wtorek, 15 kwietnia 2014

Rozdział 55 "Strach"

Dziewczyna nadal nie potrafiła uwierzyć w to, co poprzedniego dnia powiedziała jej Ana. To wciąż do niej nie docierało. Zamazany obraz stojącej przed nią, roztrzęsionej, walczącej ze sobą blondynki nadal tkwił na jej podrażnionych przez gorące łzy powiekach. Cały czas widziała jej błądzące spojrzenie. Rozumiała ją. Starała się zrozumieć co czuła. Żałowała, że tak na nią naskoczyła, ale należało jej się… Prawda w oczy kole, prawda?

Niezdarnym ruchem przetarła zaspaną, opuchniętą twarz swoją niewielką dłonią. Na samą myśl o tym, że tego dnia znów będzie musiała spotkać się z Nikodemem odechciało jej się żyć. Piękny sen o szczęściu okazał się tylko i wyłącznie oszustwem i złudzeniem, wystarczyło, że Parker znów pojawił się w jej już uporządkowanym życiu. Jak widać, nie udało jej się uporządkować go na długo.  

Nagle usłyszała trzask zamykanych drzwi, a po chwili ciche przekleństwo, które wydostało się z czerwonych ust Leny. Brunetka spojrzała w jej stronę i zauważyła, że ciemnooka niosła w rękach dużą, plastikową tackę. Kiedy zauważyła, że jej przyjaciółka przygląda się jej, uśmiechnęła się blado. Wcale nie miała ochoty, by z nią rozmawiać. Nie chciała rozmawiać z nikim po tym jak poprzedniego wieczoru wróciła cała zapłakana, upita i roztrzęsiona. Tak, zostawienie jej pod opieką Ashley, nie było dobrym pomysłem.

-Wybacz, nie chciałam cię obudzić...- mruknęła, siadając na brzegu łóżka Nowińskiej, na co ona odsunęła się w bok, tym samym robiąc obok siebie miejsce dla blondynki, która od razu klapnęła przy zielonookiej.

-Nie obudziłaś mnie, już chwilę nie spałam- oznajmiła krótko.

-Jak się czujesz? Wczoraj nie wyglądałaś najlepiej...- stwierdziła, podsuwając pod nos przyjaciółki tacę, na której w wysokiej szklance stał pyszny sok pomarańczowy, a obok aromatyczne, świeże gofry z truskawkami, które aż prosiły się by je zjeść. Vic niemal od razu usiadła wygodnie, kładąc na swoich kolanach śniadanie.

-Czuję się lep... Nie-pokręciła głową, karcąc samą siebie za to, że miała zamiar skłamać.- Czuję się fatalnie, bo wiem, że zniszczę sobie życie- westchnęła, przyglądając się apetycznie wyglądającemu daniu. - Mam wybór... Zniszczę je sobie lub Niall'owi- uniosła do swoich spierzchniętych warg wielką szklankę i delikatnie ją przechyliła, by napić się soczystego napoju i zaspokoić palące pragnienie. W tym samym momencie do jej sypialni wszedł Mulat, który na widok zmarnowanej Victorii posłał tylko współczujący uśmiech w jej kierunku. -Hej...- mruknęła Vic, wkładając do ust malutki kawałek gofra.

-Widzę, że śniadanie smakuje... - powiedział zadowolony z siebie Zayn, opierając się o framugę drzwi.

-Tak, jest pyszne... Ty je zro... - zaczęła, lecz po chwili zrozumiała, że dokończenie tego pytania i tak nie miałoby sensu.- Ah, tak. Przecież Lena nie potrafi...- uśmiechnęła się pod nosem, tym samym wywołując na twarzy blondynki oburzenie. Nadal robiła takie same miny kiedy udawała, że się obraża.

-Twierdzisz, że nie potrafię gotować?- spytała zdziwiona, na co Zayn zaśmiał się cicho.

-Tak... Tak twierdzę- uśmiechnęła się brunetka, nieśmiało spoglądając w stronę Malik'a, który właśnie siadał na brzegu łóżka. Chłopak złapał ciemnooką za dłoń i czule musnął jej zewnętrzną stronę.

-Jesteś najlepszą kucharką jaką w życiu spotkałem...- szepnął z uśmiechem, patrząc prosto w jej ciemne oczy. Nowińska zachichotała cicho, czując sarkazm, który unosił się w powietrzu.

-Cieszę się, że jesteście szczęśliwi...- przyglądała się im z podziwem.
Nastała krępująca cisza, która powoli zaczynała męczyć wszystkich. Victoria już kończyła jeść przepyszne śniadanie, przyrządzone przez Malik'a. Lena wyczuwając napiętą atmosferę westchnęła głośno i bez słowa zabrała z kolan brunetki pustą tackę, po czym wyszła z pomieszczenia, zostawiając swoją przyjaciółkę sam na sam z Mulatem. Brunet postanowił odezwać się jako pierwszy.

-Vic... - zaczął chłopak, a Nowińska bardziej owinęła się kołdrą, gdyż zorientowała się, że leży w samej bieliźnie. - Wiesz, że wcale nie musisz zgadzać się na to, żeby on cię tak traktował? To nie jest w porządku. On cię szantażuje. Przecież... Gdybyś powiedziała na policji to co on ci zrobił, uznaliby, że Niall działał w twojej obronie, bo przecież tak było. Nie zamknęliby jego tylko Nicka...

-Wiem... Ale to nie jest takie łatwe. Nick nie jest głupi. Jego ojciec wynająłby najlepszych adwokatów tylko po to, żeby go stamtąd wyciągnąć. Za to mściłby się na mnie jeszcze bardziej... Bóg wie do czego mógłby się posunąć- westchnęła, spuszczając głowę.- I tu nie chodzi tylko o mnie... On...

-On? - ponaglił ją Zayn. Przeczuwał, że nie będzie to łatwe dla Victorii. -Nie bój się, powiedz- uśmiechnął się czule.  

-Powiedział, że jeśli nie będę z nim to... To nie będę z nikim... On nie da mi spokoju- wyznała.

Nawet nie wyobrażała sobie tego, że mogłaby spędzić resztę życia z tym dupkiem, który liczy się tylko i wyłącznie ze sobą. Który dba tylko to siebie... Chce by tylko jemu było dobrze.

-On cię zmusza do związku, Victoria! Nie jesteś z nim szczęśliwa, przecież wszyscy o tym wiemy- usiadł bliżej brunetki, która jak najbardziej starała się zasłonić swoje półnagie ciało. -On nie może tobą rządzić. Nie możesz dać sobą pomiatać jak jakąś ścierą. To, że on nie ma do ciebie szacunku, nie znaczy, że możesz na to pozwalać... - mówił, próbując dotrzeć do rozumu dziewczyny. -Oczywiście, musisz wiedzieć, że niezależnie jaką decyzję podejmiesz, będziemy przy tobie i będziemy cię wspierać. Możesz na nas liczyć... - uśmiechnął się pokrzepiająco.

