sobota, 15 marca 2014

Rozdział 52 "Przeszłość powraca"

Zielonooka zaniemówiła. Stanęła jak słup soli i nawet nie mogła się ruszyć. Gdy zobaczyła Nick’a jej świat wywrócił się do góry  nogami, a każda chwila spędzona wspólnie z młodym Parkerem ponownie pojawiła się przed jej oczami.

Z nim było pięknie. Z nim było wspaniale. Z nim było jej dobrze.

Dlatego, że mogła zapomnieć o nieudanym związku z pewnym utalentowanym, sławnym chłopakiem, który był równie zagubiony w swoim życiu, co ona. Może właśnie dlatego zostali parą? Bo rozumieli swoje emocje bez słów? Nawet sama Victoria nie znała odpowiedzi na te pytania.

-Tęskniłaś?

Dziewczyna ponownie usłyszała te słowa. Nie mogła wyprzeć się wrażenia, że to był tylko sen. Wydawało się jej, że Nick wcale nie stał kilka metrów przed nią, uśmiechnięty od ucha do ucha, pewny siebie. Jak zwykle… Dziewczyna miała nadzieję, że to tylko koszmarny sen, który można dołączyć do całej kolekcji. Niestety, była to rzeczywistość. Dotarła do dziewczyny w dopiero momencie, kiedy poczuła na swoim ramieniu dłoń Niall’a, który z troską podszedł do niej.

Blondyn od razu się zaniepokoił. Wystarczyło, że zobaczył w jaki stan wpadła Victoria, na widok bruneta stojącego w salonie. Horan przybliżył się do brunetki, najwidoczniej zbyt blisko, ponieważ kiedy dziewczyna poczuła przy swoich plecach ciepło bijące z jego ciała, wzdrygnęła się i odsunęła o jeden, niewielki krok.

-Victoria, wszystko w porządku? – spytał Niall, wypowiadając te słowa najdelikatniej jak potrafił.

Chłopak nie uzyskał odpowiedzi słownej od panny Nowińskiej. Wyrwana z zamyśleń dziewczyna tylko niepewnie pokiwała głową, po czym zrobiła trzy kroki do przodu, tym samym zmniejszając dystans między nią, a młodym Parkerem.

-Czego chcesz?- to pytanie wyszło z jej ust mimowolnie. Nawet nie zwróciła uwagi na to, że coś powiedziała, tylko lekko zmrużyła oczy, oczekując odpowiedzi od natrętnego chłopaka.

-Jak to czego chcę? Wybacz, ale nie rozumiem sensu tego pytania…- wzruszył ramionami i nadal tak samo, chytrze się uśmiechał.

-Dobrze go rozumiesz, nie jesteś głupi. –warknęła Victoria. Kiedy zapadła chwila ciszy, dziewczyna zorientowała się, że Nikodem nie będzie zbyt rozmowny, gdy za jej plecami siedzi dwóch, silnych chłopaków, który z pewnością mogliby być jej obstawą. Brunetka westchnęła cicho i teatralnie przewróciła oczami. –Chodź stąd, porozmawiamy na osobności…- powiedziała zrezygnowana, po czym ruszyła w stronę kuchni.

-Jesteś pewna? Victoria, może pójdę tam z Tobą?- usłyszała za swoimi plecami głos blondyna.

Zignorowała go i przyspieszyła kroku, dzięki czemu szybko znalazła się w pomieszczeniu, do którego zmierzała. Wzrokiem odszukała miejsce, które wydawało się dla niej bezpieczne. Oparła się o niewysoki blat kuchenny, skrzyżowała ręce na wysokości swoich piersi, po czym obrzuciła spojrzeniem pełnym pogardy, wchodzącego do pomieszczenia bruneta.

-Więc, czego chcesz?- burknęła, udając pewną siebie. Zdecydowanie, nadal nie potrafiła dobrze udawać. Chłopak parsknął przytłumionym śmiechem, z rozbawianiem przyglądając się twarzy Victorii, na której pojawiał się coraz wyraźniejszy wyraz frustracji. –No mów! –warknęła.

-Jesteś zabawna kiedy się denerwujesz…- westchnął, teatralnie ocierając łzy.

-Odpowiedz w końcu!- ponaglała go. Była coraz bardziej zdenerwowana i zniecierpliwiona. Bardzo chciała jak najszybciej zakończyć jego wizytę.

-Przyszedłem porozmawiać o nas.- oznajmił, poważniejąc z sekundy na sekundę.

-O nas? Jakich „nas”? –zdziwiła się brunetka.- Nie ma już żadnych nas, zrozumiałeś? Nie ma do czego wracać. To wszystko już skończone, przez ciebie. A teraz możesz stąd wyjść, bo nie mam ochoty na dalsze dyskusje z tobą.- fuknęła zielonooka.

-Mała… Daj nam jeszcze…- zaczął chłopak, lecz już po chwili Victoria nie wytrzymała.

-Nie mów do mnie mała, jasne?!- wrzasnęła.

-Kochanie… - dolna szczęka wysokiego bruneta zadrgała lekko.

Dziewczyna zamarła. Tak długo nikt nie wypowiadał tego słowa przy niej. Napływ wspomnień zamącił jej w głowie, którą już po chwili spuściła, po to by nie spojrzeć Nikodemowi w oczy. On wykorzystał tę sytuację. Przez to, że nadal trzymał w dłoniach wielki, piękny bukiet róż, wpadł na pewien pomysł, który już po chwili przyczynił się do rozwoju sytuacji. Nowińska spojrzała na niego, by dowiedzieć się co on wyprawia. Młody Parker położył kwiaty na blacie, za plecami Victorii. Wykonując ten gest, zbliżył się do niej na tyle, że ich twarze dzieliły centymetry. Brunet wcale nie miał zamiaru się odsunąć. Oparł się o blat, kładąc dłoń na nim, w miejscu obok bioder Vic. Dziewczyna poczuła się niekomfortowo. Spróbowała uciec, robiąc krok w bok, lecz chłopak zablokował jej drogę, kładąc drugą dłoń, tak, że nawet nie mogła się ruszyć.

-Nick…- szepnęła niepewnie.

-Coś nie tak, kochana?- spytał, tym denerwującym, pewnym siebie tonem.

-Odsuń się… - poprosiła cicho.

Nie miała już nawet siły by na niego spojrzeć. Gdy zbliżył się do niej, cała energia, którą miała jeszcze kilka minut wcześniej, odeszła. W ciągu jednej sekundy. Wystarczyło, że poczuła jego zapach i jego ciało przy swoim. Przypomniała sobie to kiedy dotykał ją bez jej zgody. To, jak bardzo wtedy cierpiała. Cierpiała wewnętrznie. Na samo wspomnienie o tym, poczuła jak jej żołądek wywraca się na drugą stronę. Nienawidziła tego uczucia. Nienawidziła nachalności, którą on okazywał zawsze…

Po chwili poczuła jak Nick napiera na nią swoim ciałem, tym samym uniemożliwiając jej jakikolwiek ruch. Chłopak wciąż uśmiechał się w ten sam, cwaniacki sposób, którego Victoria wręcz brzydziła się. Miała tego wszystkiego dość. Brunet złapał za jej nadgarstki i mocno ścisnął za nie, przytwierdzając je do blatu. Jego usta coraz bardziej zbliżały się do twarzy bezbronnej dziewczyny, a ona nie mogła nawet wydać z siebie najcichszego dźwięku, a co dopiero zawołać, prosząc o pomoc. Jej gardło ze strachu ścisnęło się tak bardzo, że jedynym dźwiękiem jaki zdołała z siebie wydostać, był cichy jęk, spowodowany bólem, który sprawiał jej młody Parker. Brunetka tak bardzo pragnęła chociaż szepnąć lub w jakikolwiek sposób dać znak, że potrzebuje pomocy. Nie mogła. W środku, aż gotowała się ze złości, wrzeszczała, wręcz błagała o pomoc. Walczyła ze samą sobą, by zdobyć się na cokolwiek, co mogłoby jej pomóc. Nachalne usta Nicka, które były już na jej szyi, wcale nie ułatwiały jej skupienia się na wołaniu o pomoc.

