środa, 24 lipca 2013

Rozdział 27 "Pocałunek"



Wyjeżdżamy- jedno, małe słowo, a tyle znaczy, potrafi wiele zmienić. Zburzyć mnóstwo planów. Dlaczego wszystko sypie się zawsze w najmniej odpowiednim momencie? Dlaczego los często robi nam na złość? Może tak po prostu musi być... Jest to nam pisane i odwrotu nie ma. Nie możemy zmienić przeznaczenia? Nie! Możemy wszystko... Musimy tylko kiedyś umrzeć, jak każdy. Jaką decyzję podejmiemy, co zrobimy, jak zareagujemy- to nasz wybór, nasz czyn.
Początkowo Harry stał jak wryty w ziemię. Nie wiedział co powiedzieć. Spojrzał na Victorię, która spokojnie leżała na łóżku, obserwując małe drzewo za oknem. Dziewczyna kompletnie się wyłączyła. Odcięła od rzeczywistego świata. Ślepo wpatrywała się w jeden punkt. Była nieobecna. Styles westchnął głęboko, rzucił krótkie "Zaraz będę" i rozłączył się. Vic milczała.
Przez chwilę próbował jeszcze coś wyciągnąć od zielonookiej, lecz nie dawało to żadnych rezultatów... Wyszedł bez słowa ze łzami w oczach. Chłopak chcąc, nie chcąc musiał wracać, a przynajmniej uważał, że musiał...
Dotarł do domu w przeciągu kilkunastu minut. Na wjeździe stał ich wielki, czarny samochód. Zayn wynosił już z domu swoje walizki, Liam rozmawiał z menedżerem, Louis dyskutował o czymś z Aną, a Niall siedział sam na werandzie. Był zamyślony, wyraźnie coś go trapiło.
Harry nie przywitał się z nikim. Od razu pobiegł prosto do pokoju, w którym miał swoje rzeczy. Tam zaczął szybko, chaotycznie wyciągać ciuchy z półek i wrzucać je do dużej, szarej walizki. Po chwili chłopak usiadł na łóżku i schował twarz w swoje dłonie. Nadal nie potrafił uwierzył w to, że to koniec. Nie wierzył także, że to Victoria zakończyła ten związek jako pierwsza...
Od dłuższej chwili Lena przyglądała się rozzłoszczonemu Harry'emu. Podeszła bliżej, przyjrzała mu się, położyła rękę na jego ramieniu. On zaskoczony spojrzał na nią.
-Co się stało?- spytała bez owijania w bawełnę.
-Zerwała ze mną...- szepnął z nie dowierzaniem.
-Co? Victoria z Tobą zerwała?- zdziwiła się- Czemu?
-Też chciałbym się tego dowiedzieć...
Po tych słowach do pomieszczenia wparował Louis. Lena i Harry zdziwili się na jego widok.
-Pakuj walizki do auta, bo jeszcze jedziemy się pożegnać z Victorią- wyjaśnił Lou.
-Jedźcie sami. Ja nie jadę. Już się z nią pożegnałem...- powiedział ze łzami w oczach.
-Okej...- powiedział zdziwiony- To my po Ciebie wrócimy za jakąś godzinę.
-Dobrze.
Na tym ich rozmowa się skończyła. Lou wyszedł, z Hazz został tam, dalej rozmawiając z Leną.

