środa, 6 marca 2013

Rozdział 6 "Mamy czas!"


Minęło pół godziny. Para nadal szła w miejsce, do którego prowadziła Victoria.
-Daleko jeszcze?- zapytał zniecierpliwiony Harry.
-Na piechotę jeszcze około godziny drogi.
-Co? Aż tyle?- zdziwił się loczek.
-No przecież sam mówiłeś, że „mamy czas”.- powiedziała i szeroko się uśmiechnęła.
-Jesteś niemożliwa, ale i tak Cię… lubię!- odwzajemnił uśmiech.
-Ja dotrzymuję słowa, kiedy coś powiem. Nie rzucam słów na wiatr. Więc proszę Cię Ty też dotrzymuj!
-Postaram się.- powiedział od niechcenia- Ale gdzie Ty mnie zabierasz?- spytał.
-Zaraz zobaczysz.- odpowiedziała Victoria.
-Jak to zaraz? Jeszcze przed chwilą mówiłaś, że została nam godzina drogi.- Harry nie wiedział o co chodzi dziewczynie, zdenerwował się. Victoria zaśmiała się i dała Harry'emu buziaka w policzek. -A to za co?- jego humor się polepszył.
-Bo jesteś taki słodki jak się denerwujesz!
-Wow… Dziękuję. Widzę, że teraz Ty zaczynasz komplementować mnie? – uśmiechnął się i poczuł, że brunetka puszcza jego rękę.
-Już jesteśmy!- powiedziała i otworzyła zarośniętą pnączem winogron bramę. 
-No, rzeczywiście. Dosyć tu ładnie.- stwierdził rozglądając się. Nie wiedział na co patrzeć.  To wszystko wyglądało jak w bajce. Dużo drzew, niskich, wysokich… Maliny, truskawki, jagody, jeżyny. Łąka i dużo kolorowych kwiatów. Ale najwięcej róż… Pięknych róż.
-Choć ze mną!- Victoria pociągnęła Harry'ego za rękę.
-Znowu gdzieś mnie ciągniesz?!- chłopak zaczął się rozglądać.- Ooo, świetnie, w jakieś krzaki. Zgwałcić mnie chcesz!- krzyknął ze złowieszczym uśmieszkiem na twarzy.
-Tak. Chciałbyś!
-Wcale nie przeczę.- odparł brunet.  Victoria zmierzyła go i wybuchła śmiechem.
-Weź przestań. Zaczynasz już bredzić!
Szli chwilkę w stronę huśtawki. Dziewczyna odsunęła się trochę od bruneta i rozglądnęła się dookoła z wielkim uśmiechem goszczącym na jej twarzy.  
-Tutaj rok temu miałam profesjonalną sesję zdjęciową.- powiedziała i wskazała ręką na przepiękny wysłany różami ogród.
-Naprawdę? Pozowałaś?- chłopak nie dowierzał.
-Nie! Teraz to ja bredzę.- zaśmiała się.
-Siadaj.-Harry wydał rozkaz, lecz dziewczyna nie za bardzo wiedziała  o co mu chodzi.- No siadaj na huśtawce! – wyjaśnił.- Pohuśtam Cię Piękna…
-I Bestia. – brunetka dokończyła, żartując z chłopaka. Oboje zaśmiali się i Harry zaczął huśtać swoją towarzyszkę.
                                                      ***
Tymczasem w domu...

-Eeej! – Do salonu wbiegł rozradowany Niall.- Na górze przez chwilę złapałem zasięg i udało mi się zadzwonić do kogo trzeba i …  Nie mogę! Zgadnijcie!

- Mamy inwazję marchewek?!- palnął Louis.

-Yyy… „Mamy inwazję marchewek”- przedrzeźniał go blondyn.-Nie! Co Ty masz z tymi marchewkami? Uspokój się! Nieważne… Wracając do tematu, pozwolili nam tu zostać do końca tego tygodnia!

-Żartujesz sobie?- spytał Liam.

-Nie! Na serio! W niedzielę, albo w  poniedziałek kogoś po nas wyślą. Mam im przesłać konkretny adres.- odpowiedział.