Uczucie, którego Victoria wyzbyła się, powróciło. Tym razem w bardziej brutalny sposób. Znów poczuła to jak bardzo brzydzi się swojego ciała, jak bardzo chciałaby przestać czuć to co robił Nick, jak bardzo chciałaby przestać żyć. Modliła się o to, by Parker jak najszybciej sobie odpuścił. W głowie przeklinała samą siebie za to, że zaproponowała, by zostać z nim sam na sam.

Kiedy była już bliska płaczu, poczuła jak Nick gwałtownie się od niej odsuwa, co zdziwiło ją na tyle, że zdołała unieść głowę i spojrzeć w jego kierunku. Widok, który zobaczyła wcale nie pomógł jej w ustatkowaniu swoich emocji. Niall siedział już okrakiem na Nikodemie i okładał jego twarz pięściami. Po krótkiej chwili chłopak już nawet przestał się bronić. Jego twarz była cała we krwi, a ręce, którymi jeszcze chwilę wcześniej się zasłaniał, opadły bezwładnie po bokach jego głowy.

Dziewczyna stała w jednym miejscu, nie mogła się ruszyć. Była wystraszona. Łzy, jedna za drugą, zaczęły spływać po jej policzkach.  Pierwszy raz widziała Niall’a w takim stanie. Chłopak zachowywał się jakby stracił resztki rozumu. Wyraz jego twarzy nie wskazywał na to, by myślał racjonalnie.

-Niall…- odezwała się cicho Victoria, kiedy oprzytomniała. Blondyn nawet nie zwrócił na nią uwagi. –Niall!- podniosła ton głosu, w nadziei, że Horan w końcu odpuści.- Opamiętaj się, zabijesz go!- wrzasnęła dziewczyna. Już po chwili zobaczyła niewielką reakcję blondyna, który nie uderzył następny raz, mimo tego, że uniósł rękę do ciosu. Irlandczyk westchnął cicho i spojrzał na swoje ręce, po czym na zakrwawionego bruneta, leżącego na posadzce.  Ostatnią rzeczą jaką wykonał blondyn, było mocne wstrząśnięcie nieprzytomnym Nikodemem.

Victoria już nie miała siły nawet by na to patrzeć. Jej zmasakrowany- były -chłopak leżał na podłodze, a przyjaciel i równocześnie osoba, na której tak bardzo jej zależało, stał nad nim i patrzył, zastanawiając się nad kolejnym ruchem, który powinien wykonać. Dziewczyna z bezradności zaczęła głośno płakać i z hukiem usiadła na podłodze, z pewnością obijając sobie kości ogonowe. Ból, który czuła w dole pleców, był niczym w porównaniu do tego, który czuła wewnątrz. Nie potrafiła sobie z tym poradzić. Przyciągnęła nogi do brzucha, opierając czoło o kolana. Jej łkanie było coraz głośniejsze, przez co chwile później w kuchni zjawił się Liam, a zaraz za nim do pomieszczenia weszła Ashley.

Chłopak od razu podbiegł do blondyna, który zawzięcie kopał Nick’a. Odsunął Niall’a od nieprzytomnego Nikodema i potrząsnął przyjacielem, co spowodowało, że Horan otrząsnął się. Rozejrzał się po pomieszczeniu, przyjrzał leżącemu na ziemi Parkerowi i spojrzał prosto w brązowe oczy kumpla. Nie docierało do niego to co zrobił. Nie wierzył w to, że tak bardzo pobił tego cwaniaka… Pokręcił głową z niedowierzaniem i spojrzał w stronę Victorii…

Brunetka była roztrzęsiona, ciągle płakała. Nie potrafiła się uspokoić. Ashley usiadła obok niej i cały czas szeptała coś do jej ucha, próbowała jakoś ją uspokoić, lecz nie dawało to żadnych rezultatów. Panna Nowińska złapała się mocno za włosy i zacisnęła dłonie w pięści. Załkała tak głośno, że Ash przeszły ciarki. Ciemnowłosa nie wytrzymała dłużej. Bez wahania pociągnęła Victorię w górę, tym samym stawiając ją na własne nogi. Było ciężko, gdyż dziewczyna stawiała opory. Twierdziła, że nie chce się nigdzie ruszać. Na szczęście panna Clark zignorowała jej sprzeciwy. Złapała ją mocno za ręce i zaprowadziła do sypialni.

-Co z nim robimy?- do uszu Niall’a dotarł przenikliwy głos jego przyjaciela, pochylającego się nad Nick’iem. Chłopak podniósł jego rękę, a gdy ją puścił, ta od razu opadła wzdłuż jego ciała.

-Nie wiem. Przecież nie możemy go tak zostawić…- westchnął Horan, po czym wykonał ruch jakby chciał przetrzeć swoją twarz dłonią, ale w ostatnim momencie przypomniał sobie, że całe jego ręce są we krwi. Gdy spojrzał na nie, na jego twarzy pojawiła się szczypta obrzydzenia. –Jedź z nim do szpitala, to chyba będzie najlepsze rozwiązanie. – odezwał się po chwili.

-Pewnie… Lekarze na pewno nie będą zdziwieni, że będę tam po raz drugi w ciągu dwóch dni…- powiedział, z każdym słowem nabierając coraz bardziej sarkastycznego tonu. –Co mam im powiedzieć, jeśli spytają co mu się stało?

-Nie wiem. Wymyślisz coś…- stwierdził blondyn, po czym kiwnął ręką na bruneta, który zaczął się przebudzać. Chłopak mamrotał coś od rzeczy pod nosem, kręcił głową na boki. Szeptał niezrozumiale słowa, których chłopcy nawet nie znali znaczenia. –Poradzisz sobie z nim sam? Chciałbym iść do Victorii…- szepnął niepewnie Irlandczyk, po czym spojrzał na twarz przyjaciela, na której pojawił się prawie niewidoczny uśmiech.

-Poradzę sobie. Idź, idź do niej. –powiedział, następnie delikatnie się uśmiechnął.

Horan nie odpowiedział już nic więcej. Opuścił kuchnie i przez chwilę błądził po apartamencie. Kiedy znalazł łazienkę, wszedł do niej i stanął przed lustrem. Przyjrzał się swojej twarzy, na której było kilka kropel krwi, a na prawym policzku trzy zadrapania. Chłopak zaśmiał się pod nosem, na myśl o tym, że wyszedł z tego lepiej, niż Victoria ze starcia z Aną.

