylko się dało i zakrył jej oczy swoimi dłońmi. Onieśmielił zaskoczoną Ashley swoim popisowym uśmiechem, a ta automatycznie zamilkła.
Lena początkowo była zaskoczona, przestraszyła się. Dopiero po chwili zaczęła się śmiać…

-Victoria przestań się wygłupiać… - zaśmiała się głośno.- Victoria, mówię, zabierz te ręce!- powiedziała już nieco poważniej.

-Emm.. Lena, obawiam się, że to jednak nie jest Victoria…- skomentowała Ashley.

-C…co?- szepnęła blondynka, unosząc swoją dłoń, do rąk mulata. 

Kiedy dotknęła jego skóry nie mogła już dłużej się mylić. Gdy ich palce spotkały się razem, to było jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Ręce chłopaka opadły na jej ramiona, a Lena szybko wstała. Była w szoku. Początkowo nie wiedziała co ma zrobić. Spojrzała w jego oczy i poczuła jak do jej napływają łzy. Nie mogła się powstrzymać przed tym, żeby dać im upust, ale jeszcze większą ochotę miała, żeby poczuć go blisko siebie. Dlatego natychmiast mocno przytuliła się do jego ciała. Chłopak objął ja ramionami, lecz już nie mógł wytrzymać… Złapał jej twarz w swoje dłonie i najnamiętniej jak tylko potrafił, pocałował zapłakaną blondynkę. Na swoich ustach poczuł jej słone łzy, co tylko zachęciło go do pogłębienia pocałunku. Była to dla nich chwila spełnienia. Od dawna oboje bardzo tego pragnęli…

Minęła dosyć długa chwila zanim para oderwała się od siebie. Spojrzeli sobie w oczy i zastygli. Czas zatrzymał się w miejscu. Nie liczyło się nic więcej, nie obchodziła ich obecność obcych ludzi.

Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko, po chwili poczuła na swoim policzku jego kciuk, ocierający ciepłe łzy, które nadal pojedynczo spływały po jej delikatnej skórze. Ten moment trwał dla nich wiecznie, mimo tego, że była to tylko krótka chwila.

Niestety, z tego pięknego stanu wyrwało ich znaczące chrząknięcie Ashley, która wyraźnie dawała im znać, że są aktualnie w centrum uwagi wielu osób. Lena natychmiast zorientowała się co jej przyjaciółka miała na myśli i po prostu usiadła z powrotem na miejsce, pociągając za sobą Malik’a, który usiadł obok niej.

Clark uważnie obserwowała parę zakochanych, co nie umknęło uwadze blondynki.

-Yy… Zayn…- zwróciła się do swojego ukochanego, wskazując palcem na ciemnowłosą przyjaciółkę.- To jest właśnie Ashley, mówiłam ci już o niej.- uśmiechnęła się.- Ashley, to jest Zayn.

-Tak, wiem. Zayn Malik…- szepnęła pod wrażeniem, ciągle była w szoku. – Miło mi cie poznać…- uśmiechnęła się w ten specjalny sposób i wyciągnęła rękę w stronę mulata, który niemal od razu ją uścisnął i pocałował jej zewnętrzną stronę, co było oznaką jego kultury. Której chwilę wcześniej nie okazał Victorii…

Ash odrzuciła włosy przez jedno ramię i zatrzepotała rzęsami, tak jak było to w jej zwyczaju, co niemal od razu rozbawiło zarówno Lenę jak i Zayn’a.

                                                              ***

Blondyn już wyraźnie się zdenerwował. Jego przyjaciel nie wracał dosyć długą chwilę, a wszyscy coraz bardziej się niecierpliwili. Chcieli jak najszybciej wyjść z zatłoczonej pizzerii, by choć na chwilę odpocząć od tłumu fanek, ciągnących się za nimi praktycznie wszędzie.

Chłopak kręcił się po pizzerii, w poszukiwaniu Malika. Zdążył sprawdzić toalety, dokładnie zlustrował każdą kolejkę, lecz nie zauważył w nich mulata. Postanowił rozejrzeć się po stolikach, przypuszczał, że zatrzymały go gdzieś natrętne fanki.

Po dłuższej chwili podszedł do jednego miejsca, tak jak zakładał, właśnie tam znajdował się Zayn. Nie trudno było się tego domyśleć… Wokół stolika, przy którym znajdował się ciemnowłosy, zebrał się tłum, przez który Niall przebił się z niemałym trudem.