-To spoko. Może się gdzieś wybierzemy?- Liam ponownie zadał pytanie.

-Dobry pomysł! Trzeba się spytać Victorii gdzie można by się stąd wyrwać.- zaproponował Zayn.- Apropo Victorii. Gdzie ona i Harry?

-Poszli na spacer, kiedy wy spaliście.- odparł blondyn i zerknął na zegarek- Łooo… Nie ma ich już z trzy godziny!

-Och. Gołąbeczki nasze dwa! Aż się wzruszyłem.- Parsknął śmiechem żartowniś.

-Idziemy nauczyć grać w nogę naszego nowego członka zespołu?- zapytał Liam podnosząc brwi.

-No nie powiem… Zacny pomysł.- podsumował Lou i wszyscy wyszli na podwórko zabierając ze sobą Ksawiera.

                                                           ***
W ogrodzie...

Nagle Harry zatrzymał huśtawkę. Victoria nie wiedziała jeszcze co zaraz się stanie… Chłopak wziął Vic na ręce i skierował się w stronę jeziorka.

-Harry! Nie wygłupiaj się! Postaw mnie na ziemię! Błagam Cię!-  krzyczała przez śmiech zielonooka. I po chwili poczuła, że jest pod wodą. Wypłynęła na powierzchnię i zaczęła się rozglądać za Harrym, ponieważ miała wielką ochotę zdzielić go po głowie. Rozglądała się i nie mogła nigdzie go dojrzeć. W pewnym momencie poczuła, że ktoś ciągnie ją za nogę. Kiedy pod wodą otworzyła oczy, zobaczyła, że Harry jest blisko niej. Bardzo blisko… Chłopak przyciągną Victorię do siebie jeszcze bliżej i namiętnie ją pocałował. Całowali się przez kilkadziesiąt sekund. Brunetka poczuła, że brakuje jej tlenu. Nie chciała przerywać tej pięknej chwili, lecz musiała. Oderwała się od Harry'ego i wynurzyła z wody. On zaraz za nią.

-Było, aż tak źle, że uciekasz?- zapytał zdziwiony.

-Już długo nas nie ma. Chyba powinniśmy już wracać. Nie mogę zostawiać małego z chłopakami na tak długo.

-Skoro tak chcesz.- dodał zrezygnowany Harry.- Dziękuję Ci.

-Ja Tobie też!- uśmiechnęła się delikatnie zakładając kosmyk włosów za ucho.- Miło mi się z panem spędza czas, Panie Haroldzie!- powiedziała i podała mu rękę, aby ta chwila wyglądała na jeszcze bardziej formalną. Próbowała być poważna, ale jak na Victorię przystało… Zaczęła się śmiać.

                                                           ***
Po upływie godziny doszli do domu.

-Ooo przyszły nasze dziubaki. A gdzie to się było przez tyle czasu?- spytał zmęczony od gry w piłkę Louis.

-W ogrodzie. A konkretnie to nad jeziorem. – odpowiedziała szybko Victoria, żeby nie pozwolić dojść do słowa Harry'emu, który mógłby się o wszystkim wygadać.

-Interesujące, bardzo interesujące… - powiedział Lou i zaczął głaskać się po brodzie.

-Uwierz, że mało interesujące!- ucięła brunetka. Po czym, zostawiając ich samych, pobiegła do domu. 

                                                      ***
20 minut później w salonie

-Pobawimy się w dom?- zaproponował Ksawier.

- Haha. Dobrze.- zgodził się Niall.

-Ale fajnie. Dobze. To Victolia będzie moją mamusią, a Haly tatusiem! Dobze?- Ksawier zapytał przytulając się do dziewczyny.

-Mi to odpowiada.- zaczął Harry- A chcesz może mieć nową siostrzyczkę, albo braciszka?- zaśmiał się i czekał na reakcję Victorii, która popukała się po czole i powiedziała:

-Ja się nie bawię z żadne wasze zabawy. Ale jak tak bardzo chcecie to bawcie się sami. Ksawierku- zwróciła się do chłopca- sądzę, że Louis z chęcią zostanie Twoją mamusią, tylko musisz ładnie poprosić.- Przytuliła malca i wyszła z salonu śmiejąc się z chłopaków.