Pod ciepłą wodą dokładnie zmył krew z rąk i z twarzy. Wytarł skórę ręcznikiem, po czym ponownie spojrzał w lustro. Oczywiście, swoim skromnym zdaniem stwierdził, że wygląda o wiele lepiej, niż chwilę wcześniej…

Po kilku minutach krążenia po apartamencie, w końcu trafił na sypialnie Victorii. Gdy wszedł do środka, zastał ją leżącą na łóżku, z twarzą zwróconą do ściany. Leżała plecami do siedzącej obok Ashley. Ciemnowłosa gładziła zapłakaną nastolatkę po plecach, lecz z jej strony nie było żadnego odzewu. Nie ma się co dziwić. Ashley nigdy nie była świadkiem takiej sytuacji, a co dopiero nigdy wcześniej nie musiała pomagać nikomu, kto przeszedł to co Vic…

Na widok Horan’a panna Clark westchnęła cicho i wzruszyła ramionami, spoglądając na załamaną brunetkę. Niall od razu przypomniał sobie widok Nowińskiej, kiedy leżała w szpitalu. Nie był to miły widok. Tak też było tym razem…

Blondyn był niepewny każdego swojego ruchu. Najdelikatniej jak tylko potrafił usiadł na brzegu łóżka, po czym lekko położył dłoń na nodze zielonookiej, na co ona skuliła się jeszcze bardziej. Irlandczyk wcale nie miał złych zamiarów. Chciał tylko złapać jakikolwiek kontakt z Victorią. Czy miałaby to być rozmowa, kontakt wzrokowy, czy też dotyk. Wybrał to ostatnie, lecz najwidoczniej nie okazało się być najlepszym rozwiązaniem.

Szybkim ruchem głowy kiwnął w stronę drzwi, co było niemą prośbą, kierowaną do Ash o to, by zostawiła ich samych. Czarnowłosa nie była głupia, od razu zrozumiała ten gest. Wstała, uśmiechnęła się pokrzepiająco do blondyna i poklepała go po plecach, po czym opuściła pomieszczenie.

Nastała cisza. Męcząca cisza, przerywana chwilowymi szlochami Victorii. Horan przysunął się bliżej dziewczyny i postanowił nawiązać z nią kontakt poprzez rozmowę. Chciał spróbować, nawet jeśli miałby to być monolog.

-Victoria…- zaczął, uważając, by ton jego głosu nie był zbyt oschły, czy za głośny. –Ja wiem, że to jest dla ciebie trudne. Wiem, że to nie było przyjemne. Rozumiem. Ale proszę, nie ignoruj mnie. Nie musisz się mnie bać…- szeptał z taką czułością, że sam był tym zaskoczony. – Proszę, nie bój się mnie. Ja nigdy nic ci nie zrobię, przecież znasz mnie… -z każdym wypowiedzianym słowem, łzy coraz bardziej cisnęły się do jego niebieskich oczu. Chłopak zacisnął mocno powieki i przetarł po nich zewnętrzną stroną dłoni. Kiedy je otworzył, zauważył, że brunetka również ocierała mokre policzki. –On już cię nie skrzywdzi, obiecuję ci to. – szepnął, niepewnie kładąc swoją dużą dłoń na ręce zielonookiej.

-Nie… -wyłkała panna Nowińska.- Nie obiecuj. –dokończyła po chwili ciszy.

-Nie pozwolę na to, żeby ten…

- Jeśli będzie chciał, zrobi to znowu. Twoje obietnice nie mają sensu, Niall.- wyszeptała, po czym niezgrabnie odwróciła się twarzą do blondyna i uniosła się do pozycji siedzącej. Nawet nie spojrzała na chłopaka siedzącego przed nią.- To nie ma sensu, on zawsze dostaje to czego chce. –powiedziała, z trudem tłumiąc wybuch płaczu.

-Ten dupek więcej cię nie dotknie, ja tego dopilnuję.- szepnął chłopak.

Nie zważając na to co zrobi Victoria, przyciągnął ją do siebie i mocno wtulił w swoje rozgrzane z emocji ciało. Ona już wtedy nie hamowała się w żaden sposób. Kompletnie się rozkleiła. Na samą myśl o tym, że Nick mógłby znów ją dotknąć, przez jej ciało przechodził nieprzyjemny dreszcz. Targały nią takie emocje, że w pewnym momencie ręce, które zaciskała na koszulce blondyna, zaczęły bić w jego klatkę piersiową i sprawiać mu ból, lecz on nawet nie drgnął. Otulił ją bardziej swoimi ramionami i czule pocałował w głowę. Subtelnie gładził jej włosy, co po pewnym czasie zaczęło ją uspokajać. Kiedy płacz dziewczyny przerodził się w miarowe, ciche łkanie, a jej dłonie poluzowały uścisk, blondyn odetchnął z ulgą. Oparł się o wysoko ułożone poduszki, tym samym układając Victorię na swoim torsie. Panna Nowińska mamrotała coś niezrozumiale pod nosem.

Długo zajęło jej całkowite uspokojenie się.

-Zostań ze mną…- szepnęła, przerywając grobową ciszę, panującą w pokoju.  –Proszę, nie zostawiaj mnie.- wyłkała.

-Nigdy cię nie zostawię.- mruknął, całując czubek jej głowy.-  Śpij już…- powrócił do czułego gładzenia jej długich, brązowych włosów.

Po chwili na jej zapłakanej i zaczerwienionej twarzy pojawił się nikły uśmiech, a dziewczyna została porwana w głęboki, piękny sen. Sen o szczęściu…

                                                        ***

Następnego ranka, dziewczyna obudziła się w swoim łóżku, po uszy zakopana w miękkiej, jasnej pościeli. Na jej ustach niemal od razu wymalował się subtelny uśmiech. Z trudem otworzyła zaspane oczy, a gdy rozglądnęła się dookoła, poczuła palące rozczarowanie. Obok niej nie było chłopaka, w ramionach którego zasnęła poprzedniej nocy. Nie było tam chłopaka, który potrafił ją uspokoić. Który wiedział co zrobić, żeby poczuła się bezpiecznie…

Brunetka westchnęła głośno i usiadła. Podparła swoje ręce na kolanach, a  głowę oparła na dłoniach. Opuściła zaczerwienione powieki na ciemnozielone tęczówki, przypominając sobie wydarzenia z poprzedniego wieczoru. Przed oczami miała zakrwawioną twarz Nick’a. Nie mogła pozbyć się tego widoku. To było okropne. Mimowolnie skrzywiła się i potrząsnęła głową. Czuła, że mogła powstrzymać Niall’a przed pobiciem Nikodema, ale po dłuższym namyśle stwierdziła, że należało mu się. Sama sobie zawiniła… Poszła z nim do kuchni… Została z nim sam na sam, co było największym błędem.

Kiedy poczuła łzy, napływające do jej oczu, postanowiła już nie wracać do tego. Nie rozklejać się. Musiała być twarda. Musiała pokazać mu, że się go nie boi. Chciała pokazać wszystkim, że jest silna. Planowała nadal kłamać… Ale przecież ona nie potrafiła kłamać… Była tego w pełni świadoma.