-Zayn... Ja wiem, że mam w was wsparcie, ale ja... ja po prostu się boję. Boję się go. Wiem, że kiedy powiem mu, że to koniec, może mi coś zrobić. A jeśli nie zrobi nic mi, to pewnie zabierze sie za Niall'a, a tego sobie nie wybaczę- oznajmiła, spoglądając na drzwi, w których właśnie pojawiła się Lena.

-Mam pewien pomysł... - zaczęła blondynka, podchodząc bliżej i siadając na kolanach swojego ukochanego. - Jeśli już zdecydujesz się powiedzieć mu, że nie masz zamiaru z nim być, zrób to w parku lub miejscu, gdzie nie będziesz sama. W pobliżu mógłby stać Zayn, tak na wszelki wypadek, gdyby Nick chciał wywinąć jakiś numer- zaproponowała, co spotkało się z przytaknięciem ze strony Malik'a.

-Myślę, że Liam i Lou też byliby skorzy do pomocy, więc z tym nie będzie większego problemu...- dodał Zayn, spoglądając na Victorię, która wyraźnie miała mętlik w głowie. Strach nadal paraliżował jej ciało, nie wspominając już o umyśle.

 Strach jest naszym największym wrogiem. Czyż nie przez niego właśnie często tracimy szansę na lepsze życie, na podjęcie właściwej decyzji? Działamy w stresie robiąc wszystko, tylko po to by pozbyć się go. By pozbyć się tego wstrętnego uczucia. Bo boimy się porażki. Ale... Przecież jeśli nie spróbujemy, nigdy nie przekonamy się czy było warto, czy mogłoby nam się udać. Kiedy próbujemy czegoś dokonać, nie ma klęsk… A gdy poddamy się bez walki, to już jest prawdziwa przegrana. Już zawsze będziemy rozmyślać na temat 'co by było gdyby...'. To już nigdy nie da nam spokoju.

Victoria była tego świadoma, lecz nie potrafiła nawet wyobrazić sobie rozmowy, którą powinna przebyć z Nickiem. Nie mogła wyobrazić sobie samej rozmowy, to fakt, ale co gorsza... bała się jej skutków...

-Więc... co planujesz zrobić? - jak zwykle, Lena nie wykazała się zbytnią cierpliwością, na co jej młodsza przyjaciółka wzięła tylko głęboki oddech, tak jakby planowała już udzielić odpowiedzi, ale po chwili ze świstem wypuściła powietrze z płuc. Nie mogła udzielić odpowiedzi, skoro sama jej nie znała. Dziewczyna spojrzała zbolałym wzrokiem na pannę Prógowicz.

-Ja... Nie wiem, naprawdę nie wiem co powinnam zrobić- westchnęła głęboko, znów wpatrując się w białą niczym śnieg pościel. - Sama chciałabym wiedzieć...

-Nie bój się, nie zostawimy cię samej z tym bydlakiem- zapewnił Zayn.

-Nie to stanowi problem... Ja po prostu nie chcę ryzykować...

-Czego ryzykować? Zachowujesz się jakbyś nadal była nim kompletnie zaślepiona! Próbujemy ci pomóc, ale ty znowu nawet nie chcesz nas słuchać! - cierpliwość Leny zdecydowanie dobiegła końca.

Mulat z całych sił pragnął jakoś uspokoić blondynkę, lecz ta wpadła w taką złość, że nawet jego szepty i delikatne gładzenie jej ramion nic nie dawały. Zrozumiał, że najwyraźniej po prostu musiała wylać z siebie wszystko to co miała na sercu.

-Posłuchaj... Jak tak dalej pójdzie on znów zacznie się do ciebie dobierać, to jest pewne. Chcesz do tego doprowadzić? Chcesz spędzić resztę życia z tym gnojkiem tylko dlatego, że boisz się mu postawić?!- krzyknęła, nerwowo wstając z kolan swojego ukochanego.- Ja nie mam zamiaru patrzeć na to jak marnujesz sobie życie... Albo zdecydujesz się na ten krok teraz, albo zostaniesz z tym wszystkim sama, a wiesz jak może się to skończyć! -wyrzuciła z siebie ze złością.

Wcale nie chciała ująć tego tak ostro, nie chciała sprawić swojej przyjaciółce przykrości, lecz jedynie przemówić jej do rozsądku. Kochała ją jak rodzoną siostrę, martwiła się o nią. Patrzenie na to jak Vic męczy się z Nickiem wprost wypalało jej dziury na sercu. Nie potrafiła stać bezczynnie i patrzeć aż brunetka całkowicie ulegnie wszystkim rozkazom i warunkom Parkera. Musiała ją uratować, a jedynym wyjściem z tej sytuacji było postawienie tego na jedną kartę. Albo wszystko, albo nic.

-Lena, słońce, proszę cię nie krzycz na nią, przecież wiesz, że dla niej nie jest to prosta decyzja... - wtrącił się Zayn, który już sekundę później został potraktowany przez blondynkę wbijającym w ziemię spojrzeniem. Postanowił zamilknąć.

Cisza.

Tylko ona wypełniała pomieszczenie, w którym wszyscy się znajdowali. Panowała wszędzie, lecz nie w głowach tej trójki. Wszyscy wręcz nie potrafili uciszyć głosów, wciąż krzyczących w ich umysłach. Pragnęli chwili spokoju, by móc podjąć dobrą decyzję... Lecz w takim hałasie nie można było podjąć tej właściwej, czyż nie?

Lena nie miała już ochoty stać i wpatrywać się w zamyśloną, będącą w swoim świecie Victorię. Najzwyczajniej odwróciła się i wzbudzając zdziwienie w oczach Zayn'a, skierowała się ku wyjściu z pokoju. Mulat niemal od razu szybkim krokiem ruszył za ciemnooką, gdyż chciał zamienić z nią kilka słów... To co nastąpiło kilka sekund później zdziwiło zakochanych.

-Zayn...- zaczęła brunetka, przez co oboje zatrzymali się w miejscu i wyczekiwali dalszej części wypowiedzi zielonookiej. Chłopak odwrócił się w jej stronę. Stał w progu, a tuż za nim znajdowała się blondynka, która ze zniecierpliwienia już tupała stopą. -Masz czas dzisiaj o piętnastej?- spytała, niepewnie unosząc zaszklony wzrok. Malik tylko uśmiechnął się przyjaźnie i pokiwał głową, tym samym zgadzając się.

-Moja mała, mądra dziewczynka...- mruknęła Lena. Na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech.

                                                        ***

Dwadzieścia minut przed godziną piętnastą brunetka niespokojnie siedziała już na jednej z ławek w pobliskim parku. Nerwowo przebierała palcami u rąk, które były okryte ciepłymi rękawiczkami. Jej delikatny, mały nos zaczął już przybierać kolor czerwony, podobnie jak zmarznięte uszy.

Wyobrażenie sobie rozmowy, którą miała odbyć za kilkanaście minut nadal sprawiało jej trudności. Gdy tylko nachodziła ją myśl odnosząca się do Nicka, miała ochotę po prostu zamknąć się w pokoju i nie wychodzić stamtąd już nigdy.

-Victoria?- usłyszała za swoimi plecami znajomy dźwięk. Nie był to głos Nicka. Gdy rozpoznała kto ją wołał, wiedziała, że nie wróży to nic dobrego.