***   


Siemka wszystkim...
Tym razem zacznę od tego, że bardzo serdecznie dziękuję za wszystkie komentarze pod 5 rozdziałem... w 3 dni tyle komentarzy?! :D
Jeszcze raz dziękuję. :)
Jak wam się spodobał 6 rozdział? Wiem... Nie należy on do najlepszych, ale chcę poznać Wasze zdanie na jego temat :* Mi on osobiście nie przypadł do gustu. 
Zapraszam do obserwowania mojego bloga :)
Zachęcam, żebyście jutro sprawdzali zakładkę 'Bohaterowie', ponieważ postaram się dodać opis nowej bohaterki,  nad którą się zastanawiacie. 

***
Jak tak patrzę 7 rozdział jest chyba najdłuższy z wszystkich dotychczasowych. 

Zapraszam :*

niedziela, 3 marca 2013

Rozdział 5 "Jesteś PIĘKNĄ beksą!"

Ranek następnego dnia.


Victoria obudziła się wcześnie rano. Postanowiła, że zrobi coś do jedzenia dla swoich "gości". Więc zrobiła świeże, pachnące gofry z masą owoców, bitą śmietaną i polewą czekoladową. Sama zjadła dwa i zdecydowała, że musi iść pobiegać, żeby spalić kalorie.
Dziewczyna wróciła po dwudziestu minutach, bo nie chciała zostawiać na długo Ksawiera z chłopakami. Wszyscy nadal spali, więc wzięła szybki prysznic. Kiedy wyszła Harry i Niall wcinali gofry.
-Smakują wam?- spytała z szerokim uśmiechem na twarzy.
-Bardzo, bardzo smakują! - odrzekł Niall- Kto nauczył Cię gotować?
-Gofry to żaden wyczyn, nie nazwałabym tego gotowaniem. Ale skoro już pytasz to nauczyła mnie tego moja ciocia, Sylwia. Ona poświęca mi wiele więcej czasu niż rodzice.- ze smutkiem odpowiedziała na pytanie i uciekła od drażniącego ją tematu... -Idziecie na spacer?
-Ja zostaję.- Powiedział Niall nakładając na gofra bitą śmietanę.- Głodny jestem. Zjem jeszcze trochę gofrów.

-Tylko zostaw trochę dla naszych śpiochów.- Victoria znowu się uśmiechnęła. Mimo to,że była poważną jak na swój wiek dziewczyną, to na jej twarzy uśmiech gościł nieustannie.

-Ja z chęcią się wybiorę na spacerek. A zwłaszcza w takim towarzystwie.- Dodał Harry i przytulił się do brunetki.

-Harry! Naruszasz moją przestrzeń!- powiedziała z wyrzutem i odsunęła od siebie chłopaka.

-No dobra, dobra, już.- Harry zauważył, że Niall oglądając tę sytuację miał niezły ubaw.-Możemy już iść?


-Tak, jasne. Pójdziemy do sadu.
Szli w stronę miejsca zwanego sadem. Wszędzie były drzewa: jabłonki, wiśnie, śliwki, grusze, czereśnie. Od wyboru do koloru. W okół było pięknie, lecz nawet te widoki nie potrafiły rozładować napiętej atmosfery, będącej między tymi dwojga. Nie potrafili się do siebie odezwać. Nie wiedzieli o czym rozmawiać. Za każdym razem kiedy Vic, albo Harry otwierali usta, żeby coś powiedzieć, po chwili zamykali je. Loczek postanowił przerwać tę niezręczną ciszę:
-Opowiedz mi coś o sobie.

-A co konkretnie chciałbyś o mnie wiedzieć Haroldzie? - uśmiechnęła się.

-Najlepiej wszystko. Od początku.

-No, więc kiedy się urodziłam rodzice nazwali mnie Victoria, ponieważ...