Leniwie zwlekła się z łóżka i bardzo powolnym krokiem skierowała się do salonu, w nadziei, że może tam spotka Horan’a. Po upływie kilku minut poszukiwań, domyśliła się, że już nie ma go w jej apartamencie. Nie ukrywając… Nie była zadowolona z faktu, że chłopak wyszedł bez słowa, a nawet ten fakt ją zasmucił, lecz starała się go zrozumieć. Przecież miał też swoje sprawy na głowie, a nie zajmowanie się nią…

Gdy przekroczyła próg kuchni, zauważyła w niej Lenę, stojącą tyłem do drzwi. Z tego powodu zaczęła powoli wycofywać się z pomieszczenia, lecz niestety została zauważona przez przyjaciółkę, która najwidoczniej już wcale nie była na nią zła za sprzeczkę z poprzedniego dnia.

-Victoria!- zawyła cała w skowronkach. Słysząc ton jej głosu Vic domyśliła się, że spotkanie z Zayn’em musiało być bardzo owocne… -Jak tam? Wyspałaś się? Bo wiesz, jest już po dwunastej, a ty dopiero wstałaś…- nawijała jak zaklęta.

-Tak.- przerwała jej brunetka.- Wyspałam się. Dzięki, że pytasz.- mruknęła, podchodząc do okna.

-Ej…- przyjrzała się jej. –Mów, co jest? –odłożyła kubek z gorącą herbatą na blat. Ten sam, przy którym Nick poprzedniego wieczoru dotykał Vic… Brunetka na samą myśl o tym wzdrygnęła się i spojrzała na przyjaciółkę zbliżającą się do niej. –Coś się stało?

-Nie. Dlaczego miałoby się coś stać?- wymusiła uśmiech. Udało się jej to zdumiewająco naturalnie. –Nic się nie stało. Po prostu wczoraj siedziałam do późna…

-No dobrze… Skoro tak mówisz.- przyznała podejrzliwie Lena, po czym ruszyła w stronę blatu. –A teraz powiedz, od kogo dostałaś ten przepiękny bukiet, hmm? Ktoś musiał się naprawdę wykosztować, jest cudowny. Wstawiłam go do wazonu, bo szkoda, żeby takie śliczne róże szybko zwiędły, nie? – uśmiechnęła się szeroko, wąchając biało czerwone kwiaty.

-Wyrzuć je.- powiedziała Vic, tak bardzo przybijającym tonem, że uśmiech z twarzy Leny zszedł w przeciągu sekundy.

-Daj spokój, przecież są piękne! –wskazała na nie zmieszana blondynka.

-Nie, nie są. Wyrzuć je! –rozkazała, znów wyglądając przez okno. Nie chciała patrzeć swojej przyjaciółce w twarz. Nie potrafiła.

-Ale… Dlaczego? – ciemnooka ponownie zbliżyła się do brunetki. –Victoria, odpowiedz mi!

-Bo są od Nick’a. – odpowiedziała dziewczyna łamiącym się głosem.

-Jak to od Nick’a?! Żartujesz sobie ze mnie?

-A wyglądam jakbym żartowała?- spytała sarkastycznie, po czym odwróciła się twarzą do zdenerwowanej kuzynki.

-Wytłumacz mi o co w tym wszystkim chodzi.

-Nick wczoraj tu przyszedł… - Victoria zaczęła mówić. Chciała powiedzieć o tym Lenie, lecz jej głos załamał się już na pierwszych słowach tego zdania. Blondynka domyśliła się co dla Nowińskiej było takie trudne. Bez wahania przytuliła ją do siebie i zamknęła w ciasnym uścisku.

-Musisz zgłosić to na policję.- stwierdziła Lena, nie puszczając przyjaciółki.

-N… Nie mo… mogę…- wyjąkała niepewnie.

-Musisz!

-Nie! Nie chcę, żeby zamknęli Niall’a!- wrzasnęła Victoria, odrywając się od coraz bardziej zdziwionej blondynki.

-O czym ty mówisz?!

-Bo… Wczoraj Niall przyszedł do mnie, później przyszedł też Liam z Ashley… -mówiła tak szybko, że Lena z trudem zrozumiała sens wypowiadanych słów.- I… I później kiedy przyszedł Nick, poszliśmy porozmawiać na osobności i wtedy… Wtedy on… on znowu… A… A Niall… Pobił go…- wyrzuciła z siebie, a na twarzy blondynki pojawiało się coraz większe zdumienie. –On go pobił…- szepnęła, patrząc na swoją przyjaciółkę pustym wzrokiem.  

-W jakim był stanie?

-Miał całą zakrwawioną twarz. Kiedy… Kiedy wychodziłam był nieprzytomny.  –westchnęła Vic, chowając twarz w dłonie. –Ja nie chcę, żeby on poszedł do więzienia przeze mnie…- szepnęła w swoje ręce, niezgrabnie siadając na podłodze.

Lena bez dłuższego namysłu, usiadła obok niej i mocno przytuliła ją do siebie. Nie pozostało jej nic innego jak dać wsparcie przyjaciółce…

                                                        ***

-Dziękuję, że przyszedłeś.- blondynka uśmiechnęła się na widok Horan’a, zmierzającego ku niej.

-Nie ma za co… Z Victorią wszystko w porządku?- zapytał bez ogródek. –Przepraszam, ale dzisiaj rano musiałem wracać.- przyznał.

- Długo musiałam ją uspokajać… Boi się, że zamkną cię za pobicie tego idioty, jeśli pójdzie na policję i zgłosi to co zrobił… -westchnęła ciężko.

-No właśnie i tu jest pewien problem…- zaczął niepewnie, oczekując reakcji Leny.

-To znaczy?

-Powiedział, że nie wniesie skargi na mnie, jeśli Victoria nikomu nie powie o tym, że ją…

-Dobra, nie kończ!- przerwała mu.- Masz zamiar coś z tym zrobić?

-Nie wiem.- wzruszył ramionami, tak jakby naprawdę nie wiedział co począć.- Teraz to wszystko zależy od decyzji Victorii. Przyznaję, że wczoraj, kiedy zobaczyłem jak ten dupek się do niej dobiera to przestałem nad sobą panować i mogę ponieść za to konsekwencje… Ale on też powinien.

-Tym bardziej, że zrobił to już drugi raz…- mruknęła pod nosem.- Bardzo go zmasakrowałeś?

-Nie było z nim aż tak źle…  Z tego co opowiadał mi Liam to wrócił do domu o własnych siłach. Ale możliwe, że nie miał innego wyjścia…- zaśmiał się cicho Irlandczyk, po czym spojrzał na niewiadomy wraz twarzy Leny. – Możesz mi wyjaśnić dlatego on tak uczepił się Victorii? Bo ona nie opowiadała mi o tym zbyt dużo…

-Prawdopodobnie mści się na mnie…- odpowiedziała blondynka, spuszczając głowę w dół. Spojrzała na swoje palce, które nerwowo bawiły się szwami granatowej sukienki, którą dziewczyna miała na sobie.

-Jak to mści się na tobie? Nie rozumiem. –jego czoło automatycznie zmarszczyło się.