-Co ty tu robisz?- bardzo miłe przywitanie ze strony Victorii. Szybko wstała z miejsca.

-Liam powiedział mi, że tu jesteś. Przyszedłem, bo chciałbym z tobą porozmawiać... - wyjaśnił, podchodząc bliżej dziewczyny, na co ta zrobiła 
 krok do tyłu.

-To nie jest najlepszy czas na rozmowę, Niall- pouczyła go, rozglądając się na boki, w obawie, że młody Parker postanowił zjawić się kilka minut wcześniej. 

-Możemy porozmawiać kiedy indziej? - spytała. -Proszę...

-Zależy mi na tym, żeby odbyć tę rozmowę jak najszybciej...- nalegał.

-Niall...

-Czekasz na kogoś? - również obejrzał się do tyłu, widząc jak Vic wypatruje kogoś za jego plecami. Wtedy już zorientował się o co chodzi. To nie mogło skończyć się dobrze.

-Co on tu robi?!- wrzasnął na powitanie Nick, zgrabnie omijając zdezorientowanego Horan'a, a zbliżając się do coraz bardziej przerażonej Victorii. Brunet złapał ją za nadgarstek tak mocno, że aż zawyła z bólu. -Mówiłem, że masz się z nim nie spotykać! Chyba wyraziłem się jasno?!-ścisnął rękę z jeszcze większą siłą, co wywołało u Victorii stłumione jęknięcie, oznaczające wołanie o pomoc.

-Puść ją! - warknął Niall, szarpiąc Parkera za ramię, lecz nawet to go nie ruszyło.

-Horan, nie wtrącaj się! To są sprawy moje i mojej dziewczyny, więc proszę oddal się w podskokach, zanim połamię ci te koślawe nogi!- syknął Nick, coraz mocniej wyżywając się na sinym nadgarstku brunetki. Blondyn początkowo szukał w głowie jakichkolwiek słów, którymi mógłby się odegrać na chłopaku, lecz po chwili dotarła do niego powaga tej sytuacji i zrozumiał, że to nie był najlepszy czas na szczeniackie docinki. Chwilę później dotarła do niego jeszcze ważniejsza sprawa... To prawda, tego dnia nie miał zbyt szybkiego refleksu. Nieprzespana noc robi swoje...

-Dziewczyny?!- oburzył się chłopak o pięknych, niebieskich oczach, w których odbijała się biel, puszystego śniegu, co jeszcze bardziej upiększało jego błękitne tęczówki. Victoria nawet w takiej sytuacji nie potrafiła powstrzymać się od podziwiania ich.

-Tak, Victoria jest moją dziewczyną!

-Dlaczego nic mi o tym nie powiedziałaś?- Niall już nawet nie wiedział co powinien o tym wszystkim myśleć. Czuł jakby wszystko na czym opierał się jego świat, runęło w gruzach.

-Aa...- jęknęła z bólu, co nawet nie ruszyło ani jednego ani drugiego chłopaka. W tamtej chwili obaj oczekiwali na jej odpowiedź. - A kiedy miałam to zrobić?- syknęła, po czym Nick poluzował uścisk, lecz nadal nie puszczał jej zsiniałego nadgarstka.

 Horan nawet nie drgnął. Przyszedł tu specjalnie po to, by oznajmić Victorii pewną bardzo ważną rzecz. Pewien fakt, który z pewnością by ją ucieszył... Nagle dowiedział się czegoś, czego nie spodziewałby się po Victorii. Nie mógł przyswoić sobie tego do świadomości.

-Niall... mógłbyś zostawić nas samych, proszę?- odezwała się niepewnie.

-Nie zostawię cię samej z nim... - stwierdził Horan, przyglądając się ze skupieniem i obrzydzeniem Parkerowi.

-Oh, no daj spokój... Przecież nic jej nie zrobię!- zakpił.

-Właśnie widzę jak nic jej nie robisz...- bąknął, wymownie spoglądając na jego dłoń, zaciśniętą na nadgarstku Vic. Nikodem z trudem puścił jej rękę.

-Niall, zostaw nas samych. Zapewniam cię, że nic mi się nie stanie...- szepnęła Victoria, niepewnie kierując wzrok w stronę kawiarni, w której przy samej szybie siedział Mulat, bacznie przyglądający się całemu zajściu. 

Blondyn również spojrzał w tamtą stronę i momentalnie załapał co miała na myśli zielonooka. Niechętnie przytaknął głową i bardzo powoli odszedł w stronę kawiarni.

-Skarbie... tak bardzo się za mną stęskniłaś, że kazałaś mi tu przyjść?- zawył z uśmiechem Nick. Swoją drogą jego uśmiech był równie sztuczny co uśmiech jego ojca... -To słodkie!

-To może byłoby słodkie, gdybym naprawdę na tobą tęskniła...- Vic teatralnie przewróciła oczami, po czym westchnęła głęboko, tym samym zyskując na czasie.

-Radziłbym ci uważać na słowa...- warknął, zbliżając się do niej na niebezpieczną odległość. Dziewczyna od razu odskoczyła w bok.

-Nie! Nie będę już na nic uważała, jasne? Zrozum, że nie mam już dłużej ochoty spełniać wszystkich twoich zachcianek. Nie będę dłużej twoją lalką, z którą mógłbyś robić co tylko sobie zapragniesz. To skończone! -rzuciła szybko, w uwadze czekając na jakąkolwiek reakcję ze strony Nicka.

-Co chcesz przez to powiedzieć?- zdziwił się, lecz nie było to udawane. Zdziwienie na jego twarzy było dziwnie autentyczne, na co Vic również była zaskoczona. Oczywiście, chwilowo zbił ją tym z tropu, przez co musiała zastanowić się nad właściwym doborem reszty słów.

-Nigdy cię nie kochałam, nie kocham i nie będę kochać. Pogódź się z tym i daj mi spokój. Już nigdy nie będziemy razem. To koniec, Nick- powiedziała niepewnie, nerwowo pocierając dłonią o przedramię.

-Nie zrobisz tego... Nie skończysz tego co między nami jest!- gwałtownie podszedł do dziewczyny i spoliczkował ją, zostawiając na jej bladym, zmarzniętym policzku, gorący, czerwony ślad dużej dłoni. Brunetka zasyczała z bólu, łapiąc się za bolący policzek. Do jej szczelnie zamkniętych oczu zaczęły napływać nieproszone łzy. - Masz jeszcze jedną szansę... Zmień swoją ostatnią wypowiedź, a wtedy ci wybaczę...

-Ty mi wybaczysz?! Chyba sobie ze mnie żartujesz! - krzyknęła, nadal trzymając dłoń, w miejscu gdzie odbiła się ręka Nicka. -Za żadne skarby świata z tobą nie zostanę! Nienawidzę cię! - wrzasnęła, powodując echo, w prawie pustych alejkach pięknego parku.

Wiedziała co brunet miał zamiar zrobić. Zmarszczyła czoło, mocno zamykając oczy i kuląc się ze strachu, w nadziei, że cios nie będzie tak mocny jak poprzedni. Na szczęście w ostatniej chwili ręka Parkera, zmierzająca ku drugiemu policzkowi dziewczyny została powstrzymana przez postawnego mulata. Malik niemal od razu zwinnie wygiął rękę chłopaka do tyłu i jednym, zdecydowanym ruchem podgiął mu nogi, przez co ten wylądował twarzą w  śniegu.