-To może od trochę dalszego początku. Gdzie są twoi rodzice? Mieszkasz sama?
-Nie, a w sumie tak. Zacznijmy od tego, że dom, w którym aktualnie nocujecie jest moim domem wakacyjnym. Rodzice kupili mi go, żebym nie chodziła na żadne imprezy, nie spotykała się z przyjaciółmi, których przez to oczywiście straciłam. Tato chciał mnie odizolować od całego świata. Dlatego dom jest na takim odludziu. Ich nie obchodzi to co ja czuję, czego pragnę, jakie mam marzenia... Oni nawet nie wiedzą do jakiej szkoły konkretnie chodzę. Mówią, że wystarczy im to, że muszą za nią płacić, ponieważ jest prywatna... Ja wcale nie chcę chodzić do prywatnej szkoły. Chcę żyć jak każda nastolatka. Chcę być normalna!- po policzku Victorii spłynęła pojedyncza łza, którą brunetka automatycznie wytarła.- W roku szkolnym mieszkam w Warszawie. Oprócz szkoły, o której już wspomniałam i z której wychodzę dopiero po godzinie siedemnastej, mam tyle zajęć poza lekcyjnych, że kiedy wracam do domu starcza mi czasu tylko na kąpiel i spanie. Nie mam czasu nawet, żeby zadzwonić do mojej przyjaciółki. Jedynej. Tylko ona mi jeszcze została. - Dziewczyna kompletnie się rozkleiła. Rozpłakała się niczym małe dziecko, które coś boli, a nikt nie wie jak mu pomóc.- Odkąd urodziła się moja młodsza siostra, ja poszłam w odstawkę. Nie liczę się już dla nich... Chociaż od kiedy Vanessa skończyła sześć lat, jest w szkole z internatem. Nie widziałam jej już od trzech lat. Od tego czasu rodzice są tak zajęci pracą, że nawet święta spędzamy osobno.- Victoria nie mogła wydusić z siebie już ani słowa. Było jej źle. Czuła smutek i wewnętrzny żal do rodziców. Nie potrafiła już nic powiedzieć.

-Przepraszam,że o to zapytałem. Gdybym wiedział, że to Cię doprowadzi do takiego stanu, nie zapytałbym oto.- przeprosił i otarł mokre od łez policzki Victorii.


-Nie. Nie przepraszaj! To miłe z Twojej strony, że chciałeś się czegoś o mnie dowiedzieć.Mogę już mówić dalej...
-Jesteś pewna, że chcesz?


-Tak. -wydusiła uśmiech.
- Okej. Mamy czas.- uśmiechnął się.


- Jedyną osobą, na której mogę polegać to moja ciocia. Jestem pewna, że kocha mnie bardziej niż rodzice. Mogę zawsze na nią liczyć. Nawet kiedy zadzwonię do niej o trzeciej w nocy, to odbierze i będzie ze mną rozmawiać na każdy temat, który wymyślę. Choćby o sukience, którą znalazłam w internecie.- skończyła mówić i zamyśliła się patrząc przed siebie. Po chwili milczenia dodała.- Dobra, koniec rozczulania się. Pewnie teraz myślisz, że jestem jakąś beksą, która ryczy z byle powodu.
-Yyy. Mała poprawka... Jesteś PIĘKNĄ beksą. - uśmiechnął się i przytulił Victorię.- Jesteś jeszcze ładniejsza kiedy płaczesz.
-Nawet tak nie żartuj.- Próbowała uciąć tę rozmowę. Nie lubiła kiedy się jej prawiło komplementy. Była przyzwyczajona do samotności, a przecież powietrze nie komplementuje jej wyglądu czy innych zalet.- Chodź ze mną!- Złapała chłopaka za rękę i ciągnęła w głąb ogrodu. - Pokarzę Ci moje ulubione miejsce na tym zakichanym odludziu.
Szli razem w stronę tajemniczego miejsca nadal trzymając się za ręce...

                                                      ***
Tymczasem w domu

Zayn, Liam i Louis smacznie sobie spali. Ksawier się obudził i kiedy zobaczył, że obok na łóżku nie ma ani Harry'ego, ani Victorii, poszedł do kuchni, gdzie znajdował się jedzący gofry Niall.