-Kiedyś… Bardzo dawno temu… Przyjaźniłam się z nim. –wyznała, nawet nie podnosząc wzroku, by spojrzeć na blondyna. –A kiedy on kazał mi wybrać między sobą, a Victorią, wybrałam ją. Wtedy wszystko co nas łączyło zostało skończone. Nigdy nie żałowałam tej decyzji, bo dopiero wtedy moja więź z Victorią się zacieśniła. Później straciłam z nim kontakt całkowicie. Do czasu, aż przeprowadziliśmy się nad morze… Gdy dowiedziałam się, że również należy do grupy tanecznej, do której się zapisałam, myślałam, że rozszarpię go na miejscu. Chciałam się wypisać, ale było już za późno. On jeszcze wtedy nie wykazywał większej chęci odnowienia naszej znajomości, więc postanowiłam spróbować. Kiedy Victoria przyznała, że się z nim spotyka, byłam wściekła na siebie za to, że kiedyś pozwoliłam jej wpaść na chwilę na mój trening. Pewnie wtedy ją zauważył i upatrzył ją sobie na nową ofiarę… -westchnęła.- Wiedziałam jak postępował z innymi dziewczynami, ostrzegałam Victorię, ale ona nie chciała mnie słuchać. I skończyło się to trochę nieciekawie…- powoli uniosła wzrok, spoglądając na Niall’a, który przysłuchiwał się jej w skupieniu.

-To znaczy, że on postępował tak już z niejedną dziewczyną?- zaciekawił się  Niall.

-No… Nie do końca wiem, czy tak samo, ale złamał serce wielu dziewczynom. A Victoria po prostu dołączyła do jego kolekcji.

-On powinien zapłacić za to co zrobił…

-To już zostaje w rękach Victorii. Nie wiem jaka będzie jej decyzja.- wzruszyła ramionami, z taką łatwością, jakby los jej przyjaciół nie był dla niej ważny. Bardzo powolnym ruchem sięgnęła po białą filiżankę, wypełnioną czarną, orzeźwiającą kawą, po czym przyłożyła ją do ust. Jednak zanim pociągnęła łyk gorącego napoju, dodała jedno, bardzo znaczące zdanie. –Ona bardzo się o ciebie boi… - szepnęła, bacznie obserwując reakcję blondyna.


Niall zachował powagę, szybko odwrócił się w stronę szyby, by wyjrzeć przez okno. Gdy kątem oka zauważył, że Lena zajęta jest odkładaniem filiżanki, pozwolił by jego usta wygięły się w prawie niewidocznym uśmiechu… 







***

*Przepraszam za błędy. 


Kochane! 
I jak? Podoba się rozdział? Z niecierpliwością czekam na komentarze, pytania, Wasze opinie, cokolwiek. :) 
Dziękuję za to, że jesteście. 
Dacie radę 37 komentarzy? 
Kocham. <3 

sobota, 8 marca 2014

Rozdział 51 "Niechciany gość"

Powieki chłopaka zostały podrażnione złośliwymi promieniami słońca, przedzierającymi się przez niezasłonięte okno. Brunet mruknął coś niewyraźnie pod nosem, po czym odwrócił się na drugi bok, zasłaniając głowę poduszką. Jego skronie pulsowały, przyprawiając go o tak intensywny ból głowy, że do oczu, zaczęły mu napływać niewielkie ilości łez.

Nagle usłyszał głośny odgłos, dochodzący z głębi mieszkania. Zakładał, że był to dźwięk tłuczonego szkła.  Dopiero po chwili dotarło do niego, że ktoś prócz niego także musiał być w jego mieszkaniu. Niemal od razu uniósł się do pozycji siedzącej i zwlókł nogi z łóżka. Jego ręka leniwie przetarła zaspaną twarz, następnie przeczesała bujne, brązowe loki. Kiedy w końcu uzbierał siły, żeby podnieść się z ciepłego łóżka- które aż prosiło, by w nim zostać- skierował się w stronę kuchni.

W całym mieszkaniu unosił się tak dobrze znany zapach świeżych omletów, które zawsze poprawiały humor brunetowi. Jego przyjaciel dokładnie o tym wiedział, dlatego je przygotował. Przeczuwał, że Styles nie obudzi się w najlepszym stanie, więc zdecydował zostać u niego na noc i pomóc mu dojść do siebie. Działo się tak bardzo często, gdyż Harry nie odpuszczał sobie alkoholu w wolne wieczory.

-Co ty tu robisz?- jęknął gardłowo lokaty, siadając przy wysokim, ciemnym blacie. No tak, Styles wyjątkowo miło powitał przyjaciela, starającego się mu pomóc.

-Harry…- westchnął Tomlinson, wrzucając do kosza stłuczoną szklankę.- Już tyle razy to przerabialiśmy… Wiem, że gdybym ci nie pomagał to każdego ranka znów sięgałbyś po butelkę. A tego byśmy nie chcieli.- przewrócił  oczami i powrócił do przyprawiania potrawy.

-Dobra.- Styles machnął ręką i wziął głęboki oddech.- To o czym wczoraj nawijałem, kiedy byłem pod wpływem?- zaśmiał się pod nosem, a Lou tylko zgromił go spojrzeniem. Dla niego nie było to wcale śmieszne.

-Nadal ją kochasz, prawda? – mruknął Louis, podsuwając talerz z gotowym omletem, pod nas nos lokatego.

-Co? Niby kogo?- bąknął z pełną buzią. –Daj mi wody…- dodał po chwili, wskazując na butelkę stojącą na blacie. Tomlinson westchnął głęboko, nalał do szklanki dużą ilość wody, po czym podał ją przyjacielowi.

-Victorię. – odpowiedział krótko, czekając na burzliwą reakcję kumpla.

-Chyba sobie ze mnie żartujesz!- prychnął.- Nigdy jej nie kochałem, nie kocham i nie będę kochał. Czy wy w końcu to zrozumiecie?!

-Wczoraj mówiłeś coś innego...- oparł się o blat i przyglądał brunetowi, pochłaniającemu danie.

-Byłem pijany. Plotłem trzy po trzy… Sam wiesz, że alkohol czyści mi mózg.- uśmiechnął się, tak jakby mówił sam do siebie.

-Nie, Harry. Kiedy jesteś pijany mówisz wszystko co leży Ci na sercu. Widocznie ją także tam masz…- dodał ciszej, skanując spojrzeniem każdy ruch Styles’a. Chłopak coraz bardziej się denerwował. Jego szczęka z każdą sekundą nabierała mocniejszych rysów.

-Możesz przestać?- brunet z trzaskiem odłożył widelec na bok, po czym odsunął od siebie talerz. –Nienawidzę jej za to co zrobiła, jasne? Nic tego nie zmieni.-fuknął i wstał z miejsca, mierząc przyjaciela, który był oazą spokoju, w przeciwieństwie do Harry’ego. –Dziękuję za to, że mogłem zjeść śniadanie w jakże miłej atmosferze…- mruknął. Na jego twarzy pojawił się ironiczny uśmiech. Już po chwili w kuchni nie było śladu po Harry’m...