W tym samym czasie blondyn szybko podbiegł do brunetki, złapał ją za rękę i zaczął ciągnąć w stronę samochodu. Zdezorientowana dziewczyna wystraszyła się i zaczęła krzyczeć, ale kiedy chłopak przyłożył swoją dłoń do jej ust i kazał spojrzeć w swoje oczy, automatycznie uspokoiła się. Wszystko działo się tak szybko, że nawet nie panowali nad swoimi ruchami. Chwilę później już oboje siedzieli w ciepłym samochodzie, w którym za kierownicą czekał już uśmiechnięty od ucha do ucha Louis.

-Byłaś dzielna.- powiedział niebieskooki brunet, gdy tylko Vic spokojnie usiadła na tylnym, skórzanym siedzeniu.

-Nie sądzę...- bąknęła pod nosem, przyglądając się w małym lusterku, swojemu policzkowi, który już powoli zaczął sinieć.

-Myślisz, że teraz sobie odpuści? - spytał Tomlinson.

-On nigdy sobie nie odpuści- odpowiedziała ze stu procentową pewnością.

W tym samym momencie do samochodu wsiadł Malik, zajmując miejsce obok kierowcy. Szybko zapiął pasy i kazał przyjacielowi już odjeżdżać, co ten natychmiast uczynił.

-Powinnaś jak najszybciej przyłożyć coś zimnego do policzka, bo połowa twojej twarzy zrobi się sina... On ma strasznie duże ręce...- stwierdził ze zdziwieniem Zayn.

-Nie pocieszasz mnie- westchnęła ciężko brunetka, wciąż patrząc w lusterko, wiszące nad przednią szybą.

                                                        ***

Leżąc na swoim wygodnym łóżku, brunetka słyszała głośne rozmowy dochodzące z salonu, w którym znajdowało się 4/5 zespołu One Direction, Lena oraz zapewne Ashley. Bawili się w najlepsze, rozmawiając, śmiejąc się. Dziewczyna nie miała na to najmniejszej ochoty, bo wiedziała, że nie ma się z czego cieszyć.

Nagle zauważyła smugę światła, rozświetlającą jej sypialnię, która dotychczas pogrążona była w ciemnościach. Oznaczało to, że ktoś wszedł do pomieszczenia. Zielonooka leniwie zwróciła wzrok w stronę już zamkniętych drzwi. Nie rozpoznała sylwetki zbliżającej się do niej osoby, więc zaświeciła malutką lampkę nocną, dopiero wtedy zobaczyła zmartwioną twarz swojego blond przyjaciela, który chwilę później, ostrożnie usiadł na brzegu jej łóżka.

-Proszę... Przyłóż sobie...- powiedział spokojnie i podał dziewczynie lód w kostkach, owinięty w cieniutki ręcznik. Brunetka niechętnie wykonała jego polecenie.

-Dziękuję- mruknęła niewyraźnie.

-Przepraszam, że o to zapytam, ale... Dlaczego nie powiedziałaś mi o tym, że on postawił cię w takiej sytuacji? Razem na pewno jakoś poradzilibyśmy sobie.

-Skąd o tym wiesz?- zdziwiła się, od razu podnosząc się delikatnie w miejscu.

-Od Leny... Proszę, odpowiedz.

-Po prostu wolałam jakoś załatwić to sama. 

-Jakoś...- burknął pod nosem, opuszkiem palca przejeżdżając po sinej ranie, widniejącej na jej nadgarstku.

-Nie chciałam zawracać ci tym głowy...- dodała pod nosem, zabierając rękę od blondyna.

-Martwię się o ciebie- szepnął, na co brunetka spojrzała na niego i niepewnie się uśmiechnęła.

-O czym chciałeś porozmawiać, kiedy podszedłeś do mnie w parku? - starała się szybko zmienić temat, co niezbyt zadowoliło Horan’a.


-Chciałem ci powiedzieć, że Ana ze mną zerwała...- oznajmił, wprawiając Victorię w stan osłupienia... 






***
Hej!
Rozdział napisałam tak o sobie, usiadłam i napisałam. Tak wiem, nie udał mi się, jest trochę nieprzemyślany… Wybaczcie.
Przepraszam za błędy! 

Mam prośbę... Komentujcie! Prooooszę, ładnie prooooszę. ;)
Naprawdę bardzo zależy mi na komentarzach.

Czekam na komentarze, zapraszam na następny! <3 

sobota, 5 kwietnia 2014

Rozdział 54 "Decyzja"

- Wróć do mnie… W zamian za to wycofam zeznania, a twój ‘przyjaciel’ będzie wolny…- szepnął, delikatnie łapiąc ją za malutką dłoń.

Będzie wolny… Będzie wolny… Niall będzie wolny… Powtarzała w swojej głowie brunetka. Nie potrafiła wyobrazić sobie tego jak znów będzie musiała okłamywać samą siebie. Szukać szczęścia w związku z kimś, kto nie potrafi go dać. Z kimś, kto nie jest szczęśliwy. Kto tylko sprawia wrażenie szczęśliwego…

Nagle poczuła jak jego dłoń zaciska się na jej cienkich, chudych palcach. Chłopak próbował wymusić na niej szybką odpowiedź, lecz to spowodowało całkowicie odwrotny skutek, gdyż dziewczyna odsunęła się od niego i szybko wyrwała swoją dłoń z jego uścisku.

Musiała podjąć decyzję. Musiała zdecydować. Zrobiła to. Dla niego. Dla Nialla. Wiedziała, że będzie żałować tej decyzji.
Jej głowa aż pulsowała od nadmiaru czarnych scenariuszy. Nie potrafiła pogodzić się ze swoją decyzją. Westchnęła głośno i niepewnie uniosła swój zbolały wzrok na wyczekującego odpowiedzi bruneta. On widząc jej wyraz twarzy upewnił się w swoich przekonaniach i tylko radośnie uśmiechnął się.

-Zgadzam się…- szepnęła Victoria. Nagle poczuła jakby ogromny kamień przygniótł jej niewielkie, zdruzgotane serce. Znów musiała robić coś wbrew swojej woli, tylko po to, by zadowolić kogoś innego. Ponownie druga osoba decydowała o jej życiu. Oczywiście, mogła podjąć inną decyzję, lecz nie chciała narażać przyjaciela. Na samą myśl o blondynie jej usta wygięły się w nikłym uśmiechu.

-Wiedziałem, że nie dasz się długo prosić…- zawył zadowolony z siebie Nick.  –Będzie cudownie, jak kiedyś…- stwierdził, po czym szybko złapał brunetkę za nadgarstek, natychmiast przyciągając ją do siebie. Niemal od razu schylił nieco głowę, tym samym zbliżając swoją twarz do twarzy Victorii. Liczył na chwilę zbliżenia, lecz nawet w takiej sytuacji zielonooka nie pozwoliła na to. Skrzywiła buzię, odsuwając się od niego. Brzydziła się nim, więc nawet nie przeszło jej przez myśl to, by pozwolić na pocałunek. Młody Parker zmarszczył czoło.