                             * Kilka minut później w szpitalu*
Lou, Ana, Liam i Zayn szybko poszli do sali. Niall nie spieszył się. Od ostatniej rozmowy z Victorią był taki przygaszony. Mało jadł, mało mówił. Ciągle siedział sam.
Pożegnania nigdy nie należały, nie należą i nie będą należeć do najprzyjemniejszych sytuacji. Wszyscy zamienili z Victorią kilka słów. Mówili, że musi być silna, że wszystko się ułoży. Po piętnastu minutach bezsensownych rozmów, które i tak nie pomagały Victorii, zdecydowali się wracać. Wszyscy z wyjątkiem Niall'a wstali i wyszli pozostawiając za sobą tylko delikatnie uśmiechy. Blondyn oznajmił, że po chwili do nich dołączy...
-Dziękuję, że o niczym im nie powiedziałeś- lekko się uśmiechnęła.
-A mi jest przykro... I to bardzo...
- Dlaczego?- zdziwiła się.
-To prawda, że zerwałaś z Harry'm?- dziewczyna kiwnęła głową na potwierdzenie- Pasowaliście do siebie...
-Ale ja już nie potrafiłabym tak jak kiedyś...- tłumaczyła.
-Wiem. Rozumiem to- dotknął jej dłoni. Ona nie zareagowała na to, nie bała się blondyna.
-Powiem Ci coś, w sekrecie- szepnęła z uśmiechem, Niall przysunął się do niej, by dokładniej ją usłyszeć-  To nasze ostatnie spotkanie, ostatnie pożegnanie.
-O co Ci chodzi? Przecież jeszcze na pewno kiedyś Cię odwiedzimy, a przynajmniej na pewno ja.
-Jestem chora... Zostało mi kilka miesięcy życia- mówiła spokojnie.
-Co? - chłopak był wyraźnie zaskoczony. Złapał jej dłoń mocniej, a jego oczy zaszkliły się- Powiedz, że to tylko głupi żart!
-A czy wyglądam jakbym była skłonna do żartów?- odpowiedziała sarkastycznie.
-To nie może być prawda! Victoria, mogę Ci jakoś pomóc?- spytał z troską.
-Nie, nie możesz. Nie chcę pomocy, chcę już to skończyć.
-Wyjdziesz z tego, obiecuję Ci to...- mówił ze łzami w oczach.
-Przepraszam, zepsułam Wam cały pobyt w Polsce- dziewczyna szybko zmieniła temat.
-Przestań, nic nie zepsułaś.
Nagle Niall dostał sms-a od Liam'a. Jego treść brzmiała następująco: „Pospiesz się!” Chłopak odłożył telefon na bok, zignorował tę wiadomość.
-Cieszę się, że przynajmniej Tobie z Aną się ułoży- uśmiechnęła się.
-Ale, ja z nią nie jestem...
-To na co jeszcze czekasz? Idź do niej i powiedz jej to co czujesz!- powiedziała poważnie.
-Nie potrafię- urwał.
-Dlaczego?- spytała.
Niall spuścił wzrok i przetarł oczy. Westchnął, spojrzał na dziewczynę i delikatnie przysunął się do niej. Zbliżył swoją twarz do jej twarzy. Dzieliły ich już tylko milimetry. „Niall…” szepnęła. On uciszył ją krótkim, czułym pocałunkiem. Victoria delikatnie odepchnęła go od siebie i popatrzyła w jego oczy pytającym wzrokiem. 