Louis dobrze wiedział, że to skończy się nieporozumieniem i złością Styles’a. Zawsze tak było. Harry praktycznie zawsze unikał rozmowy o tym w każdy możliwy sposób. Ten temat był dla niego drażliwy. Ale… Nie ma co się dziwić. Chłopak także przeszedł swoje. Sam nie wiedział co powinien o tym wszystkim myśleć. Był zostawiony sam sobie. Nie znosił tej pustki w środku, którą czuł gdy Victoria go zostawiła. Nienawidził uczucia, które wypełniało jego serce. Nienawidził uczucia, którym ją darzył…

                                                            ***

Serce dziewczyny już wprost tkwiło w jej gardle. Dłonie trzęsły się tak, że nie panowała już nad tym. Nogi były jak z waty. A wszystko to dlatego, że Parker dowiedział się o malutkiej ‘sprzeczce’ z Aną, którą obie dziewczyny skończyły w szpitalu. Sam fakt sprzeczki nie był dla niego problemem. Facet był wściekły dlatego, że Victoria nie mogła wyjść w takim stanie na scenę. Miała rozwaloną dolną wargę i łuk brwiowy, który lekko spuchł. Dziewczyna nie widziała w tym żadnego problemu, lecz Parker uparł się i zabronił jej występować przez najbliższe kilka dni. Oczywiście, wszystkie występy przełożył na inne dni. Nie pozwolił, by przepadły. Cały Parker.

Kiedy brunetka skończyła wysłuchiwać rwącego monologu i wyszła z gabinetu, natychmiast odetchnęła z ulgą. Oddech zaczął wracać do normy, podobnie jak bicie serca. Gdy przekroczyła próg swojego apartamentu, wszystkie negatywne emocje opuściły ją jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki. Swoją drogą… Dziewczyna sama nie wiedziała dlaczego tak nerwowo reagowała na wszystko co było związane z Parkerem…

Victoria usłyszała szum wydawany przez suszarkę do włosów. Domyśliła się, że Lena musi być w łazience, dlatego właśnie tam się udała. Bez pukania weszła do środka, zastała Lenę, której ciało okryte było białym szlafrokiem, spod niego wystawała niebieska, przylegająca do ciała sukienka. Dźwięk ustał, a blondynka rozczesywała już swoje długie, lśniące włosy.

-Gdzie byłaś? – spytała, widząc za sobą, w lustrze swoją przyjaciółkę.

-Parker dowiedział się o incydencie z Aną… - westchnęła, siadając na brzegu wanny, po czym zdjęła z siebie gruby sweter, zostawiając na sobie tylko czarną bokserkę.

-Był bardzo wściekły?- zmarszczyła czoło. Odwróciła się przodem do swojej kuzynki, następnie rzuciła w jej stronę kosmetyczkę pełną wsuwek i usiadła na podłodze, przed Victorią. –Kok.- oznajmiła szybko, podając jej do ręki szczotkę.

-Sama wiesz jaki on jest…- dodała na sam początek, zbierając gęste, blond włosy w kucyka na czubku głowy. –Nie był bardzo zły dopóki mnie nie zobaczył. Wtedy zaczął krzyczeć, że jestem nieodpowiedzialna, że powinnam takie rzeczy załatwiać inaczej. Dodał jeszcze, że jeśli tak dalej pójdzie to zniszczę sobie reputację. –zaśmiała się pod nosem.- A na koniec powiedział, że przez moje szczeniackie zachowanie musiał przełożyć wszystkie występy z tego tygodnia, bo w takim stanie nie pozwoli mi wyjść na scenę. – wzruszyła ramionami, tak jakby kilkanaście minut wcześniej wcale nie trzęsła się ze strachu przed wkurzonym Parkerem.

-Jak ja go nienawidzę…- gardłowe westchnienie wydostało się z jej ust. –Tak właściwie… Au, trochę delikatniej!- pouczyła swoją przyjaciółkę, która dla zabawy szarpnęła ją za długiego kucyka.

-To się nie kręć!- zachichotała, a następnie zaczęła skręcać poszczególne pasma włosów i upinać je we właściwym miejscu.

-No dobra, dobra…- przewróciła oczami.- Która godzina?

-Nie wiem, sprawdź.- brunetka podała przyjaciółce swój telefon, dalej pogrążając się w swojej pracy.

Kiedy spoglądnęła przez ramię ciemnookiej na wyświetlacz telefonu, zobaczyła, że jest godzina 17:40. Niestety całkowicie zapomniała, że Lena nie wie o jednej, bardzo ważnej sprawie. Kiedy zorientowała się, że blondynka może zobaczyć to co przed nią ukrywała, było już za późno. Prógowicz bez zastanowienia, tak jak to miała w zwyczaju, otworzyła nowe wiadomości, które zielonooka miała w skrzynce odbiorczej. Wszystkie nieodebrane połączenia i nieodczytane sms-y były od jednej osoby…

-Możesz mi powiedzieć co to ma znaczyć? – oburzyła się Lena, czytając treści owych wiadomości.

-Jak to co?- spytała niepewnie.- To co widzisz…- dodała, delikatnie spuszczając głowę, mimo tego, że Prógowicz jej nie widziała. To dawało jej poczucie większego bezpieczeństwa.

-On nadal się od ciebie nie odczepił?

-Po co pytasz, skoro znasz odpowiedź?- jęknęła.

-Czemu mi o tym nie powiedziałaś? – trafiła w czuły punkt.

-Bo… Jakoś tak... Nie było kiedy…

-Niech zgadnę… Czekałaś na odpowiedni moment?- zakpiła, na co w odpowiedzi uzyskała tylko ciche mruknięcie, oznaczające przyznanie jej racji.- Najbardziej oklepany tekst, jaki mogłaś wymyślić. –stwierdziła. – Gdybym się nie spieszyła, na pewno przemaglowałabym Cię…

-Nie potrzebnie. Przecież go ignoruję. Nie odpisuję, nie odbieram gdy dzwoni. – wymieniała, dopinając ostatnie kosmyki włosów, do koka Leny.- Już nawet nie zwracam na to uwagi. Nie ma żadnego problemu.

- Powinnaś powiedzieć o tym Parkerowi. To w końcu jego ojciec, może coś z tym zrobi.

-Ale… Parker już wie…- mieszała się Victoria.

-Jak to?!

-No… Tak. Powiedziałam mu o tym jakiś czas temu. – przyznała cicho.

-Jemu powiedziałaś, a mi nie?!- oburzyła się blondynka.

-Ale, po co miałam zawracać ci tym głowę? – brnęła w to dalej, mimo tego, że dokładnie wiedziała, iż nie wygra.

-Nawet mnie nie denerwuj… - warknęła panna Prógowicz.

-Gotowe.- ucięła krótko Victoria, wstała z wanny i zgrabnie ominęła siedzącą na podłodze Lenę. Wyjęła z jej ręki swoją komórkę, po czym opuściła łazienkę.