-Najpierw pójdziesz wycofać zeznania. –powiedziała oschle Vic.- Najlepiej będzie jeśli zrobisz to teraz…

-Obiecałem że pójdę na komisariat, to fakt… Ale to nie oznacza, że pójdę tam od razu- warknął.

-Albo teraz, albo nici z umowy… - Nowińska zmrużyła oczy, w skoncentrowaniu czekając na jakąkolwiek reakcję chłopaka. W wypadku nagłego napadu złości Nick’a, dziewczyna była gotowa, by w każdej chwili uciec. –To jak?- przechyliła głowę w bok, dokładnie przyglądając się każdemu ruchowi bruneta. Rysy jego twarzy momentalnie zrobiły się wyraźniejsze. Chłopak spojrzał na nią, po czym promiennie się uśmiechnął. No tak, jego popisowy numer… Uśmiech na zawołanie.

-Dobrze skarbie, jeśli to miałoby cię uszczęśliwić…

-Oh, uwierz, że to jedna z niewielu rzeczy, którą mógłbyś mnie uszczęśliwć - fuknęła, po czym szybkim krokiem udała się w stronę drzwi, tym samym zostawiając zdezorientowanego Parkera gdzieś w tyle. Dziewczyna postanowiła, że osobiście dopilnuje, by jej ‘chłopak’ dotrzymał danego wcześniej słowa…

                                                           ***

Zielonooka siedziała na jednym z niskich i niewygodnych krzeseł w poczekalni. Ponowne przesłuchanie Nicka trwało już wystarczająco za długo, co jedynie przyprawiało ją o napływ niepotrzebnych, złych myśli. W głowie wręcz błagała, żeby jej plan się powiódł, lecz jeszcze nie wiedziała, że młody Parker szykuje dla niej następną niespodziankę… Niekoniecznie dobrą.

-No proszę, kogo ja tu widzę…- piskliwy, denerwujący głos dobiegł do jej wyczulonych uszu. Brunetka wzdrygnęła się na samą myśl o osobie, która właśnie do niej podchodziła. Kiedy odwróciła się, by na nią spojrzeć, zauważyła, że farbowana blondynka ubrana była w białe, obcisłe rurki, szary sweterek, czarne buty i kurtkę tego samego koloru. Wyglądała wyjątkowo ładnie, co zielonooka przyznała sobie niemal od razu. Chwilę później wkurzający głos Any znów dotarł do jej uszu.- Przez ciebie Niall siedzi, a ty jeszcze masz czelność się tu pokazywać?!- wysyczała przez zaciśnięte zęby, powoli podchodząc do Victorii, która wstała z miejsca, by być na równi ze zbliżającą się żmiją.

-Daruj sobie te teksty… Przyszłam tu po to, żeby mu pomóc.

-Pomóc?!- spytała kpiącym tonem.- Tak mu pomogłaś, że przez ciebie jest w pace! –wrzasnęła.- Po co kazałaś mu pobić jakiegoś chłopaka? Nie potrafisz się sama bronić?- Ana coraz bardziej nacinała cienką i wiotką nić, jaką jest cierpliwość brunetki.

-Ja mu kazałam? Kazałam? Ja nawet go o to nie prosiłam. Sam stanął w mojej obronie.- wyjaśniła Vic, najspokojniej jak potrafiła, a na obecną chwilę ten spokój był naprawdę na granicy wytrzymałości.- Z resztą… po co ja ci się tłumaczę… To nie twoja sprawa.- westchnęła, siadając z powrotem na miejsce.

-Mylisz się. To jest moja sprawa, bo Niall jest moim chłopakiem…- uśmiechnęła się, kładąc nacisk na dwa ostatnie słowa swojej wypowiedzi.

-Nie zasługujesz na niego.- szepnęła Victoria, kręcąc głową.

-Coś ty powiedziała?!- wzburzyła się. Tak, ewidentnie Vic trafiła w jej czuły punkt.

-On jest dla ciebie za dobry. Cały czas go ranisz, nie widzisz tego?! Nieustannie, na każdym kroku starasz się pokazać mu to, że jesteś najważniejsza… Ale zrozum, że on też chce być szczęśliwy! – wyrzuciła z siebie to co od jakiegoś czasu leżało jej na sercu.- Nie zasługujesz na niego –powtórzyła.

-A myślisz, że jest mi łatwo żyć z tym, że on już mnie nie kocha?! Żyję ze świadomością, że ktoś inny jest ode mnie ważniejszy, że to nie moje imię mruczy przez sen, że kiedy mnie przytula robi to z niechęcią! To o bliskości z tamtą osobą marzy, to ją wciąż kocha… - mówiła Ana, próbując ukryć łzy, które już drażniły jej powieki. –A wie… wiesz kto jest tą osobą?- spytała retorycznie. Szybko pociągnęła nosem, spuszczając głowę. – Ty.

Życie wokół Victorii zamarło w miejscu. Dziewczyna spojrzała z niedowierzaniem na blondynkę, która wpatrywała się pustym, zamglonym wzrokiem w podłogę. Nowińska potrząsnęła głową. Nie mogła uwierzyć w to, co chwilę wcześniej wydostało się z ust Any. Przed jej oczami w ciągu sekundy przeminęły wszystkie wspomnienia związane z blondynem… Piękne wspomnienia.

-J… Ja?- spytała dla pewności.

-Tak, ty! – westchnęła blondynka.- I to właśnie ty na niego nie zasługujesz! Ja staram się dać mu wszystko czego potrzebuje! A…

-Wszystko?! Jesteś pewna, że wszystko?- wrzasnęła.- On chce być szczęśliwy, uwielbia szczere rozmowy, wprost nienawidzi kłamstw, oszustw, jest czuły, wrażliwy… Potrzebuje choć trochę twojej uwagi… Ale przecież ty zawsze skupiasz się na tym, żeby pokazać mu kto rządzi w waszym związku, prawda? Skupiasz się na sobie! Na swoich potrzebach. Nie zwracasz nawet najmniejszej uwagi na to czego on pragnie…- stwierdziła Nowińska.

-Zamknij się!- krzyknęła jeszcze głośniej niż chwilę wcześniej zrobiła to Vic.- Z tobą wcale nie byłoby mu lepiej! Popatrz ile problemów ściągasz na niego! Wystarczyło, że się… -Ana wrzeszczała już najgłośniej jak tylko potrafiła. Na szczęście jeden ze starszych funkcjonariuszy wyszedł z pomieszczenia przesłuchań i od razu na wstępie obdarzył obie dziewczyny spojrzeniem pełnym pogardy i wściekłości z nutką poirytowania.

-Przepraszam, dziewczęta, że wam przeszkadzam, ale trwa właśnie przesłuchanie. A takie sprawy, proszę, załatwcie sobie na zewnątrz- na koniec westchnął, przewracając oczami, po czym z hukiem zamknął za sobą drzwi do pokoju.