-Przepraszam…- rzucił i wyszedł z sali zostawiając ją samą.
Victoria miała milion myśli na minutę. Nie wiedziała dlaczego Niall to zrobił. Nie przeszkadzał jej ten pocałunek. Nie była zła na chłopaka, lecz chciała wiedzieć czemu to zrobił? Była pewna, że już nigdy się tego nie dowie…
Przebiegnięcie długiego korytarza i wyjście przed szpital zajęło blondynowi nieco ponad minutę. Widząc zdenerwowanie na twarzy Liam’a chłopak wsiadł do samochodu bez słowa. Usiadł obok Any, która także nie była skora do rozmowy. Wszyscy mieli żal do siebie, że to wszystko tak się skończyło, że ich losy właśnie tak się potoczyły.
Zawsze rozgadany, roześmiany Louis, teraz siedział cicho wpatrując się w telefon, który trzymał w ręce, Liam był skupiony na prowadzeniu samochodu, ale mimo to na jego twarzy wyraźnie wymalowany był smutek.
Pożegnania, dlaczego zawsze są kojarzone ze smutkiem? Są kojarzone z wielką stratą, najczęściej kogoś bliskiego. Pożegnania, choćby przed jakimkolwiek wyjazdem, są bardzo trudne. Często boimy się, że stracimy osobę, która wiele dla Nas znaczy. Obawiamy się najgorszego. Strach przed tym, że coś może stać się komuś bliskiemu często nas „paraliżuje”. A co jeśli wiemy, że to ostatnie pożegnanie? Nic nie możemy zrobić… Jesteśmy bezradni. Niektórzy godzą się ze stratą bliskiej osoby, inni nie. Świadomość, że już nigdy jej nie przytulimy, nie zobaczymy, nie usłyszymy jest okropna, bolesna. Na tę myśl łzy same napływają Nam do oczu. Czujemy pustkę. Wielką wewnętrzną pustkę… Mamy wrażenie, że wraz z odejściem tej osoby tracimy cząstkę siebie. Nic nie jest w stanie wypełnić tej pustki. Nawet druga osoba…
Zanim samochód się zatrzymał Niall miał oczy pełne łez… Wszyscy zdążyli już wysiąść z pojazdu, blondyn nadal tam siedział i wpatrywał się  w brudną szybę. Victoria znaczyła dla niego wiele. Żałował tylko, że uświadomił to sobie zbyt późno. Wiedział, że była kimś więcej niż tylko przyjaciółką.  Było mu przykro z tego powodu, że Vic musi umrzeć.
Taka piękna, młoda, utalentowana, kiedyś pełna energii, optymizmu, dziewczyna ma odejść? Od tak, zostawić wszystko co do tej pory osiągnęła?- Chłopak zamyślił się do tego stopnia, że nie słyszał jak od kilku minut Liam prosi go, żeby wysiadł z samochodu. Ocknął się dopiero, kiedy przyjaciel otworzył drzwi.
-Niall, wychodź! Co się z Tobą dzieje?!- krzyknął Liam.
-Ze mną?- zdziwił się i wysiadł z pojazdu- Ze mną nic…
-No przecież widzę, że jednak coś… O co chodzi?- dociekał.
-O nic- odrzekł- Nie powinieneś się teraz martwić o mnie…- dodał pod nosem. 