Niemal od razu udała się do sypialni. Tam położyła się na łóżku i ślepo patrzyła w sufit. Nie miała ochoty kompletnie na nic. Leniwie bawiła się kosmykami swoich ciemnych włosów. Po chwili usłyszała trzask zamykanych z hukiem drzwi, co oznaczało, że Lena wyszła z Zayn’em do kina. Victoria odetchnęła z ulgą i zaczęła podnosić się z łóżka. Przed jej oczami zrobiło się czarno, gdy zerwała się z miejsca, dlatego natychmiast z powrotem usiadła na miękkim materacu. Odetchnęła głęboko kilka razy i szybko zamrugała oczami. Gdy kilka sekund później jej stan unormował się, usłyszała pukanie do drzwi. Nikogo się nie spodziewała, więc zakładała, że Ash przyszła do niej, jak co wieczór, żeby dotrzymać jej towarzystwa w nudzeniu się. Jednak kiedy otworzyła drzwi do apartamentu, przekonała się, że przed nimi nie stała Ashley, tylko pewien niebieskooki blondyn, uśmiechnięty od ucha do ucha…

-Niall? Co ty tu robisz?- spytała Nowińska, delikatnie się uśmiechając.

-Przyszedłem cię odwiedzić… To źle? – zdziwił się Horan.

-Wręcz przeciwnie. To bardzo dobrze. Skąd wiedziałeś gdzie jestem?

-Od Zayn’a… - objaśnił, zaglądając do środka apartamentu. –Wpuścisz mnie?- zapytał zamyśloną dziewczynę, tym samym wyrywając ją z zadumy.

-Emm… Tak, jasne… Przepraszam…- otworzyła szerzej drzwi, ułatwiając Niall’owi dostanie się do pomieszczenia.

Kiedy oboje znaleźli się już w środku, żadne z nich nie chciało odezwać się jako pierwsze. Dziewczyna nerwowo przebierała palcami, a Niall cały czas przyglądał się jej z podziwem. Uśmiech na jego twarzy gościł nieustannie odkąd ją zobaczył. To ona dawała mu szczęście. Nikt inny…
Nagle brunetka wzięła krótki oddech i zaczęła rozmowę…

-Wiesz… Niall, mam pytanie… Mogę?- uśmiechnęła się niepewnie, spoglądając w oczy swojego towarzysza.

-Pewnie, pytaj.

-Jak to się stało, że wiesz…- zielonooka bała się zadać to pytanie. Nie wiedziała jak Horan na to zareaguje.- Że…

-Że? Pytaj, Victoria… Ja nie gryzę.- zaśmiał się cicho, po czym obdarzył dziewczynę szczerym uśmiechem.

-Dlaczego jesteś z Aną? Od kiedy? –w końcu wydusiła z siebie pytanie, które męczyło ją od poprzedniego dnia.

-Wiesz… Kiedy wyjechaliśmy… Stwierdziłem, że jednak mógłbym spróbować być z Aną. Przecież przez tyle czasu o tym marzyłem, prawda? – westchnął.- Ale to okazało się być nienajlepszą decyzją.-dodał.-  Wracając… Po pewnym czasie zacząłem do niej dzwonić. Nie odbierała. Kiedy w końcu udało mi się ją ubłagać o chwilę rozmowy, dała się przekonać. Przeprosiłem ją, chociaż nie widziałem w tym sensu. Byłem jak w amoku… Potrzebowałem czyjejś bliskości. Ona… Zgodziła się. Spróbowaliśmy. Zmieniła się. Wtedy zaczęła odstawiać te swoje histerie. Była zazdrosna o wszystko i wszystkich. Nieważne co bym powiedział lub zrobił, to było złe, bo nie szło po jej myśli. Nie pasowało jej nawet to, że czasem chciałem wyjść bez niej z chłopakami na pizzę, czy do kina. Odkąd się z nią związałem nie mam własnego życia. Wszystko jest podporządkowane pod nią i jej chimery. Wszyscy mamy jej dość. Nie tylko ja. –wyjaśnił.

-To… Dlaczego z nią nie zerwiesz?

-Myślisz, że nie próbowałem? – uśmiechnął się.- To nie takie proste. Już raz to skończyłem i od razu pożałowałem. Ona już nie odpuści…

-Jak to? Co się stało? – zdziwiła się.

-Ana próbowała popełnić samobójstwo po tym jak z nią zerwałem. Nie chcę z nią być, jest o wiele lepszą przyjaciółką, niż dziewczyną, ale nie zniósłbym świadomości, że ona zabiła się przeze mnie.

-To miłe, że tak się dla niej poświęcasz… - to jedyne co dziewczyna była w stanie z siebie wykrztusić. Zapadła głupia cisza, która krępowała zarówno Victorię, jak i Niall’a. Dopiero po upływie kilku, ciągnących się niemiłosiernie minut, brunetka zdecydowała się odezwać.- Próbowałeś z nią o tym rozmawiać? Bo wiesz… Jej zachowanie nie jest normalne…

-Wiem, że nie jest. Ona nie jest normalna odkąd z nią jestem.- wyjaśnił.- Kiedy z nią rozmawiam ona nawija mi o zaręczynach, o dzieciach, o ślubie, o tym, że mam zakończyć karierę jak najszybciej, żeby móc zacząć budować nasz wymarzony dom… Ale ja tego wszystkiego nie chcę! Nie chcę o tym myśleć. Nie teraz. Nie z nią.

-Jak masz zamiar to rozwiązać? – spytała dziewczyna, która coraz bardziej traciła resztkę nadziei na to, że Ana jest w pełni zdrowa psychicznie.

-Nie wiem. Szczerze… Mam nadzieje, że w końcu się jej znudzę. Bo po tym wszystkim nawet gdyby jakimś cudem znormalniała, nie zdobędę się na jakąkolwiek bliską relację z nią.

-Emm… Niall…- zaczęła. Chłopak spojrzał na nią, wyczekując dalszej części jej wypowiedzi.- Kochasz ją?

-Kochałem… A przynajmniej tak mi się wydawało. Byłem nią zauroczony, oczarowany. Teraz tkwię w tym całym bagnie tylko i wyłącznie ze względu na jej bezpieczeństwo. Zależy mi na niej, ale nie tak jak kiedyś. Nie chcę, żeby zrobiła sobie krzywdę.

-Rozumiem. –powiedziała w zadumie, po czym spojrzała na blondyna, który nie był już taki uśmiechnięty jak chwile wcześniej. Postanowiła zająć go czymś innym. –Masz może ochotę czegoś się napić?- palnęła bez namysłu.

Chłopak uśmiechnął się blado i kiwnął głową, zgadzając się. Zielonooka dużo nie myśląc zerwała się z miejsca. Zrobiła to za szybko, przez co już po chwili zakręciło jej się w głowie, zachwiała się na własnych nogach i przechyliła w bok. Tak właśnie znalazła się na kolanach Niall’a, który w odpowiednim momencie ją złapał.

-Przepraszam… Jestem straszną niezdarą…- wyjąkała Victoria, patrząc prosto w niebieskie tęczówki Horan’a.

-Nie przepraszaj. Dobrze, że nic ci się nie stało…- mruknął.- Ładnie pachniesz…- uśmiechnął się czule i również spojrzał w zielone oczy brunetki, na co jej reakcją było pojawienie się wielkich rumieńców na policzkach.

-D… Dziękuję…- szepnęła, skanując twarz blondyna, który nawet nie miał zamiaru wypuścić jej ze swoich objęć.