Brunetka postanowiła już więcej się nie odzywać. Wprost nienawidziła takich sytuacji. Fakt, dała się sprowokować Anie, ale to nie powód do tego, żeby ciągnąć to w nieskończoność. Zielonooka po prostu odwróciła się i odeszła w stronę wyjścia. Za sobą słyszała wiązankę licznych wyzwisk pod swoim adresem, lecz nie przejęła się tym zbytnio. Swoją drogą… Ana miała bardzo bogate słownictwo związane z obrażaniem innych ludzi…

-Mała, zaczekaj! – ten głos zdecydowanie różnił się od głosu Any. Od razu rozpoznała, że wołał ją Nick. Gwałtownie odwróciła się w kierunku, z którego dochodziło wołanie i zauważyła, że brunet jest już tuż za nią. Na twarzy chłopaka widniał szeroki uśmiech.

-Udało się!- zawył szczęśliwy. – Wykonałem zadanie, co za to dostanę?- poruszył brwiami, obdarzając dziewczynę zachęcającym uśmiechem.

Ona szybko przytuliła Parkera tylko po to, by nie musieć go całować. Niestety jej plan się nie powiódł. Ciemnooki niemal od razu odsunął ją od siebie i namiętnie pocałował. Ich usta stykały się ze sobą przez kilkanaście sekund. Nikodem wcale nie miał zamiaru kończyć. Po chwili znacznie pogłębił pocałunek, co coraz bardziej zaczęło denerwować Victorię. Tym bardziej, że nagle z jednego z bocznych korytarzy wyszedł Niall. Dziewczyna miała ochotę zapaść się pod ziemię. Jej policzki oblały gorące rumieńce. Prędko uciekła wzrokiem, po prostu zamykając oczy, co przy pocałunku dla niektórych jest normalne…

Blondyn z niedowierzaniem patrzył w stronę Nowińskiej. Miał nadzieje, że to co właśnie widzi było tylko złudzeniem… że to nie była Victoria. Lecz po chwili nadzieja odpłynęła w siną dal, gdyż dziewczyna odsunęła się od bruneta i spojrzała w stronę Horan’a przepraszającym wzrokiem. Nie mogła zrobić nic. Niall zobaczył to w jej oczach…

Po chwili poczuł, jak ktoś rzuca mu się na szyję. Oczywiście, była to Ana. Od razu mocno przytuliła się do Horan’a, który odwzajemnił uścisk, lecz wciąż spoglądał w stronę zagubionej brunetki. Chciał podejść do niej i zapytać co to wszystko ma znaczyć, lecz nie mógł. Nie mógł zrobić tego Anie.
Victoria również ciągle spoglądała w stronę zdezorientowanego Niall’a. Chciała pójść do niego, lecz Nick nadal trzymał ją przy sobie w ciasnym uścisku. Poluzował go dopiero wtedy, kiedy poczuł na sobie palące spojrzenie zielonookiej.

-Puść mnie, chcę z nim porozmawiać- powiedziała stanowczo Vic.

-Nigdzie nie idziesz- syknął pewny siebie.

-Nick, proszę cię, chce tylko z nim porozmawiać!- nalegała. Chłopak tylko zaśmiał się pod nosem, co spotkało się ze zdziwieniem Victorii. –Bawi cię to, że chcę zamienić dwa słowa z moim przyjacielem? – spytała zdenerwowana, krzyżując ręce na wysokości swoich piersi.

-Byłym przyjacielem, mała – uśmiechnął się.- Z waszą pseudo przyjaźnią koniec… - oznajmił tak, jakby była to najbardziej oczywista rzecz na świecie.

-O czym ty mówisz? – zdziwiła się brunetka, robiąc coraz wolniejsze kroki do tyłu, po to by odsunąć się do niego jak najdalej.

-Jednym z następnych warunków naszego związku jest to, że przestajesz utrzymywać z nim kontakt… - odrzekł z uśmiechem.

-Co?!- wrzasnęła Victoria, zwracając na siebie niepotrzebną uwagę. Parker tylko obdarzył ją kolejnym uśmiechem. – O czym ty mówisz?!- oburzyła się, wrogo patrząc mu prosto w oczy.

-Musisz przestać się z nim kontaktować.

-Jakoś wcześniej nic o tym nie mówiłeś!- dziewczyna miała wrażenie jakby  ziemia osunęła się jej spod nóg, na których i tak już ledwo stała.

-Bo nie zapytałaś o haczyki…

-Jakie haczyki?! Jakie haczyki, co? Mów, może dowiem się czegoś jeszcze o mojej przyszłości… - zażądała.

Jedyną reakcją bruneta był głośny, radosny śmiech, co zdenerwowało Victorię jeszcze bardziej. Dziewczyna najzwyczajniej w świecie odwróciła się i wybiegła z komisariatu z niewiarygodną prędkością. Po kilku sekundach była na zewnątrz, gdzie niezdarnie usiadła na ogromnych, zapewne zimnych schodach. Oparła łokcie o zgięte kolana, a głowę, ciężką od nadmiaru myśli podparła na rękach. Dłonie od razu wplotła w bujne, brązowe włosy, po czym spuściła głowę, próbując poukładać sobie wszystkie wydarzenia w jedną, spójną całość. Nie potrafiła zrozumieć dlaczego Nick tak bardzo o nią walczy, dlaczego tak mu zależy na tym, by przy nim była… Dlaczego ją oszukuje?

Nagle poczuła czyjeś ciepło przy swoim ciele. Nawet nie drgnęła, mało obchodziło ją to kto się do niej przysiadł. Co prawda… Miała cichą nadzieje, że był to Niall, lecz po chwili poczuła palące rozczarowanie. Usłyszała głos, którego na ten dzień miała serdecznie dość.

-Mała… Ja chcę twojego dobra – szepnął Nick, kładąc na jej zmarzniętym ramieniu swoją ciepłą dłoń.

-Chcesz mojego dobra?- spytała zdziwiona.- Jeśli chciałbyś mojego dobra to już dawno by cię tu nie było! Chcesz mnie zniszczyć. Doszczętnie. – powiedziała resztką sił, po czym gwałtownie wstała z miejsca i ruszyła przed siebie w nadziei, że młody Parker da jej już spokój. Niestety, myliła się. On wcale nie odpuszczał. Szedł za nią przez kilka minut, aż w końcu brunetka odwróciła się w jego stronę i z bezradności wybuchła żalem. –Czego ty ode mnie chcesz? Dlaczego nie możesz znaleźć sobie innej dziewczyny, która mogłaby być z tobą szczęśliwa? Czemu uczepiłeś się akurat mnie?!- krzyknęła ze łzami w oczach.

-Bo cię kocham.- odpowiedział krótko, próbując złapać zielonooką za dłoń, lecz ta zrobiła szybki unik.

-Ty nie potrafisz kochać! Nie wiesz co to miłość, więc proszę nie pleć bzdur… -westchnęła.- A teraz zostaw mnie samą, proszę – szepnęła, po czym ponownie ruszyła w drogę powrotną do hotelu.

-Zrozum, że ja naprawdę cię kocham! I wiem, że ty też coś do mnie czujesz! Ja to wiem. – mówił, ciągle podążając krokiem Victorii.