Kiedy dotarł bliżej i przyjrzał się dokładniej, zobaczył, że jego przyjaciel siedzi z dwoma pięknymi, młodymi dziewczynami. Jedną z nich obejmował ramieniem, a drugą czule całował w rękę. Wyglądało to trochę dziwnie… Zwłaszcza dlatego, że Zayn raczej nie był skory to żadnych nowych romansów po rozstaniu z młodą Prógowicz.

Horan postanowił wkroczyć do akcji. Przeczesał ręką swoje włosy i z wielkim uśmiechem na twarzy podszedł do odpowiedniego stolika.

-No, no, no…- zacmokał.- Stary! Wystarczyło puścić cię samego na chwilę, a ty już wyrywasz dwie…- zaczął, lecz kiedy spostrzegł kogo Zayn przytula, zamilkł, a jego oczy powiększyły swoje rozmiary.- L… Lena?!- spytał zaskoczony.

-Tak, Niall. Ja też cieszę się, że cię widzę!- zaśmiała się cicho, widząc, jak farbowany zareagował widząc ją.

-Co ty tu ro…- zaczął, lecz nie mógł skończyć, gdyż zaistniała sytuacja, która zaskoczyła go jeszcze bardziej. On nie spodziewał się zobaczyć je tutaj…

Jej widok wzbudził w nim ból. Chłopak poczuł jak jego żołądek obraca się wokół własnej osi. Kiedy Victoria uniosła wzrok i skierowała go na blondyna, poczuł ukłucie w głębi serca. Nie mógł wyzbyć się uczucia, że to niemożliwe. Że to po prostu jeden z wielu snów, w których pojawiała się dziewczyna. Zamrugał kilkakrotnie i otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale nie potrafił. Po prostu patrzył na nią, czując, że jest sparaliżowany.

Podobnie było z Nowińską. Ona także nie mogła nic zrobić. Stało się to, czego tak bardzo się obawiała. Wystarczyło, że spojrzała w jego niebieskie, piękne oczy. Tylko tyle. Kompletnie ją zatkało.

Dopiero kiedy poczuła na sobie palący wzrok tłumu, który nadal stał wokół nich, spuściła wzrok. Nie wiedziała co powinna zrobić. Nerwowo obracała w dłoniach rachunek.

Chłopak naraz pobladł. Cofnął się jeden krok do tyłu, po czym wziął głęboki oddech. Zayn zauważył, że z jego przyjacielem nie jest najlepiej...

-Niall… Wyglądasz, jakbyś zobaczył ducha… - stwierdził mulat, z przejęciem.

Tak bardzo trafne stwierdzenie…






***






Moje kochane!
Przepraszam za opóźnienia, błędy. Mam nadzieję, że rozdział jest okej. Jak już wspominałam na fb, strasznie ciężko mi się go pisało.
No cóż…
Bardzo Wam dziękuję za wszystkie komentarze, które dają mi niezłego kopa i motywują do pisania!  Jesteście niezastąpione.  :)
Ile ich będzie tym razem? Dacie 30? <3
Jest powrót chłopaków! Wiem, że może nie tak to sobie wyobrażałyście, ale jakoś tak wyszło…

Nie chcę zajmować Wam więcej czasu.
Do następnego! <3 



Ah... Zapomniałam wspomnieć...
DZIĘKUJĘ, ŻE WYTRZYMAŁYŚCIE ZE MNĄ TEN ROK. <3 

KOCHAM WAS. 

sobota, 8 lutego 2014

Rozdział 48 "Marzenia"

Czasem zdarza się, że dni mijają nam tak szybko jakby po prostu za każdym mrugnięciem oka znikała jedna godzina, lub dwie, czy też pięć… Tak też działo się w przypadku Victorii. Kilka następnych tygodni minęło jej wyjątkowo szybko. Każda decyzja podejmowana była szybko, pod wpływem impulsu, czy emocji. Może powinna przemyśleć je bardziej? Wszystko co działo się w jej życiu przez ostatnie tygodnie było spontaniczne. Może niepotrzebnie…?