Victoria spojrzała na górną wargę jego wąskich ust, po czym jej wzrok szybko powrócił do przenikliwych oczu Horan’a.  Chłopak niepewnie zbliżył swoją twarz do jej twarzy i delikatnie zwilżył usta językiem. Brunetka z trudem przełknęła ślinę. Po chwili przymknęła oczy i próbowała wyrównać oddech, ponieważ miała trudność ze złapaniem go. Kilka sekund później poczuła jego gorący oddech zbliżający się do niej. Czekała na to. Chciała, żeby w końcu to zrobił. Tęskniła za tym odkąd pocałował ją w szpitalu… Napawała się tą chwilą jak tylko mogła. Oboje pragnęli tej chwili, lecz żadne z nich nie przyznałoby się do tego.

Niestety nie było im dane tego skończyć. Kiedy Niall miał już zrobić decydujący krok, w pomieszczeniu rozległo się głośne gwizdanie, na co oboje odskoczyli od siebie jak poparzeni. Victoria natychmiast uniosła wzrok i ujrzała swoją przyjaciółkę, Ashley, za którą stał Liam. Oboje byli bardzo rozbawieni sytuacją, w której zastali Niall’a i Nowińską.

-Gołąbeczki wy moje…- zaczęła ciemnowłosa.- Mam nadzieję, że wam nie przerwaliśmy! –zachichotała, siadając obok zarumienionej Victorii.

-Jak ty tu weszłaś?- spytała zielonooka, z trudem łapiąc oddech.

-Zostawiłaś otwarte drzwi, głupku.- zaśmiała się, uderzając ją w ramię.

-Nienawidzę cię.- bąknęła cicho Vic, lecz po upływie kilku sekund uśmiechnęła się i spojrzała przepraszająco na blondyna, który już witał się ze swoim przyjacielem.- Więc… Tak bardzo się za mną stęskniłaś, że postanowiłaś mnie odwiedzić?

-Właściwie, to było to tak, że miałam wyjść z resztą ekipy na miasto, ale kiedy byłam w holu zauważyłam Liam’a. On nie wiedział gdzie powinien cię szukać, więc postanowiłam, że przyjdę tu z nim. –wyjaśniła, uroczo uśmiechając się do Payne’a.

-Okeeej…- przeciągnęła Victoria, zastanawiając się nad tym czym mogłaby zająć swoich gości. Jednym potrafiłaby się zająć, ale już trójka to tłok…

Spojrzała błagalnym wzrokiem na swoją przyjaciółkę. Ona oczywiście od razu wyłapała o co chodzi brunetce, więc zaczęła opowiadać różne historie. Po kilku z nich, Victoria żałowała swojej decyzji i siedziała zażenowała tą całą sytuacją, a chłopaki wprost pękali ze śmiechu. Oczywiście, każda historia, o której mówiła Ash, pogrążała Nowińską. Jedną z nich była na przykład wpadka Victorii podczas jednej z prób, kiedy to dziewczyna została upuszczona przez dwóch chłopaków, który mieli trzymać ją na rękach na samym końcu piosenki. Dziewczyna zdarła sobie wtedy łokieć oraz obiła nos. Występ nie mógł być przełożony, dlatego dziewczyna wystąpiła z siną twarzą… Co spotkało się z gromkimi oklaskami publiczności, która myślała, że są to żarty…

-Ash… Błagam… Skończ już…- jęknęła Victoria, zasłaniając czerwoną twarz niewielką poduszką.

-Nie, nie! Niech mówi dalej!- zaśmiał się Liam.

-Li!- zawyła Victoria, rzucając w chłopaka poduszką.

-No co?!- złapał lecący przedmiot ze śmiechem.

-Ej!- zaczęła Ashley, ledwo oddychając.- A kiedyś… Po jednym koncercie…  - dziewczyna wciąż się śmiała.- Do garderoby Victorii przyszedł jeden staruszek. To było w jej urodziny… Przyszedł, miał ze sobą taki wielki bukiet fiołków. Jeśli mam być szczera to bukiet był piękny i ja na jej miejscu bym go przyjęła…- powiedziała z wyrzutem, kierowanym do Victorii, zasłaniającej zarumienioną twarz.- I ten dziadek chwalił ją, mówił jaki to był oczarowany jej głosem. Życzył jej sukcesów i stwierdził, że kiedyś na pewno będzie znana na całym świecie. Ona oczywiście zaraz zrobiła się czerwona na twarzy. Nie mogła nic z siebie wydusić. Ten staruszek podał jej ten bukiet, a ona co? Nie przyjęła go, twierdząc, że jest uczulona na fiołki. I zamknęła mu drzwi przed nosem. – skończyła, podsumowując swoją opowieść głośnym śmiechem, którym zaraziła również dwóch członków One Direction.

-Ale później było mi go szkoda! I gdybym tylko mogła to przeprosiłabym go za to!- broniła się Victoria.- Kurde, to wcale nie jest śmieszne!- zezłościła się, była całkowicie poważna. Naraz w całym pomieszczeniu nastała grobowa cisza. Wszyscy skanowali się dziwnymi spojrzeniami. Nie wytrzymali tak długo. Chwilę później wszyscy, nawet Victoria wybuchli gromkim, szczerym śmiechem. Dziewczyna w końcu złapała się z brzuch i zaczęła oddychać głęboko.

-Do dzisiaj pamiętam zrezygnowany wyraz twarzy tego biednego dziadka… Dałaś mu kosza.- zachichotała Ashley.

-Skończ już, bo nie mogę oddychać.- wydusiła Victoria.

Nagle w całym apartamencie rozbrzmiał głośny dzwonek do drzwi. Wszyscy aż podskoczyli z zaskoczenia, co znowu uczcili głośnym śmiechem. Kiedy w końcu dotarło do nich, że jakaś osoba nadal stoi pod drzwiami i oczekuje, aż ktoś łaskawie je otworzy, postanowili trochę się uspokoić.

-Już idę! –wykrzyczała Ashley w stronę drzwi, po czym ocierając mokre od łez policzki, udała się do nich.

Nie minęły nawet dwie minuty, a ciemnowłosa była już z powrotem. Niestety nie była sama. Za nią krył się pewien niechciany gość. Nawet bardzo niechciany.

-Victoria… Ktoś do ciebie…- powiedziała Ashley. Domyśliła się kto to jest. A raczej to wiedziała…

Panna Nowińska wstała i spojrzała na osobę wyłaniającą się zza pleców Ash. Chłopak stanął obok ciemnowłosej i podniósł wzrok, łapczywie skanując ciało Victorii. Brunet szarmanckim ruchem wyjął zza siebie ogromny bukiet, składający się z białych i czerwonych róż, po czym obdarzył dziewczynę jednym ze swoich popisowych, tajemniczych uśmiechów.


-Tęskniłaś?- spytał, pewny siebie, jak zawsze.



***



Po pierwsze...
BARDZO DZIĘKUJĘ ZA WSZYSTKIE KOMENTARZE POD OSTATNIM ROZDZIAŁEM! JESTEŚCIE WSPANIAŁE! <3 
Więc co sądzicie o rozdziale? 
Jak myślicie... Kto przyszedł do Victorii? Jak ona na to zareaguje? Jak poczuje się Niall? Hmm? 
Jejku. Piszcie, piszcie, piszcie. 
Czekam na komentarze! <3 
Dacie radę 40? :) 
Do następnego.