-Odejdź. Chcę być sama. –nawet nie spojrzała w jego stronę.

-Ostrzegam cie, że jeżeli tylko ze mną zerwiesz, zniszczę ciebie i tego twojego kochasia… - mruknął Nick, wyprzedzając brunetkę i stanął z nią twarzą w twarz, tym samym zagradzając jej drogę.

-Nic nam nie zrobisz!- syknęła.

-Założysz się? – spytał brunet, z charakterystyczną dla niego pewnością siebie.– Mówiłem to śmiertelnie poważnie. Nie dopuszczę do tego żebyś z nim była. Jeśli nie będziesz ze mną, nie będziesz z nikim. Pogódź się z tym. - rzekł krótko.- Zrozumiałaś?

-Przepuść mnie, chcę iść porozmawiać z Leną…- powiedziała cicho Victoria, unikając kontaktu wzrokowego z Parkerem. Chłopak wściekł się.

-Pytam, czy zrozumiałaś?- warknął, łapiąc Vic za buzię i ściskając jej usta mocno, po to by wymusić od niej chwilę uwagi oraz jakąkolwiek odpowiedź.  –Odpowiedz!

-Z… Zrozumiałam…- powiedziała z trudem. Po tym Nick złożył krótkiego, lecz równie soczystego całusa na jej posiniałych wargach. Chwilę później brunetce udało się wydostać z uścisku Parkera, a kiedy to się stało, natychmiast zgrabnie wyminęła go, wciąż hamując napływające do oczu łzy. Szła przed siebie, ignorując to, że jej ‘chłopak’ wciąż podążał krok w krok za nią.

-Może dałabyś się zaprosić na kolacje dzisiaj wieczorem? – spytał, jak gdyby incydent sprzed kilku minut wcale się nie zdarzył. – Wiesz, jako para powinniśmy spędzać ze sobą jak najwięcej czasu, mała. – stwierdził, co spotkało się z parsknięciem cichym, stłumionym śmiechem przez Victorię. – Coś cię bawi, skarbie? – zdziwił się.

Brunetka już nawet nie odpowiadała. Po prostu szła przed siebie. Po niedługim czasie, spędzonym na ignorowaniu Nicka, trafiła do hotelu, gdzie błyskawicznie zgubiła w tłumie natrętnego Parkera… Wchodząc do apartamentu wyładowała swoją złość za niewinnych drzwiach, trzaskając nimi z taką siłą jaką tylko zdołała z siebie wycisnąć, czym udało jej się przykuć uwagę swojej blond przyjaciółki, która niemal od razu ze strachem przybiegła do Vic.

-Dlaczego musiałam być taka głupia?!- wrzasnęła z bezsilności Nowińska. – Powiedz mi, dlaczego? – spojrzała oczami pełnymi łez prosto w ciemne tęczówki Leny, w których błyszczało zmartwienie i zdziwienie. – Czemu musiałam się na to zgodzić? Czemu moje życie musi być tak skomplikowane?!- westchnęła, niezgrabnie siadając na podgrzewanych kafelkach, mieszczących się w przedpokoju, prowadzącym do salonu.

-Victoria, proszę, uspokój się i wyjaśnij mi co się stało. Na co się zgodziłaś?- spytała spokojnie Lena, siadając obok rozdrażnionej brunetki.

-Jestem idiotką- stwierdziła zielonooka, bezradnie łapiąc się za głowę.

-Nie jesteś idiotką. Wyjaśnij mi o co chodzi, inaczej ci nie pomogę…

-Chciałam pomóc Niall’owi wydostać się z więzienia i… i poszłam do Nicka, poprosić go, żeby wycofał zeznania.- zaczęła Vic, co chwilę przerywając i biorąc głębokie oddechy, jakby miało jej to pomóc w przypomnieniu sobie jak przebiegała ich rozmowa. – I posprzeczaliśmy się trochę… Zaproponował, że wycofa te zeznania, jeśli do niego wrócę…- szepnęła niepewnie.

-Tylko nie mów, że się zgodziłaś…- syknęła z niedowierzaniem Lena, na co jej przyjaciółka krucho pokiwała głową, tym samym przytakując. –Victoria…

-Wiem, jestem głupia…- westchnęła, patrząc na twarz blondynki, na której ewidentnie widniało współczucie. –Ale to nie wszystko…

-Jak to nie wszystko?

-Kiedy wycofał zeznania, na komisariacie spotkałam Nialla, chciałam z nim porozmawiać, a wtedy Nick oznajmił, że jednym z ‘haczyków’ w naszej umowie jest to, że nie m… mogę się spotykać z Niallem…- wyjaśniła, gorzko łkając. Nie mogła pogodzić się z tym, jak jej ‘chłopak’ ją traktował. Na samo wspomnienie ich rozmowy, miała ochotę wycofać się z tej umowy, lecz kiedy tylko przypomniała sobie o Horan’ie, przepędzała te myśli ze swojej głowy. Nie mogła znów narażać go na żadne niebezpieczeństwo.

-Masz zamiar spełniać każdą jego zachciankę? – oburzyła się Lena. –Nie wierzę w to jak on się stacza… Do czego cię zmusza…- westchnęła blondynka, wstając z miejsca. –Czy jest coś jeszcze o czym powinnam wiedzieć?- spytała miękko, by nakłonić przyjaciółkę do wyznań.

-N… Nie…- pokręciła przecząco głową. Bała się. Tak, bała się tego dupka. Nie chciała powiedzieć swojej własnej, jedynej przyjaciółce o tym, że Nick jest wobec niej brutalny, że się nad nią znęca. Strach znów zwyciężył. Sparaliżował, zagłuszył jej zmysły.

-Mam pomysł… Zaproś go tu, na wieczór- zaproponowała panna Prógowicz, co spotkało się z oburzeniem ze strony Victorii.

-Co?! Nie! Nie będę go tu zapraszać!- gwałtownie wstała z miejsca.

-Spokojnie…- uspokajająco pogładziła ramię zielonookiej.- Zaproś go tu. Chcę z nim porozmawiać. W tym samym czasie ty wyjdziesz gdzieś z Ashley. Będziesz bezpieczna, nie martw się- uśmiechnęła się czule, widząc na twarzy Victorii zdenerwowanie.

-A co z tobą? Przecież on może ci coś zrobić…- szepnęła.

-Zadzwonię po Zayna, będzie tu ze mną- wyjaśniła. Widząc jak jej przyjaciółka nerwowo pociera o siebie swoje dłonie, przytuliła ją do siebie mocno, by dać jej choć szczyptę bezpieczeństwa i wsparcia. –Nie bój się, wszystko będzie dobrze.- wyszeptała prosto do jej ucha.

-Chciałabym, żeby ten cały koszmar się już skończył…- westchnęła, odsuwając się od blondynki.