Zauważył, że Ana wychodzi z domu z walizkami i wkłada je do taksówki. Niall prędko pobiegł do niej tym samym ignorując wciąż mówiącego o czymś Liam’a.
-Co to ma znaczyć?- spytał blondyn kiedy stał tuż obok Rudej.
-To raczej ja powinnam Ci zadać to pytanie…- szepnęła tak, by chłopak dokładnie to usłyszał i szybko położyła torebkę na tylnym siedzeniu.
-Nie rozumiem- automatycznie zmarszczył czoło.
-Ahh… No przecież. Wielki pan Horan czegoś nie rozumie to od razu trzeba wytłumaczyć…- rzekła oschłym i równocześnie wrednym tonem- Po co? Powiedz mi po co?!- krzyczała- Po co ten cały cyrk z kupowaniem mi biletu na samolot, ze ściąganiem mnie tutaj do Polski?! Chciałeś mi narobić nadziei, tak? I po prostu nic nie mówić… A Z resztą czemu ja się łudziłam, że taki chłopak jak Ty, wielka gwiazda, Niall Horan, pożądany przez miliony nastolatek, zechce takie zwykłe beztalencie, czyli mnie? Łudziłam się, że w końcu wydusisz z siebie to głupie „podobasz mi się”, ale to była tylko bezpodstawna nadzieja. Byłam taka głupia…- łzy zaczęły spływać po jej bladych policzkach- No w końcu przekonałam się, że powiedzenie „nadzieja matką głupich jest” jest prawdą!
- Ana, dlaczego tak mówisz? Co masz na myśli?
-Dlaczego?- zaśmiała się- Dlaczego? Idź już lepiej do tej swojej Victorii i znów ją pocałuj. Wyznaj, że ją kochasz i żyjcie sobie długo i szczęśliwie!- ostatnie zdanie wykrzyczała.
-Wiem jak to wygląda, ale to nie jest tak jak myślisz, daj mi to wytłumaczyć… Ana, błagam Cię, uspokój się…- powiedział, by uspokoić blondynkę.
-Czyli twierdzisz, że ten pocałunek był przypadkiem i nic dla Ciebie nie znaczy?- powiedziała wymachując rękoma- Przyrzeknij!
-Nie mogę…- spuścił głowę.
-A jednak to prawda- spojrzała mu w oczy z nie dowierzaniem.
-Ana, posłuchaj, Wy obie jesteście dla mnie ważne, ale ta cała sytuacja jest tak skomplikowana, że…
-Jak skomplikowana? – spytała zbulwersowana.
-Nie mogę Ci o tym powiedzieć, ale proszę...
-Nie ma żadnego „ale”!- krzyknęła przez płacz- Jesteś dupkiem! Nie wiem co ja w Tobie widziałam… - szepnęła i wsiadła do taksówki trzaskając drzwiami. Samochód odjechał z piskiem opon, a Niall został na wjeździe sam…