Dziewczyna odczuwała to tak, jakby po prostu zasnęła na kilka godzin i obudziła się dopiero w Paryżu. Tak, ciągłe występy, czy też zwiedzanie różnych ciekawych miejsc, było już jej codziennością. Sama nawet nie zauważyła momentu, w którym stała się rozpoznawalna. Zdarzało się, że ludzie po występach podchodzili do niej i gratulowali jej udanego koncertu. Chwalili ją. Chcieli zrobić sobie z nią zdjęcie… Czasem ktoś zaczepiał ja na ulicy, prosząc o podpis. Żyć nie umierać. I jak tu tego nie kochać?

Victoria była z siebie dumna. Cieszył ją fakt, iż zaczęły spełniać się jej największe marzenia. Tak, tego właśnie pragnęła. Po to śpiewała. Kochała śpiewać, nawiązywać kontakt z publicznością. To wszystko powoli zaczęło nabierać właściwego kierunku. Ale, czy na długo?

Brunetka nie musiała przejmować się nauką, czy też samą szkołą. Parker załatwił nauczanie indywidualne zarówno dla niej, jak i dla Leny, co tylko ułatwiło przyjaciółkom dążenie do sukcesu.

Kuzynki znów były bardzo blisko. Zżyły się ze sobą, nie odstępowały się nawet na krok. Po prostu nie widziały świata poza sobą. Nareszcie udało im się zapomnieć o kilku niepotrzebnych incydentach z ich życia. Najzwyczajniej w świecie starały się dotrzymać danej sobie kiedyś obietnicy.

Kochały to poczucie dumy i satysfakcji kiedy spełniały swoje marzenia. Gdy krok po kroku dążyły do wyznaczonych sobie celów. Stawiały cel coraz wyżej, idąc ku górze...

Już nieco okrąglejsze ciało zielonookiej okryte było czarną, połyskującą sukienką. Na nogach miała ciemne kozaki na wysokich koturnach. Oczywiście nie mogło zabraknąć kremowego płaszcza, otulającego jej zmarznięte ciało.

Victoria przechadzała się uliczkami Paryża, napawając się widokami, które najprawdopodobniej widziała po raz ostatni. Odkąd zwiedziała kraje, do których chciała pojechać, uśmiech nie schodził z jej twarzy. Jej oczy rozpromieniły się i znów świeciły tym samym blaskiem co kiedyś. Nowińska była okazem zdrowia. Nic nie wskazywało na to, że jeszcze kilka miesięcy wcześniej umierała, leżąc w szpitalu.

Dziewczyna usiadła spokojnie na jednej z ławek i przyglądała się uważnie każdej przechodzącej obok niej osobie. Skanowała wszystko to, co ją otaczało. Budynki, drzewa, ulice, ludzi. Uśmiech na jej twarzy pojawiał się nawet wtedy, kiedy kąciki ust jakiejś staruszki uniosły się delikatnie ku górze, gdy ich spojrzenia się spotkały. Zielonooka po prostu cieszyła się z wszystkiego.

Nagle z zamyśleń wyrwał ją magnetyczny głos jej kuzynki, która aktualnie siadała obok niej i podsuwała pod jej nos kubek ze świeżą, pachnącą kawą. Dziewczyna posłała w jej stronę uśmiech, wzięła do rąk niewielki kubek i pociągnęła z niego porządny łyk aromatycznego napoju, wydając ze swoich ust ciche syknięcie.

-Mmm… tego było mi trzeba…- mruknęła, zatracając się w smaku kawy.

-Panie i panowie…- zaczęła Lena, naśladując charakterystyczny głos Parkera, który bardzo często w ten sposób zapowiadał występ brunetki.- Przed państwem niepowtarzalna, jedyna w swoim rodzaju i utalentowana Victoria Justice!- uniosła głos, nadal naśladując ton, znienawidzonego przez nią mężczyzny, na co zielonooka zaczęła szczerze się śmiać.- Gotowa na dzisiejszy występ?- spytała, poruszając zabawnie brwiami, co tylko wywołało u Victorii głośniejszy napad śmiechu. – No uspokój się już! Pytam poważnie!- uśmiechnęła się, szturchając w bok, brunetkę, próbującą złapać oddech.

-No już, już… - westchnęła.- Jak Ty to robisz, że głupimi brwiami potrafisz doprowadzić mnie do takiego stanu?- jęknęła, popijając czarny, nadal pięknie pachnący napój.- Tak, jestem gotowa. Zawsze jestem.- uraczyła przyjaciółkę słodkim uśmiechem.- A Ty? Miałaś już próbę? Taniec też musicie przećwiczyć…

-Tak, tak…  Rano ćwiczyłam z resztą ekipy na dzisiejszy koncert, tylko, że Parker wpadł w połowie i oznajmił, że daje nam dwie godziny przerwy, bo musi coś z kimś ustalić, więc zmyliśmy się do pokoi hotelowych. – wyjaśniła krótko.