-Siema maluchu! Wyspałeś się? - spytał blondyn. Chłopiec kiwnął głową, żeby potwierdzić, że się wyspał.- Chcesz gofra? - ponownie zadał małemu pytanie, na które nie uzyskał odpowiedzi. - Dobra widzę, że w ten sposób się z Tobą nie dogadam szkrabie.- Chłopiec stał w drzwiach i patrzył się na blondyna takim wzrokiem, jakby się go bał. Niall chwilę się zastanowił, czym można by zająć trzyletniego chłopca. - Mam pomysł. Idziemy zrobić chłopakom pobudkę?

-Tak! - to było pierwsze tego dnia wypowiedziane słowo przez Ksawiera. Było takie radosne,że Niall odetchnął z ulgą. Obaj po cichu weszli do sypialni Vic, w której spali Lou i Liam.

-To zaczynamy na trzy okey?- spytał szeptem Niall, mając nadzieję, że otrzyma odpowiedź i, że to on będzie liczył. Nagle usłyszał jak mały wykrzykuje bez liczenia:

-Trzy!!!- i zaczyna strzelać wodą w śpiącego Louisa. Blondyn nie zastanawiając się długo zaczął oblewać Liam'a.

Lou i Liam początkowo zdezoriętowani przez sen, nie wiedzieli co się dzieje. Lecz po chwili Tommo wyrwał małemu pistolet z rąk i zaczął pryskać raz w Niall'a i raz w piszczącego Ksawiera. Po niecałych dwóch minutach skończyła im się woda i nastała grobowa cisza, którą przerwał mały:

-Victolia nie lubi jak jest bludno! Musicie telaś pospsątać!

-My sami? Bez Ciebie?- spytał Niall i popatrzył na miny chłopaków, z których ciekła woda.

-Tak! Pseciez ja jestem tylko małym chłopcem i nie mogę spsątać. Idę zjeść gofla.-powiedział i wyszedł zostawiając za sobą odbicia mokrych, dziecięcych stópek.

W tym samym momencie do pokoju wszedł Zayn odwracając się i patrząc na wychodzącego malca.

-Eee... Czemu z tego małego cieknie woda?- Po tych słowach trzej przyjaciele nie wytrzymali. Wybuchnęli tak donośnym śmiechem, że usłyszała ich przechodząca przez ulicę sąsiadka.

-Ten mały rozwala system!- krzyknął Louis trzymając się za brzuch.

-Nie mogę z niego.- Wszyscy oprócz Zayn'a, który nie za bardzo wiedział o co w tym wszystkim chodzi, zaczęli powtarzać słowa Ksawiera:

-"Pseciez ja jestem tylko małym chłopcem..." - nie dokończyli, ponieważ nie mieli sił.

-Nie wnikam w szczegóły, ale dlaczego tu jest tak mokro?- spytał, lecz po chwili zauważył,że Louis trzyma pistolet na wodę. Pokiwał głową, machnął ręką i wyszedł z pływającego pokoju.

-To ja spadam. Muszę się przebrać w suche ciuchy.- powiedział Tommo i wybiegł.

-Idę coś zjeść. Jestem potwornie głodny. Dzięki za pobudkę.- Liam już chciał wyjść, ale postanowił jeszcze dorzucić- Aha i pod schodami widziałem mopa.- podszedł do Niall'a i poklepał go po ramieniu dla otuchy.

-No weź zlituj się i pomóż mi!- poprosił blondyn.

-To Ty nas pierwszy zacząłeś oblewać wodą! Więc to Ty posprzątasz! I nie zapomnij wystawić pościel na słońce, bo nie będę spał pod mokrą.- Powiedział wychodząc z sypialni.

Niall chcąc, nie chcąc musiał posprzątać pokój Victorii.

-Ale w końcu liczy się dobra zabawa!- westchnął sam do siebie, wzruszył ramionami i poszedł po mopa.


***



Przepraszam za błędy ;/
Tym razem około 1308 słów :D (mogłam się machnąć xd)
Mam bloga nie całe dwa tygodnie i jest ponad tysiąc wejść
Dziękuję. Nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy.
Dzięki za komentarze i wyrażanie swoich reakcji :)Mam nadzieję, że ten rozdział Wam się spodobał. 
Piszcie w komentarzach co myślicie! Zapraszam na 6 rozdział. :)