***





 Tym razem 1512 słów. Wiem, rozdział nie jest idealny, ale mam nadzieję, że mi to wybaczycie. Starałam się bardzo. <3
Za błędy, powtórzenia przepraszam.
Dziękuję Wam za te wspaniałe komentarze pod ostatnim rozdziałem i za wsparcie na ask’u! Jesteście kochane! 
Od razu podsumuję i wyjaśnię: Nie zamykam, ani nie zawieszam bloga. :)
Jak zawsze proszę o komentarze, pytania, opinie. :))
Pytania? Ask. <3

środa, 17 lipca 2013

Rozdział 26 "Niewinna gra"


Miłość przychodzi niespodziewanie. Zaskakuje Nas. Nie ostrzega, nie puka. Po prostu przychodzi nie pytając Nas o zdanie. Wiele ludzi żyje z miłości, ale jest też część osób, która z miłości umiera.
Miłość jest potrzebna. Niektórzy bronią się przed nią. Zaś inni pragną jej, szukają i jest to bez skuteczne. Miłość jest jak narkotyk. Z dnia na dzień chcesz jej co raz więcej… Ludzie uzależnieni od niej, kiedy ją tracą, robią wszystko, żeby zdobyć ją na nowo, zdobyć jej więcej. Miłość uzależnia, jeśli jest prawdziwa.  A co jeśli nie? Co jeśli miłość to tylko gra? Niewinna gra…
Dlaczego ludzie nie potrafią odróżnić miłości od zakochania, lub zauroczenia? Te pojęcia często są ze sobą mylone. To przykre. Victoria zrozumiała, że pomyliła się. Nikt nie jest idealny. Ideałów nie ma. Pomyłki zdarzają się każdemu… Ale dlaczego taka wielka?
Ona go nie kochała… Była samotna, potrzebowała bliskości. On dał jej czułość, bliskość, ciepło. Vic czuła się z tym źle, bo zrozumiała to za późno. Obudziła się z pięknego snu, który mógłby trwać nadal… Lecz nie trwał.
Dla Victorii nie była to prosta decyzja. Dziewczyna nie potrafiła dłużej oszukiwać samej siebie. Chciała przed swoim końcem wyjaśnić wszystkie zawikłane sprawy.
Lekarz powiedział jej w jakim stanie jest jej organizm. Nie jest zdolny, żeby bronić się przed chorobą. Dziewczyna miała nieoperacyjnego guza mózgu. Była poważnie chora. Te koszmary nie były spowodowane tylko traumą po porwaniu… Czasem też widziała to czego wcale nie było. Mówiła do kogoś, choć była całkiem sama.
Tego dnia Victoria usłyszała swój wyrok śmierci. Musiała się z tym pogodzić… Nie było to trudne. Chciała tego. Chciała śmierci. Pragnęła odejść, skończyć z tym, skończyć ze sobą.
Wszystko, nawet zwykły fotel przypominał jej tamto miejsce. Miejsce, które tkwiło w jej pamięci. Pamiętała każdy szczegół tej szopy. Każdą butelkę, każdy napis na ścianie… Kiedy zamykała oczy była tam. W ciemności. Była sama i czekała na niego. Czekała na śmierć. On był jej śmiercią… Potrzebowała go.
Kiedy otwierała oczy wyczekiwała lekarza. Chciała dowiedzieć się ile zostało jej czasu. On długo nie przychodził. Znów dopadł ją jej największy wróg- do którego zdążyła się już przyzwyczaić- samotność.
Odchodzenie, przemijanie… Czym tak naprawdę jest śmierć? Tego nikt nie jest pewny. Niektórzy sądzą, że to samo zło, że po śmierci nie ma już nic. Znikniemy i nikt już nie będzie o Nas pamiętał. Zostaną tylko sztuczne kwiaty na  zniszczonych grobach. Pamięć o Nas przeminie tak samo szybko jak przeminęło życie…
Zaś inni uważają, że to dopiero koniec początku naszej historii. Że po śmierci czeka Nas inny, być może lepszy świat. Czy śmierć to nadzieja? Nadzieja na lepsze jutro… Tylko, czy po śmierci będzie jutro? Victoria wierzyła, że tak.
Leżała na szpitalnym łóżku nie ruszając się. Jedyną czynnością jaką wykonywała było oddychanie.  Miała zamknięte oczy, myślała, czekała. Czekała na śmierć. Była spokojna.


    ~*~  


                                               *Myśli Victorii*


Przyjdź. Zabierz mnie. Wiem, że chcesz mnie stąd zabrać... Ja też tego pragnę. Proszę. Stań tuż przede mną i wyciągnij do mnie rękę. Obiecuję- mocno ją ścisnę. Ty pomożesz mi wstać i razem pójdziemy tam gdzie będziesz prowadzić. Proszę. Czuję, że jesteś blisko, przyjdź tutaj. Usiądź, porozmawiaj ze mną i zabierz mnie do siebie. Daj mi ukojenie. Nie będzie bólu, nie będzie cierpienia, nie będzie strachu. Tak, nie boję się Ciebie. Wiem, że nie zrobisz mi krzywdy. Wiem, że mi pomożesz. Dlaczego tak długo Cię nie ma? Ja czekam, nadal czekam. Potrzebuję Cię tak samo jak żywi tlenu. Tak, ja już nie należę do żywych. Czekam aż mi pomożesz. Za kilka godzin? Dni? Tygodni? Kiedy przyjdziesz? A może to już tylko sekundy…


        ~*~
Czasami wszystko Nas męczy, za dużo się dzieje. Życie Nas przytłacza. Czujemy się jakby zamknięci w klatce. Mamy dość. Dość tego wszystkiego co Nas otacza. Chcemy uciec, zostawić problemy innym, ale jak? Victoria uważała, że jedynym rozwiązaniem jest śmierć. Chciała odejść. Czuła, że tam, po drugiej stronie, tam gdzie zabierze ją przyjazna śmierć, tam gdzie nikt nie będzie nic pamiętał- będzie szczęśliwa. Lecz wiedziała, że musi zrobić jeszcze jedną, bardzo ważną rzecz…
Po raz kolejny tego dnia do Vic przyszła pielęgniarka, podać jej nowy zestaw lekarstw, które miały na celu spowolnienie rozprzestrzeniania się choroby. Pielęgniarka była młodą, wysoką, szczupłą szatynką.
Gabriela- tak miała na imię- podała do ręki Vic mały, plastikowy kieliszek z lekami. Dziewczyna odłożyła go na bok i powróciła do patrzenia za okno.