Od pewnego czasu Lena tańczyła na koncertach Victorii z kilkoma osobami, z dawnej grupy, do której należała. Dzięki temu dziewczęta ciągle mogły być blisko siebie. Obie spełniały marzenia, ciesząc się swoją bliskością. Robiły to co kochały. A każdy nowy sukces, napędzał je do dalszej pracy, dzięki czemu było ich coraz więcej.

-Victoria… A tak właściwie to dlaczego nie chciałaś, żeby Parker przedstawiał cię twoim prawdziwym nazwiskiem? Bo jakoś tego nie rozumiem…- zamyśliła się blondynka.

-Po prostu lepiej dla wszystkich będzie jeśli w nazwie scenicznej nie będzie mojego prawdziwego nazwiska. Sama wiesz, że staję się coraz sławniejsza, a nie chcę, żeby powtórzyła się sytuacja z wakacji. Po prostu chcę uniknąć ponownego spotkania z facetem, który mnie porwał, a sądzę, że jeśli usłyszałby o mnie gdzieś w radiu, czy w telewizji to spróbowałby mnie odnaleźć.- wzruszyła ramionami tak, jakby mówienie w tym nie sprawiało jej żadnej trudności. Jakby pogodziła się z tym co się stało. Lecz wcale tak nie było. Dziewczyna nadal chowała w sobie urazę, nadal bała się gwałtownego dotyku drugiej osoby. Czuła się skrępowana nawet wtedy, kiedy Lena przytulała ją trochę dłużej niż zwykle. Wspomnienia z tamtych dni wciąż w niej tkwiły.

-Przecież gdyby chciał porwać cię ponownie to raczej nie spuszczałby cię z oka… Więc ukrywanie swojego nazwiska nic ci nie da…- analizowała pod nosem blondynka. – Poza tym twarzy nie zmienisz, a on dobrze wie jak wyglądasz…- ciągnęła w zamyśleniu.

-Lena, nie pomagasz…- burknęła Vic, marszcząc czoło w geście niezadowolenia.

-Przepraszam…- rzuciła cicho, spuszczając głowę. Ale jak to na Lenę przystało, ciekawość zwyciężyła ze skruchą i już po dosłownie kilku sekundach, blondynka zaczęła dalsze dochodzenie. –To wytłumacz mi chociaż dlaczego akurat ‘Justice’?- spytała, dziwnie gestykulując rękami, co tylko spowodowało u jej przyjaciółki cichy chichot.

-Dlaczego ‘Justice’?- powtórzyła skróconą formę pytania, tak jakby zastanawiała się nad odpowiedzią.- Dlatego, że ‘justice’ oznacza ‘sprawiedliwość’. A jak sama wiesz, wiele razy nie zostałam potraktowana sprawiedliwie… - uśmiechnęła się delikatnie, spuszczając wzrok na ziemię. Panna Prógowicz nie odpowiedziała już nic. Poszła w ślady swojej przyjaciółki. Zamilkła i wlepiała swój wzrok w brązowe botki, okrywające jej stopy.

-Tu jesteście! No ile można was szukać?!- w myśli dziewcząt wtargnął charakterystyczny głos ich koleżanki, Ashley, która również była tancerką w grupie Leny.- Wszyscy was szukają, a wy zapadłyście się pod ziemię…- westchnęła, krzyżując ręce na wysokości swoich piersi.

-Po co nas szukają? – zdziwiła się Lena.

-Ten gbur kazał was znaleźć, bo przecież za godzinę zaczyna się koncert!- rzuciła z taką łatwością, jakby było to oczywiste, po czym pomachała ręką przed oczami zdezorientowanych dziewczyn. –Ejj!

-Aż tak długo chodziłyśmy po mieście?- brunetka zmarszczyła czoło ze zdziwienia, po czym sprawdziła godzinę na wyświetlaczu swojej komórki, która wskazywała godzinę osiemnastą.- Cholera… Rzeczywiście… - mruknęła pod nosem, natychmiast zrywając się z miejsca.