-Wiem, kochana, wiem… -ponownie uśmiechnęła się pocieszająco.- Dzwoń.
Brunetka nie odezwała się już ani słowem. Wyjęła ze swoich ciasnych jeansów komórkę, po czym znalazła w niej odpowiedni numer. Westchnęła głośno, na myśl o tym, że znów usłyszy jego głos, a następnie przyłożyła telefon do prawego ucha, cierpliwie czekając, aż Nick odbierze…

                                                            ***

Blondynka stała już przed drzwiami, oczekując na ważnego gościa. Szybko wystukała krótkiego sms-a do Victorii, która w tym czasie znajdowała się w hotelowej restauracji, wraz z Ashley. Kiedy schowała komórkę do kieszeni, poczuła czyjeś ręce na swojej talii. Oczywiście, nie był to nikt inny jak Zayn. Chłopak oparł swoją brodę na jej ramieniu, a ona zachichotała cicho, gdyż jego zarost łaskotał jej wrażliwą skórę. Z wielkim uśmiechem na twarzy odwróciła się przodem do swojego ukochanego i zarzuciła swoje ręce na jego kark.

-Wiesz co…- zaczęła, łapiąc jego twarz w swoje delikatne dłonie.- Mógłbyś się w końcu ogolić…- uśmiechnęła się uroczo, składając słodkiego całusa na ustach mulata.

-Nie podobam ci się z zarostem?- spytał zaskoczony, z zadziornym uśmiechem.

-Ależ nie! Ty zawsze mi się podobasz… -mruknęła, ponownie skradając ukochanemu czuły pocałunek, który trwał i trwał… Pewnie ciągnąłby się dłużej, lecz niestety musiał dobiec końca, gdyż do drzwi zapukał tak długo oczekiwany gość, jakim był Nick. Dziewczyna od razu oderwała się od Malik’a i szeptem nakazała mu by udał się do sypialni Victorii, skąd spokojnie będzie słyszał całą ich rozmowę.

Kiedy zauważyła, że Zayn zniknął za drzwiami, postanowiła w końcu wpuścić do środka młodego Parkera.

-Witaj Leno, gdzie Victoria? – spytał, wciągając na swoją twarz sztuczne zaskoczenie tym, że to nie jego ukochana otworzyła te drzwi.

-Victorii niestety nie ma, ale i tak zapraszam do środka…- syknęła, z wymuszonym uśmiechem. Brunet wzruszył ramionami i przestąpił próg apartamentu. Po chwili oboje znaleźli się w salonie, gdzie on najzwyczajniej usiadł sobie na kanapie i czekał, na jakąkolwiek reakcję ze strony Leny. –Mógłbyś mi powiedzieć, dlaczego traktujesz ją jak śmiecia? – syknęła ze złością.

-Ale kogo?- zdziwił się.

-Victorię! – przewróciła oczami.

-Nadal nie wiem o czym mówisz…

-Nie zgrywaj niewiniątka! Dobrze wiesz o czym mówię. Oszukałeś ją- stwierdziła, dokładnie cedząc każde słowo przez zęby.

-Lena… Nie mam ochoty o tym z tobą rozmawiać, bo to nie twój interes. To sprawa między mną, a Victorią, uszanuj to- westchnął ze spokojem, którego dziewczyna się po nim nie spodziewała. Nikodem zauważył, że Lena znów ma ochotę zacząć swoje wywody, więc natychmiast jej przerwał. –Victoria się na to zgodziła. To była jej świadoma decyzja, nikt jej od tego nie zmuszał.

-To był szantaż! Ona nie miała innego wyjścia, a ty to wykorzystałeś! – wykrzyczała.- Dlaczego ją do tego zmuszasz? Przecież ona nigdy nic ci nie zrobiła. Niczemu nie jest winna!

-Przez nią straciłem ciebie! Wybrałaś ją, nie mnie… Wiesz jak ciężko było mi się po tym pozbierać?- spytał, ponownie wykazując swój zadziwiający spokój.

-I to dlatego się na niej uwziąłeś? Żeby zemścić się na mnie?! – krzyknęła Lena z niedowierzaniem.

-Między innymi…- uśmiechnął się, przechylając w bok głowę. W skupieniu przyglądał się jak blondynka aż drży ze zdenerwowania. Nadal go to rozbawiało. Jak dawniej…

-Ty nawet nie wiesz jak ją tym krzywdzisz! Daj jej spokój, przecież ten udawany związek nic ci nie da. A zwłaszcza to, że zakażesz jej kontaktu z Niallem… Ona i tak…

-Powiem ci, że swoją drogą Victoria wcale nie jest taka święta i wiecznie zraniona…- stwierdził w zamyśleniu, jak gdyby była to zwyczajna rozmowa przy kawie, co tylko jeszcze bardziej rozzłościło Lenę.- Najpierw kręciła ze Styles’em, a teraz klei się do Horan’a, który w dodatku jest zajęty… Niezłe z niej ziółko…

-To nie tak jak… Zaraz, zaraz, zaraz… Skąd wiesz o jej związku z Harry’m? Przecież ona nikomu o tym nie mówi. Z nikim o tym nie rozmawia!  

-Emm… -zawahał się. –Wiesz… On… - zaciął się.- Styles jest sławny, więc byłoby dziwne, gdybym o tym nie wiedział, nie sądzisz?- spytał, unosząc jedną brew.

-Kłamiesz. Widzę to po tobie. Kłamiesz tak samo jak kiedyś- szepnęła, przyglądając się mu zza zmrużonych powiek.

-Mówię prawdę.

-Kłamiesz! – wrzasnęła, na co chłopak zaśmiał się pod nosem.

-Nadal tak słodko się denerwujesz… - uśmiechnął się.

-Zamilcz i wynoś się stąd! – krzyknęła najgłośniej jak tylko potrafiła, wskazując ręką w stronę drzwi.

-Leno… Co się z tobą dzieje… Najpierw zapraszasz mnie do środka, a teraz wyganiasz? To niegrzeczne…- stwierdził, nadal spokojnie siedząc na sofie.

-Jak ja cie nienawidzę…- syknęła.- Niegrzeczna to ja dopiero mogę być, a teraz grzecznie proszę, żebyś opuścił mój apartament.

-Nigdzie się stąd nie ruszam… - stwierdził, rozsiadając się.

-Nie słyszałeś o co Lena grzecznie cie prosiła? Może mam powtórzyć?- krzyknął Zayn, podchodząc w ich stronę, na co Parker tylko przewrócił oczami.

-Myślałem, że porozmawiamy spokojnie, sami… Ale skoro zaprosiłaś obstawę to wolę dokończyć tę rozmowę innym razem… - stwierdził, po czym z gracją podniósł się z kanapy i bez słowa udał się do drzwi.

Kiedy oboje usłyszeli głośne trzaśnięcie drzwiami, obdarzyli się spojrzeniami, w których ewidentnie widoczna była ulga i powoli spływające z nich napięcie. Blondynka mocno przytuliła się do Malik’a, który od raz oplótł jej ciało swoimi ramionami.


-Dziękuję, że jesteś…- szepnęła z trudem. 






*** 




Hej! 
Bardzo przepraszam za opóźnienia, ale po zabiegu nie czułam się najlepiej, a kiedy poszłam do szkoły, to zostałam zalana falą kartkówek i sprawdzianów, więc miałam dużo nauki. 

Co sądzicie o rozdziale? Czy Victoria podjęła dobrą decyzję? 
Wiem, rozdział nie jest idealny. Wybaczcie. 

Zapraszam na następny. 
<3