-Victoria, ile razy dziennie mamy to przerabiać?- spytała pielęgniarka.
-Skończymy jeśli dasz mi spokój.
-Po prostu połknij to i obie będziemy miały spokój… - prosiła Gabriela.
-Nie.
-Victoria…
-Jeśli to połknę to będę się tu dłużej męczyć. A ja już nie mam na to ochoty, ani siły…- Victoria mówiła to wszystko spokojnie. Nie wzbudzało to w niej żadnych burzliwych emocji.
-Jak będziesz brała leki regularnie jest szansa, że przeżyjesz jeszcze cały rok!
-Ale nie chcę żyć!
-W ten czy inny sposób dostaniesz te leki. Możemy wstrzyknąć Ci to do kroplówki, będzie miało takie same działanie… - powiedziała i jeszcze raz podała dziewczynie leki. Victoria przewróciła oczami i niechętnie połknęła zawartość małego kieliszka.
-Lepiej? – spytała sarkastycznie i odwróciła twarz w drugą stronę.
Szatynka pokręciła głową i wyszła z sali. Kiedy przechodziła korytarzem zaczepił ją chłopak z burzą brązowych loków.
-Przepraszam…- zaczął, a kobieta szybko zwróciła się w jego stronę. „Tak?” zapytała- Wyszłaś właśnie z sali Victorii Nowińskiej, prawda?- pielęgniarka pokiwała twierdząco głową- W jakim ona jest stanie? Jak się czuje?
-Ja nie mogę udzielać takich informacji. Przykro mi- Odwróciła się i poszła w głąb długiego, szarego korytarza.
Chłopak westchnął głęboko i skierował się w stronę sali dwieście dwadzieścia pięć. Kiedy był już w środku zauważył, że Victoria śpi. Podszedł bliżej i delikatnie pocałował ją w skroń. Dziewczyna przebudziła się i przestraszonym wzrokiem spojrzała prosto w jego zielone tęczówki.
-Przepraszam, nie chciałem Cię zbudzić. – usiadł na krześle.
-Nic się nie stało… Tak mam po lekach…
Po tych słowach w pomieszczeniu zapadła głucha, męcząca cisza. Victoria wiedziała, że prędzej, czy później będzie musiała wyjaśnić wszystko Harry’emu tak jak to planowała… Po chwili zebrała się na odwagę, choć była pewna, że zrani tym chłopaka. On siedział tam nieświadomy niczego, uśmiechnięty i wpatrzony w zmęczoną twarz dziewczyny.
-Harry, musimy porozmawiać…- rzuciła szybko i wiedziała, że nie ma odwrotu, więc była już spokojna. Musiała to zrobić, żeby spokojnie odejść.
-O czym?- zdziwił się nerwowo poprawiając swoje loki.
-Dziwi mnie to, że tak szybko mnie „pokochałeś”… Praktycznie mnie nie znasz. Zaledwie kilka dni. Po co się tak mną przejmujesz?- chłopak milczał- Odpowiedz mi.
-Posłuchaj- wziął jej dłoń w swoje ręce i pocałował. Victoria natychmiast zabrała posiniaczoną rękę i wyczekiwała dalszych wyjaśnień- Nie wiem… Nie wiem co sprawiło, że tak nagle Cię pokochałem, ale… to była chwila… Jesteś cudowną, uroczą i piękną dziewczyną. Ujęłaś mnie tym. Jeszcze nigdy  nie spotkałem takiej dziewczyny jak Ty. Jesteś wyjątkowa.