Dziewczyny były na miejscu w dziesięć minut. Po drodze co chwilę obijały się o innych ludzi, przebiegały przez środek ulicy, próbując ominąć nadjeżdżające samochody, biegły przed siebie, roześmiane, przyciągając tylko na siebie niepotrzebną uwagę.

Kiedy w końcu znalazły się za kulisami, okazało się, że wszyscy czekali już na nie z niecierpliwością. Wszystko działo się bardzo szybko. Victoria dostała do ręki swoją sukienkę, została zaprowadzona do garderoby, gdzie niemal od razu się przebrała. Za resztę zabrały się makijażystki i fryzjerki. Po upływie kilkunastu minut dziewczyna była gotowa. Zamieniła kilka krótkich słów ze swoją ekipą, jak zawsze- motywując ich i dziękując im za to, że po prostu przy niej byli.

Gdy nadszedł już właściwy czas, brunetka usłyszała donośny głos Parkera, który jak zwykle zapowiadał ją w kilku zwięzłych zdaniach. Po chwili na sali rozbrzmiał huk oklasków. Ten dźwięk naładował dziewczynę pozytywną energią. Z uśmiechem na twarzy wyszła na scenę i spokojnie zasiadła przy wielkim fortepianie. Grzecznie przywitała się z publicznością, dziękując im za przybycie.

Nie czuła już stresu, tak jak za pierwszym razem. Każdy następny występ napełniał brunetkę masą pozytywnych doznań i wspomnień, które tylko motywowały ją i zachęcały do następnych koncertów.
Po chwili ułożyła palce na odpowiednich klawiszach i zaczęła grać swoją ulubioną melodię…

I don't wanna make a scene
I don't wanna let you down
Try to do my own thing
And I'm starting to figure it out
That it's alright
Keep it together wherever we go
And it's alright, oh well, whatever
Everybody needs to know

You might be crazy
Have I told you lately that I love you?
You're the only reason that I'm not afraid to fly
And it's crazy that someone could change me
Now no matter what it is I have to do, I'm not afraid to try
And you need to know that you're the reason why…

Oklaski, które rozbrzmiały na całej sali tylko zachęciły Victorię do śpiewania następnych piosenek, przy których już tańczyła ekipa blondynki.

Szczęście.

To jedyne co towarzyszyło im podczas występu. Tylko to czuły. Obie były podekscytowane i bardzo szczęśliwe. Cały czas uśmiech gościł na ich twarzach. Radość biła od nich tak bardzo, że było to wyczuwalne na publiczności.

A dlaczego tak było?
Bo robiły to, co kochały…
Bo były przy sobie…
Były pewne, że już nikt nie może tego zepsuć…
Ale przecież w życiu nic nie jest pewne, prawda?

                                                            ***

Wszyscy byli już w swoich pokojach, w hotelu. Dziewczyny, jak przystało na przyjaciółki, miały pokój razem, co jeszcze bardziej je ze sobą zbliżało. 
Victoria brała prysznic, a Lena pakowała się. Chciała być przygotowana, bo przecież następnego dnia, z samego rana, cała ekipa ruszała w dalszą podróż po świecie. A najlepsze było to, że każdy następny kraj był niepewny. To gdzie pojadą było niespodzianką do ostatniej chwili. Nawet Victoria zazwyczaj dowiadywała się o tym dzień przed wyjazdem. Niespodzianek nigdy za wiele…

Nagle z laptopa Leny zaczęły wydostawać się charakterystyczne dźwięki, oznaczające nadchodzącą rozmowę. Blondynka uśmiechnęła się pod nosem, ponieważ dobrze wiedziała kto próbuje się z nią skontaktować. Usiadła na swoim łóżku, z laptopem na kolanach. Gdy kliknęła myszką we właściwym miejscu, na ekranie pojawił się uśmiechnięty od ucha do ucha mulat.

Oboje przez długą chwilę milczeli. Tylko wpatrywali się w siebie z uwagą. Ich oczy świeciły swoim własnym blaskiem. Było tak za każdym razem gdy się widzieli, bo przecież mogli tylko tak…

-Cześć, skarbie…- tę piękną ciszę przerwał, łamiący się głos Malika.

-Hej…- szepnęła z uśmiechem blondynka, po czym posłała do swojego ukochanego uśmiech, który zostawiała specjalnie dla niego.