W tym momencie serce Victorii pękło. Jedna połowa chciała z nim zostać, a druga połowa, chciała już to skończyć. Chłopak wcale nic jej  nie ułatwił tym wyznaniem. Żałowała, że o to spytała. W duszy dziewczyna płakała i uśmiechała się równocześnie. Miała mętlik w głowie, lecz wiedziała, że nie może się rozkleić. Wiedziała, że musi być silna. Uciekła wzrokiem. Spojrzała na kroplówkę. Małe kropelki kapały jedna za drugą, płynąc przez małą rurkę do jej żył… Wtedy przypomniała sobie, że umiera. Przypomniała sobie dlaczego chce to skończyć. Wzięła się w garść i kontynuowała.
-Przestań. Nie mów tak więcej…
-Dlaczego?- spytał.
-Bo tak…- próbowała odwlec jakoś to do czego dążyła. Nie chciała go ranić, ale nie chciała też ranić siebie.
-Martwię się o Ciebie, bo to wszystko przez nas i…
-Czyli przyszedłeś tu tylko dlatego, że masz wyrzuty sumienia, tak?- spytała.
-Kochanie, to nie tak…- zaczął.
-Nie tak? A jak?- nie doczekała się odpowiedzi- To wszystko były kłamstwa? Wcale mnie nie kochasz? Kłamałeś…- chłopak przemilczał to i uciekł wzrokiem- I… I Ty nawet nie zaprzeczasz? Nie odzywasz się?! Spójrz na mnie… - Harry uniósł wzrok kierując go na zdezoriętowaną Victorię- Byłam tylko na chwilę, tak? To co mówiłeś przed chwilą to też były kłamstwa? Byłam jak każda. Jestem jedną z wielu. Te wszystkie plotki o Tobie to prawda?- po tym już była pewna, że chce końca tej historii, że chce zamknąć ten rozdział z życia, którego i tak pozostało niewiele.
-Nie mów tak! To nie prawda! Ja Cię kochałem i kocham nadal!- tłumaczył na marne.
-Kłamiesz! Wy wszyscy jesteście tacy sami! Wszyscy kłamiecie... Harry, czy Ty w ogóle wiesz co to jest miłość?  Co znaczy miłość? Jakie to uczucie? Jak to jest kochać?
-Wiem…
-Nie, Harry nie wiesz. Widocznie oboje nie wiemy. Oboje się pomyliliśmy. To nie ten czas… nie te osoby…- szepnęła.
-Victoria, czy Ty…
-Idź już. Skończmy to!- rzekła stanowczo.
-Ty chyba nie chcesz…
-Tak, Harry-przerwała mu- to koniec. Tak będzie najlepiej dla nas obojga…
-Nie wyjdę stąd dopóki mi tego nie wytłumaczysz! Czemu? To ja coś zrobiłem źle? To przeze mnie?- dociekał.
-Harry, ja po prostu…
Nagle w całej sali rozbrzmiał dźwięk nadchodzącej rozmowy. Loczek szybko odrzucił połączenie i schował telefon do prawej kieszeni spodni. Ktoś był bardzo zawzięty, ponieważ dzwonił jeszcze kilka razy przerywając Victorii zawsze po tych samych słowach. Harry zdenerwował się i w końcu odebrał rozmowę od Liam’a.
H: Czego?
L: Wracaj do domu i pakuj się.
H:Co? Po co?
L:Przyjechali po nas. Wyjeżdżamy…







***







Przepraszam.  Wiem, że pewnie nie jesteście z tego zadowolone, ale ja musiałam.
Pewne osoby powiedziały mi, że się zmieniłam. Wiem, po prostu tego potrzebuję. 

 Proszę o szczere opinie w komentarzach. Co sądzicie o nowym wyglądzie? A co o rozdziale?

Dziękuję za to, że jeszcze ze mną jesteście, że wytrzymujecie, że komentujecie, czytacie. <3
Na Was mogę liczyć. Dziękuję.
Macie pytania? Zapraszam: Mój ask.