-Kocham kiedy to robisz.- powiedział, przyglądając się dziewczynie.- Kocham ten uśmiech…

-A ja kocham ciebie.- zachichotała, po czym usłyszała cichy trzask drzwi, co oznaczało, że ktoś je otwierał. Już po upływie kilku sekund w pokoju stała szczupła brunetka, której mokre włosy opadały kaskadami na wąskie ramiona, okryte materiałem luźnej, czarnej bluzki.

-Z kim rozmawiasz?  - spytała z ciekawością, skanując wzrokiem swoją blond przyjaciółkę.

- Z Zaynem…

-Ah, no tak, po co pytałam? Przecież to oczywiste…- zaśmiała się. – Pozdrów go…- szepnęła, zakładając na siebie krótkie spodenki.- Ja idę do Parkera, może wyciągnę z niego gdzie jutro jedziemy.- mruknęła tak, jakby mówiła sama do siebie, po czym zniknęła za drzwiami.

-Kto to był? – tym razem pytanie zadał Zayn.

-Victoria. Emm.. i kazała cię pozdrowić.- oznajmiła zmieszana.

-Dzięki. Co u niej? Jak się czuje?

-Dobrze. Śpiewa jeszcze lepiej niż pół roku temu.- przyznała, znów uroczo się uśmiechając.- Moja mała, zdolna kuzyneczka…

-Chciałbym ją usłyszeć. Dawno z nią nie rozmawiałem. Właściwie… To dlaczego zawsze kiedy rozmawiamy, ona gdzieś znika?

-Twierdzi, że nie chce nam przeszkadzać.- wyjaśniła.- Zazwyczaj idzie do pokoju obok, do Ashley. Ale teraz poszła do Parkera. –dodała, odkręcając dużą butelkę z wodą i pociągnęła z niej dość duży łyk.- Zayn…- zaczęła.

-Tak, skarbie?

-Chłopaki nadal nie dowiedzieli się, że utrzymujesz ze mną kontakt?

-Sama wiesz jacy oni są. Gdyby się dowiedzieli to jestem pewien, że nie utrzymaliby tej informacji tylko dla siebie.- zaśmiał się cicho.

-Rozumiem… - rzuciła na podsumowanie. – Mam nieodparte wrażenie, że za niedługo się spotkamy… Nie wiem dlaczego. Też tak masz?- spytała dopiero po chwili.

- Mam taką nadzieję. Tak bardzo chciałbym Cię przytulić, pocałować…

-Chciałabym mieć cię przy sobie. Na zawsze.- szepnęła ze łzami w oczach.- Kocham cię...

-Ja ciebie też, nawet nie wiesz jak mi cie brakuje. – chłopak spuścił głowę. 

Miał już dość tego, że musiał ukrywać swój związek. Musiał okłamywać swoich przyjaciół, którzy przecież byli mu najbliżsi. Czuł się z tym okropnie. Żył w kłamstwach i ciągłych tajemnicach, a nawet to nie wystarczyło, żeby być bliżej swojej ukochanej. Mulat uniósł głowę, by spojrzeć na blondynkę, która już zaczynała płakać. Kiedy to zobaczył, z jego oka wypłynęła pojedyncza, słona łza. 

– Dlaczego to jest takie trudne?- spytał. Oczekiwał rzeczowej odpowiedzi, mimo tego, że wiedział, iż ciemnooka też jej nie zna.

-Sama chciałabym wiedzieć…- wyszeptała, ocierając mokre policzki. –Z… Zayn...- zaczęła, ale najwidoczniej nie było dane jej skończyć. Przerwało jej głośne trzaśnięcie drzwiami. Blondynka odwróciła się gwałtownie w ich stronę i skierowała swój przenikliwy wzrok w kierunku Victorii. Lena nie potrafiła odczytać jakie uczucia nią targały. Było ich zbyt wiele, żeby określić chociaż jedno z nich. Panna Prógowicz zrobiła pytającą minę, a Vic podeszła bliżej i usiadła na brzegu łóżka ciemnookiej.

-No mów…- nalegała Lena.

-Następny przystanek to…

-To?!- ponagliła ją blondynka.

-Londyn… 






***











Cześć! 
Jejku, wybaczcie, wiem, że ten rozdział mi nie wyszedł. Jest zbyt krótki itd. Wiem. ;/
Przepraszam, przepraszam, przepraszam. 
Nowa bohaterka nie odegra dużej roli, ale jednak będzie ważna. :) 
Hm... Już tak blisko chłopaków... 
Czekam na komentarze. :) 
Będzie 25? <3 
Kocham Was. 
Do następnego.